Wiedeńska Melodia

Wiedeńska melodia |Recenzja

Paulina Rabczak, Wiedeńska melodia

„Wiedeńska melodia” to już kolejna część przygód Franza i Klary Weber autorstwa Pauliny Rabczak. To powieść o odwadze kobiety, (i w mniejszym stopniu kobiet jako całości), która miała w sobie siłę, aby iść pod prąd, aby porzucić utarte uzusy i zwyczaje, nawet jeśli przyszło jej za to płacić wysoką cenę. To historia emancypacji kobiety niezwykłej, która pomimo narzuconej jej przez biologię, historię i kulturę ról, stara się zachować niezależność, wewnętrzną wolność i zdobyć szczery szacunek otoczenia.

W powieści zachwycają wybory głównej bohaterki, która mimo miłości, nie zamierza wyzbyć się samej siebie, swoich marzeń, swoich przyjaciół, myśli czy emocji. Jest prawdziwa aż do szpiku kości, nawet jeśli nie podoba się to innym. Nie boi się wyrażać swojego zdania. Gdy idzie na kompromisy, to stara się ugrać dla siebie jak najwięcej. Jest oddana, cierpliwa, pełna szacunku, a jednocześnie nosi w sobie wady płci żeńskiej. Choć pragnie sławy, to nie pożąda iluzorycznego poklasku, blichtru, który mogłaby zapewnić jej już tylko sama uroda. Chce być doceniona jako ona sama, taka jaką jest – z wadami i zaletami.

I to jest właśnie piękne. Ta kobieca sprzeczność, która każdej z pań nadaje niepowtarzalnego czaru i uroku.

W Starym, dobrym Wiedniu

Schyłek XIX stulecia to tak zwane czasy „Belle époque”. Europa, a wraz z nią i Wiedeń, rozkwitają. Świat zaczyna szybciej się zmieniać, a towarzyszą temu coraz liczniejsze nowinki techniczne, które zaczynają zmieniać krajobraz oraz ludzkie zwyczaje. Pojawia się telefon, samochód, samoloty oraz udogodnienia, takie jak kanalizacja, które ułatwiają codzienne życie.

W niezwykłym tempie rozwijają się kabarety, kinematografia czy sztuka malarska reprezentowana przez secesję i impresjonizm. Jednak wśród tych udogodnień mają również miejsce rzeczy brutalne – zamachy, dekadentyzm, protesty, strajki, a na horyzoncie zaczyna majaczyć wojna o jakiej dotąd nikt nie myślał, rewolucje i przewroty.

Jednak Wiedeń, stolica wielonarodowej monarchii Habsburgów zdaje się być miejscem-rajem. Spokojny, majestatyczny, cichy niemal idylliczny. Ówczesny Wiedeń był światową stolicą, centrum życia muzycznego Europy, jedną z najważniejszych stolic intelektualnych. W mieście mieszały się niczym w tyglu różne wpływy kulturalne – Niemców, Austriaków, Węgrów, Polaków, ludów bałkańskich, Turków…

Słowem – Wiedeń był kwintesencją wielkiego świata, ze swymi szerokimi, wybrukowanymi ulicami, z niezwykłym rozmachem architektonicznym, ale przede wszystkim z niezwykle bogatym życiem artystycznym (teatr i opera).

To właśnie tutaj tworzyli tak wielcy artyści, jak Mozart, Johann Strauss (ojciec i syn), Joseph Haydn czy Ludwik van Beethoven. I właśnie taki obraz, Wiednia jako kulturalnej stolicy, ukazuje nam Paulina Rabczak. Tym razem opisowi Wiednia poświęciła nieco więcej uwagi, co tylko nadało powieści jeszcze większej precyzji, gracji i powabu.

W powieści można ujrzeć samozachwyt miasta i jego mieszkańców. Z jednej strony, to wysoka kultura i duma ze swego znaczenia. Z drugiej są jednak konwenanse, płytki blichtr i więzienie sumień. Jednak im Wiedeń jest bardziej kapryśny, tym bardziej ceni tych, którzy mu się przeciwstawiają. Ot co – paradoks miejsca i czasu.

Miłość w kryzysie

Jednak główny wątek powieści dotyczy nie samego Wiednia, lecz związku Klary i Franza, który zaczyna przeżywać trudności. On, dzięki wsparciu żony, realizuje własne marzenia o szkole. Jednak prowadzeniu placówki oświatowej poświęca tak wiele uwagi, że zapomniał o potrzebach rodziny i żony.

