Mirosław Surdej, Wytrwać wolnymi. Studia z dziejów konspiracji niepodległościowej na Rzeszowszczyźnie w latach 1944-1956
Gdy w 1944 roku Armia Czerwona zaczęła zajmować ziemie polskie, polskie podziemie podjęło różne kroki, aby dostosować się do nowej sytuacji. Część z tych organizacji rozwiązała się lub ujawniła, część przeszła do walki z komunistami. Jednym z największych centrów opozycyjnych wobec komunistycznych porządków mieściło się na Rzeszowszczyźnie. Książka Wytrwać wolnymi Mirosława Surdeja kreśli nam obraz tamtejszych walk i oporu na przełomie lat 1944-1956.
Plan Burza i powstanie WiN-u
Autor w swej pracy porusza między innymi ważną kwestię wdrażania planu „Burza” w 1944 roku. Chodziło o to, aby wkraczającej na ziemie polskie Armii Czerwonej zademonstrować polskie prawa do obszarów leżących za Bugiem. Zakładano, że Armia Krajowa zacznie wzniecać w poszczególnych miastach antyhitlerowskie powstania, aby wyzwolone miejscowości nie mogły zostać przypisane zasługom Armii Czerwonej.
W ramach planu Burza walki z Niemcami na Wołyniu prowadziła 27 dywizja piechoty AK. Udało się wyzwolić Lwów, Lubartów czy Kock. Podsumowując, plan Burza przyniósł oczekiwane sukcesy militarne, ale, niestety, nie polityczne. Rząd emigracyjny, ani AK, nie były w stanie utrzymać kontroli nad terenami, na których zdecydowanie sdominowała Armia Czerwona, która po usunięciu nazistów, wprowadzała swoje własne porządki, dekonspirując i niszcząc jednostki Armii Krajowej.
Gdy Sowieci zajęli się likwidacją struktur Armii Krajowej, część członków podziemia zbrojnego zdecydowała się na dalszą walkę, ale tym razem z Rosjanami. Powstało wówczas zrzeszenie Wolność i Niezawiłość, które kontynuowało walkę o uniezależnienie Polski.
Władze komunistyczne ogłaszały co prawda amnestie dla żołnierzy pozostających w konspiracji, ale był to tylko fortel, mający za zadanie rozbić i wyeliminować „dywersantów”. Niejednokrotnie ujawnienie kończyło się procesem, wywózką w głąb Rosji, a nawet karą śmierci. Do walki z partyzantami zaangażowano wojsko, milicję i służby bezpieczeństwa. Polscy żołnierze ginęli w walce. Ci, których schwytano, osadzano w więzieniach, gdzie byli poddawani torturom. Najsłynniejszymi z nich byli zamordowani Zygmunt Szendzielarz (pseud. Łupaszka), Danuta Siedzikówna (pseud. Inka) czy Marian Bernaciak (pseud. Orlik).
W czasach PRL partyzanci byli ukazywani w bardzo negatywnym świetle. Nie tylko przedstawiano ich jako bandziorów, morderców i wrogów systemu, ale i porównywano do wojsk nazistowskich. Dopiero wraz z upadkiem komunizmu zaczęto badać ich przeszłość i rehabilitować, nadając im tytuł „żołnierzy wyklętych”. I między innymi właśnie o tego typu bohaterach jest ta publikacja.
Co znajdziemy w książce Wytrwać wolnymi?
Jednym z ciekawszych tematów poruszanych w pracy Mirosława Surdeja jest ten opowiadający o próbie wysłania pomocy uczestnikom powstania warszawskiego. Oddziały AK w południowo-wschodniej Polsce podjęły się wykonania rozkazu Bora-Komorowskiego, aby wesprzeć powstańców. Zrobiono to pomimo świadomości, że akcja ta nie ma zbytnich szans realizacji. A wynikało to z kilku czynników.
