Westerplatte | Recenzja

Jacek Komuda, Westerplatte

Ostatnie dni sierpnia 1939 r. są gorące nie tylko od panującej kanikuły. Stosunki pomiędzy polskimi i niemieckimi mieszkańcami Wolnego Miasta Gdańska są jeszcze bardziej napięte niż zwykle. Na ulicach dochodzi do ataków na wszystkich, noszących polskiego orzełka na czapkach. Załoga Składnicy Wojskowej na Westerplatte podskórnie czuje zbliżające się piekło.

Jacek Komuda jest pisarzem i historykiem specjalizującym się w dziejach Rzeczypospolitej szlacheckiej. Znany jest z wielu powieści, których głównym bohaterem są zapomniane obyczaje, postacie i miejsca. Ostatnio Komuda zajął się dwudziestowieczną historią Polski w powieści Hubal. Tym razem sięgnął po kolejne ważne wydarzenie toczące się podczas Września ’39.

Wojskowa Składnica Wojskowa na Westerplatte otoczona jest nie tylko morzem, ale również wrogo nastawionym żywiołem niemieckim. Żołnierze z niepokojem obserwują kurtuazyjną wizytę pancernika Schleswig-Holstein. Sytuacji nie poprawia coraz dziwniejsze zachowanie dowódcy Składnicy, majora Henryka Sucharskiego oraz narastający konflikt pomiędzy nim, a dowódcą kompanii wartowniczych kapitanem Franciszkiem Dąbrowskim. Okazuje się, że wybuch wojny – pomimo, że tak wyczekiwany – zaskoczy wszystkich.

Komuda w swojej książce postawił nie tylko na pokazanie historii Składnicy na Westerplatte, ale przede wszystkim na ukłon w stronę narastających co i rusz dziwacznych teorii dotyczących wydarzeń z Września 1939. Dzięki temu mamy Sucharskiego jako załamanego nerwowo morfinistę i homoseksualistę, który żeby zapobiec publikacji kompromitujących go zdjęć przekazał niemieckiemu wywiadowi plany wartowni, tchórzących żołnierzy oraz Dąbrowskiego, który nie szanując ludzkiego życia postanawia bronić się do końca. Nie stroni przy tym od zastraszania i rozstrzeliwania niepokornych.

Trzeba przyznać, że recenzowaną pozycję czyta się bardzo dobrze. Autorowi udało się stworzyć sugestywne opisy walk, w których wrogiem nie jest tylko żołnierz strony przeciwnej, ale również własny organizm. Komuda poświęcił dużo miejsca niemieckim dowódcom, którzy coraz mocniej są zdenerwowani przedłużającym się oporem Polaków. Nie brakuje również rywalizacji pomiędzy poszczególnymi rodzajami wojsk zaangażowanymi w atak na Składnicę Wojskową. Czasami jednak w dialogach „wychodzi” specjalizacja autora, a więc czasy kontusza i szabli. Trudno wyobrazić sobie, aby niektóre rozmowy toczyły się w ściśle zhierarchizowanym XX-wiecznym wojsku.

Podsumowując. Tym razem Jacek Komuda postawił nie tyle na urealnienie opowieści o żołnierzach z Westerplatte, co dał posłuch plotkom o stosunkach pomiędzy dowódcami oraz ich życiem osobistym. Ostrzeżeniem w tej materii powinna być już znajdująca się na czwartej stronie okładki rekomendacja Piotra Zychowicza. Tym niemniej lektura wciąga i posiada charakterystyczny dla pióra Komudy urok.

Fabryka Słów

Ocena recenzenta: 3/6

Daria Czarnecka

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*