Ona zaś, niespełniona artystka, w czeluściach samotności, zaczyna coraz częściej marzyć o powrocie do dawnych zajęć, a tym samym do minionej chwały. W dążeniu do tego celu zaczynają jej przeszkadzać obowiązki matki, choć – moim skromnym zdaniem – wcale tak dużo ich nie ma. No ale cóż – może to tylko subiektywne spostrzeżenie. Tak czy inaczej, oboje zaczynają się od siebie oddalać. A gdy jeszcze pojawia się Florian, młody, namiętny skrzypek, historia zaczyna nabierać rumieńców.

A może jednak emancypacja?

Bardzo podobał mi się wątek niezgody Klary na zamknięcie w domowym kieracie. Ciekawie czyta się o jej wewnętrznych rozterkach, wątpliwościach co do swego miejsca na świecie. Tak samo ciekawy jest wątek Franza, który tak bardzo uwikłał się w oczekiwania społeczeństwa, że przesłoniły mu to, co najważniejsze. Co więcej, jego niezdolność do zauważenia potrzeb żony, stają się źródłem kolejnych zadrażnień w ich związku.

Powieść Rabczak porusza również kwestię kobiecych frustracji, milczącego wołania o zrozumienie niewieścich potrzeb oraz o lęku, że świat zabije w nich ich duszę. To fascynująca historia o szukaniu swoistej równowagi, między byciem rodziną, a potrzebą bycia usłyszaną, docenioną i dążeniu do samorozwoju.

Niemniej nie da się nie zauważyć, że Klara niejednokrotnie w swych oczekiwaniach i sądach jest bardzo egoistyczna. Sama oczekuje tego, czego nie jest w stanie dostrzec w swym mężu. Dlatego oboje się ranią…

I coś więcej…

Kolejnym plusem jest piękny, wyważony, wręcz elegancki i stylowy język powieści. Autorka nie boi się nawiązywać do muzycznych metafor, które w magiczny sposób nadają książce pewnej melodyczności, takiej swoistej kulturalnej lekkości. Odnosi się wrażenie, iż właśnie jest się w samym sercu secesyjnego Wiednia.

Akcja toczy się swoim tempem – ani za szybko, ani za wolno. Dzięki temu mamy możliwość nie tylko uważnego śledzenia dalszych losów naszych bohaterów, ale i osobistej refleksji nad tym, co czynią.

Przyznam, że tom drugi podobał mi się znacznie bardziej. Autorka popracowała nad wadami z poprzedniej części. Fabuła stała się bardziej dopracowana, lepiej przemyślana. Mamy więcej opisów samego Wiednia, a także lepszy, ciekawszy obraz wiedeńskiej bohemy. Kontrasty pomiędzy bohaterami też są nieco wyraźniejsze, a przez to bardziej przekonywujące. Słowem – bawiłem się przednio.

Tym razem było mniej światowej polityki, co tylko umocnia obraz stolicy Habsburgów jako miejsca nostalgicznego, niemal żywcem wyrwanego ze świata. Nadaje to miastu, i samej powieści, jeszcze bardziej idyllicznego powabu, któremu nie można się oprzeć. W takim mieście, mimo jego jaskrawych wad, chciałbym na chwilę się znaleźć.

Wiedeńska Melodia – podsumowanie

Książka liczy sobie 440 stron. Polecam ją z czystym sercem, bowiem opowiada o kobiecej duszy, jej rozterkach, wątpliwościach, miłości, nadziejach i marzeniach. Powieść opisana jest tak świetnie, że dosłownie odczuwa się czar i blask wiedeńskiego etosu nawet w momencie, gdy zamknie się książkę. To wreszcie opowieść o marzeniu, które rzuci na szalę sens małżeństwa, kariery i życia w ogóle. W taką opowieść warto się zanurzyć.

Lekkość pióra, taki swoisty eklektyzm skradły moje serce. Wątek emancypacji, problemów małżeńskich czy pasji tworzenia wciąga już od pierwszych stron. Powieść przeczytałem niemal jednym tchem, zarywając nockę. I nie żałuję. Naprawdę było warto zanurzyć się w przebrzmiały świat, który mimo wszystko mógłby trwać tuż obok, w tej chwili…


Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.