Głównym były akcje NKWD i Armii Czerwonej, które starały się zdekonspirować oddziały Armii Krajowej, przy jednoczesnym uniemożliwieniu im przedostania się do stolicy. Według planu Sowietów, Warszawa miała upaść… Ponadto w regionie sprawnie działali już kolaboranci, którzy denuncjowali oddziały AK Sowietom.
Co ciekawe, mimo świadomości nieuchronnej klęski powierzonego sobie zadania, żołnierze AK z terenu Rzeszowszczyzny i dawnego województwa lwowskiego, podjęli się jego realizacji. Z zamieszczonych w książce tekstów źródłowych przebija entuzjazm i wysokie morale wśród żołnierzy.
Ciekawy był również rozdział poświęcony stosowaniu kar wobec AK-owskich partyzantów. Sądzono, a później karano nie tyle samych dowódców, cieszących się renomą i wsparciem wśród okolicznej ludności, ile „rekrutów”, którzy dopiero co dołączyli do AK.
Ale najlepiej jego jakość odda fragment tekstu: „[…] obawiano się na oczach publiczności mordować wyróżniających się dowódców podziemia. Przypuszczalnie wybierano osoby, z którymi świadkowie wykonywanego wyroku mogli się utożsamić. Po to też spędzono na egzekucje młodzież, która wychowana w polskim duchu, stawiająca za wzór starszych kolegów i rodzeństwo z AK skłonna była ku krokom powstańczym. Wchodzący w dorosłość ludzie mieli się wiec naocznie przekonać, jaki los może ich czekać w przypadku związania się z ruchem niepodległościowym” (s. 173).
Kolejnym interesującym wątkiem tej publikacji jest kwestia rozprawy z ostatnimi oddziałami partyzanckimi. Ale o tym musicie przekonać się sami.
Trudna jakość
Publikacja pisana jest trudnym językiem. Autor w tekście umieścił taki ogrom informacji, że nie byłem w stanie wszystkiego spamiętać. Często gubiłem się, zarówno w kwestii organizacyjnej opisywanych struktur AK, jak i nazwiskach, funkcjach czy pseudonimach. Być może, gdybym był bardziej obznajmiony z tematem, byłoby mi łatwiej.
Znalazłem kilka nieścisłości, ale chyba największa dotyczyła przemarszu Zgrupowania „San”. W tekście znaleźć można dwie informacje, że miała ona miejsce w sierpniu i we wrześniu, co w tym drugim przypadku nie jest prawdą.
W książce znajdziecie niesamowitą ilość przypisów. Mógłbym się pokusić o szacunek, że stanowią one między 1/5 a ¼ objętości książki. Sprawia to, że książkę czyta się gorzej. Może warto byłoby zamieścić je na końcu książki?
Ciekawym aspektem pracy Surdeja są fotografie, które nadają „twarzy” opisywanym postaciom czy oddziałom. O ileż lepiej czyta się o ludziach, gdy można sobie wyobrazić ich twarz. Swoją drogą, z oczu tych żołnierzy AK przebija niezłomność, której tak bardzo brakuje nam współczesnym. Wstrząsające są te fotografie, które ukazują pomordowanych przez sowieckie oddziały partyzantów i żołnierzy. Ma się takie odczucie, jakby się było obecnym na miejscu śmierci… Niesamowite przeżycie.
Wytrwać wolnymi – podsumowanie
Książka zawiera się na 359 stronach tekstu i kilkudziesięciu stronach fotografii (łącznie 416 stron). Publikacja pod wieloma względami jest trudna, co nie znaczy, że nie warto po nią sięgnąć. To pozycja zdecydowanie dla pasjonatów tematu polskiej partyzantki, która, mimo świadomości nieuchronnej klęski, podjęła się walki z systemem sowieckim, w tym przypadku, w rejonie Rzeszowszczyzny.
Fajnie, że ktoś podjął się tego tematu, tym bardziej, że czuć, iż stan badań nad tym problemem jest dopiero w powijakach. Z nieukrywanym zaciekawieniem czekam na dalsze części. Polecam.
Wydawnictwo IPN
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem IPN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.