Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Wiernie ciebie będziem strzec … Czyli sen o morskiej potędze II Rzeczypospolitej

Wiernie ciebie będziem strzec … Czyli sen o morskiej potędze II Rzeczypospolitej

Hasło „Trzymajmy się morza”, zostało co prawda sformułowane dopiero w 1790 r. przez Stanisława Staszica w „Przestrogach dla Polski”, ale nasi przodkowie już w dobie piastowskiej dążyli do opanowania wybrzeża bałtyckiego. Potem Jagiellonowie (po mieczu i kądzieli), każdy na swój sposób, starali się nawet tworzyć flotę zdolną tego dostępu bronić, ale nikomu się to na dłuższą metę nie udało. Zaślubiny Polski z morzem, których 10 lutego 1920 roku dokonał w Pucku generał Haller, miały być zapowiedzią, że II Rzeczpospolita do spraw morskich podejdzie w odpowiednią uwagą.

Sny o potędze

Na mocy postanowień Traktatu Wersalskiego Polska uzyskała pas wybrzeża z dostępem do Morza Bałtyckiego o długości 147 km, w skład którego wchodził brzeg Półwyspu Helskiego (74 km), morze otwarte (24 km) i brzeg Zatoki Puckiej (49 km). Na tym odcinku nie znalazł się jednak żaden większy port, ponieważ Gdańsk miał być Wolnym Miastem.

105 mm Schneider z Helu – MMW Gdynia

Zablokowanie w porcie gdańskim przeładunku broni do Polski w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku stało się dowodem na to, że budowa własnego portu morskiego jest jedną z najważniejszych gwarancji niepodległości państwa polskiego i jego rozwoju gospodarczego. Dlatego też już w maju 1920 roku wiceadmirał Kazimierz Porębski, szef Departamentu Spraw Morskich Ministerstwa Spraw Wojskowych, zlecił inż. Tadeuszowi Wendzie, który w latach I wojny światowej kierował budową portów w Windawie i Rewlu, znalezienie najbardziej dogodnego miejsca na budowę portu wojennego. Ten zaś wybrał nizinę między Gdynią a Oksywiem, położoną w odległości 16 km od Nowego Portu w Gdańsku1. Jesienią 1920 roku rząd polski podjął decyzję o budowie w Gdyni „Tymczasowego Portu Wojennego i Schroniska dla Rybaków”, wg projektu inż. Wendy.

23 września 1922 r. Sejm przyjął ustawę upoważniającą rząd do budowy portu morskiego w Gdyni. Już w kwietniu 1923 roku otwarto port tymczasowy, a w sierpniu tego samego roku przypłynął do Gdyni pierwszy pełnomorski statek, SS Kentucky pod banderą francuską.

Z portem rosła osada – od 4 marca 1926 roku miasto. O ile w 1921 roku w Gdyni mieszkało 1268 osób, to w maju 1936 roku miasto liczyło 83 tys. mieszkańców, zaś w 1939 roku już 127 tys. Już w 1934 roku Gdynia stała się największym portem na Bałtyku pod względem wielkości przeładunków, a zarazem najnowocześniejszym portem w Europie.

Równolegle z gospodarczym wykorzystaniem dostępu do morza powstawały plany obrony tego wybrzeża. Były nie mniej, a właściwie jeszcze bardziej ambitne. Wiceadmirał Kazimierz Porębski  opracował na początku 1920 r. program rozwoju floty, który zakładał wyposażenie w latach 1920-1929 naszej floty w dwa okręty liniowe, sześć krążowników, 28 kontrtorpedowców, 42 okręty podwodne, 3 podwodne stawiacze min, 28 trałowców, 54 kutry torpedowe i wiele mniejszych jednostek.

Zakup, bo o budowie przez polski przemysł nie mogło być mowy, samych tylko pancerników kosztowałby nie mniej niż połowę rocznego budżetu całych polskich sił zbrojnych, a kupno sześciu krążowników byłoby jeszcze droższe. Eksploatacja tych ogromnych okrętów też byłaby zbyt kosztowna2 jak na możliwości powstającego z ruin państwa. Sprowadzone do rzeczywistości kierownictwo marynarki wojennej już we wrześniu 1920 roku opracowało kolejny, dużo skromniejszy plan. Nowa wersja zakładała, że w ciągu 3 lat Polska Marynarka Wojenna będzie dysponować 1 lekkim krążownikiem, 4 kontrtorpedowcami, 2 okrętami podwodnymi, 12 kutrami torpedowymi oraz 4 bateriami artylerii brzegowej, traktorowej (po 4 działa 155 mm). Plan ten nigdy nie został nawet zaakceptowany.

W 1925 roku zakończono prace nad 15-letnim planem rozbudowy sił zbrojnych, który miał być realizowany jednocześnie z programem rozwoju przemysłu zbrojeniowego w latach 1925-1940. W „Zapobiec klęsce” napisałem: Plan ten, z wojskowego punktu widzenia słuszny, był przejawem oderwania się ówczesnych władz od ekonomicznej rzeczywistości kraju. Zakładał bowiem potrzebną rozbudowę sił zbrojnych, nie wskazując jednak realnych źródeł ich finansowania. To zresztą charakterystyczny objaw u wojskowych, występujący w początkach odrodzonego państwa. Dobrym przykładem mogą tu być właśnie koncepcje rozwojowe marynarki wojennej forsowane przez marynarkę wojenną. W realnym świecie wyremontowano tylko 6 przyznanych nam poniemieckich torpedowców, zakupiono 2 kanonierki i 4 trałowce. Dopiero w 1930 roku podniesiono banderę na pierwszym naprawdę nowoczesnym okręcie – wybudowanym we Francji kontrtorpedowcu ORP Wicher. I taka była rzeczywistość.

dz 152,4 mm – MMW w Gdyni

Dopiero co uchwalony plan też przestał obowiązywać po zamachu majowym Piłsudskiego. W efekcie przez prawie cały czas istnienia II Rzeczpospolitej Kierownictwo Marynarki Wojennej nie miało opracowanych programów rozbudowy floty, a decyzje podejmowano doraźnie w miarę pozyskiwania funduszy. Na przykład w roku 1927 podjęto decyzję o budowie dwóch kontrtorpedowców (Wicher i Burza) i trzech okrętów podwodnych (Wilk, Ryś, Żbik), w roku 1933 zamówiono dwa okręty podwodne (Orzeł i Sęp) i minowce (Jaskółka, Mewa, Rybitwa, Czajka). Tak też było w roku 1934, gdy zaczęto budowę stawiacza min (Gryf).

Partnerzy



Przewiń do góry