Rozmowa z dr. Andrzejem Krawczykiem dotyczy książki „Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony” oraz drogi badawczej, która doprowadziła do jej powstania. Wywiad koncentruje się na wyborze Biłgoraja jako przedmiotu opisu, na sposobach rekonstruowania życia sztetla oraz na źródłach, które umożliwiły odtworzenie codzienności żydowskiej społeczności miasta. Punktem ciężkości pozostaje historia sztetli rozumiana jako wielowiekowe doświadczenie społeczne, kulturowe i administracyjne.
W rozmowie pojawiają się pytania o zainteresowanie autora tematyką żydowską w kontekście badań nad Europą Środkową, statusem mniejszości oraz procesami nowoczesności. Dr Krawczyk wyjaśnia, w jaki sposób Biłgoraj stał się przykładem reprezentatywnym oraz jakie znaczenie miały relacje Ocalałych, dokumenty administracyjne i materiały archiwalne w pracy nad książką. Wywiad porusza także kwestie ograniczeń źródłowych, decyzji badawczych oraz włączania świadectw indywidualnych jako pełnoprawnej części narracji historycznej.
Skąd u Pana wzięło się zainteresowanie sztetlem jako takim? Biorąc pod uwagę Pana dotychczasowe publikacje, wydaje się to dość odległym tematem dla pańskich zainteresowań.
Jest odległe i zarazem nie jest. Zawsze mnie pasjonowała Europa Środkowa, nie tylko poprzez tematykę polską, ale głównie przez sprawy czeskie. To właśnie w związku z pozyskiwaną przez laty wiedzą o Czechach – czy wcześniej Czechosłowacji – uświadamiałem sobie, że są rozmaite warianty życia w naszej części Europy, bo właśnie tutaj – środkowoeuropejskiej mozaice narodowej – można być zarówno członkiem narodowości większościowej, jak i mniejszościowej; jak i różnie toczyły się losy różnych grup narodowościowych i etnicznych. Można być Polakiem, Czechem, Węgrem,ale można teżbyć Ślązakiem, Szeklerem, Rusinem, Łemkiem, Ukraińcem.Czasem ta sama grupa może narodowościowa być większościową, a kiedy indziej mniejszościową, jak Rumuni, Chorwaci czy… Niemcy. W ten sposób doszedłem do tematyki żydowskiej. I to jest właśnie to, co mnie interesuje: jak, podczas tworzenia się nowoczesnej Europy, nowoczesnej mentalności od końca XVIII w. określić swoją przynależność. Żydzi bardzo dużo o tym dyskutowali, sprzeczali się w swoim środowisku: co to znaczy być Żydem? Czy być syjonistą, bundowcem, komunistą, ortodoksyjnie zachować swoją odrębność czy rozpłynąć się, w którymś z otaczających narodów.
Czy Żydzi byli aż tak odrębną grupą, że mieli aż tyle wątpliwości?
Była to grupa utrzymywana w takim trochę dziwnym statusie. Pełniławażną funkcję usługową dla całego społeczeństwa i obsługiwała dużo większe od swojej społeczności. Być może można porównać ich rolę do ról kast w Indiach. Aż w końcu przychodzi nowoczesność, masowe społeczeństwo, procesy demokratyzacyjne i zrównanie z prawem, to jak żyć, gdy było się do tej pory odrębnością? Jedni zaczęli uważać, że to właśnie religia powinni stać się spoiwem – tak twierdzili chasydzi. Inni chcieli się rozpłynąć, a to w chrześcijaństwie, a to w niemieckości. Inni chcieli być po prostu być Żydami.
Co jeszcze wyróżniało Żydów?
Cała kultura żydowska, religia żydowska nastawiona jest na życie intelektualne. Mówi się, że to naród księgi, kultura księgi. Stawia się na takie kategorie, jak: interpretacja, rozumienie, sztuka, myślenie. Popularny prezent, jaki się dawało w bogatszych rodzinach,przy ślubie, to deklaracja ojca panny młodej, że weźmie nowożeńców na utrzymanie na rok lub trzy lata, aby mąż mógł skupić się na studiowaniu Pisma.
Czy to właśnie z tej inności wziął się pomysł na książkę o Biłgoraju?
Koncepcja książki powstała w rozmowie z nieżyjącym już prof. Pawłem Śpiewakiem. Rozmawialiśmy o dość ciekawym zjawisku. Otóż od 50 do 70% Żydów żyjących dzisiaj na świecie w trzecim, piątym, szóstym pokoleniu pochodzi ze sztetli, które znajdowały się na terenie byłej Rzeczypospolitej. Obecnie 3/4 tego terenu nie jest w Polsce, ale byli to kiedyś mieszkańcy Rzeczpospolitej. Niestety, tragedia II wojny światowej spowodowała, że skupiamy się jedynie na okrutnym końcu sztetli, czyli Holokauście. A historia Europy, Rzeczpospolitej, Żydów i Polaków zasługuje na pamięć i opisanie całości ich dziejów; 500 lat życia kilkunastu pokoleń zasługuje na to i zobowiązuje, zwłaszcza historyków w Polsce, do podjęcia takiej pracy. Historycznie istniało pomiędzy 1400 a 1500 sztetli. Który z sztetl uznać można za najbardziej typowy, symboliczny, reprezentatywny? Inaczej wyglądało życie społeczności żydowskich w czasach nowożytnych w Wielkopolsce, inaczej w XIX wieku na Mazowszu, Podlasiu czy w Galicji, inaczej na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego, a jeszcze inaczej na terenie dzisiejszej Białorusi czy południowej Ukrainy, mocno mówiąc potoczne – przeoranych wpływami Rosji. Ostatecznie w naszej rozmowie padło na Biłgoraj, który stał się archetypicznym sztetlem dzięki prozie Izaaka Bashevisa Singera.
Z jakich źródeł czerpał Pan informacje, aby tak dokładnie odmalować codzienność Biłgoraja?
Ciekawym zjawiskiem, które powstało w środowisku Ocalałych było powstawanie tzw. Yizkor buchów, które zachowywały pamięć o zniszczonych sztetlach. Dla Biłgoraja istnieją dwie księgi. Są one tym ciekawsze, że za ich powstaniem nie stała żadna metodologia, żadna poprawność naukowa. Osoby, które je spisywały chciały przede wszystkim zachować cząstkę swojego świata sprzed Zagłady, ocalić od zapomnienia nazwiska sąsiadów.
Biorąc pod uwagę jak dokładnie opisał Pan Biłgoraj musiał się Pan posiłkować także innymi źródłami.
Starałem się opisać całe miasto, dlaczego powstało, jakie były mechanizmy gospodarcze, jak wyglądała relacja z administracją państwową, jak wyglądało życie polityczne, służba zdrowia, szkoły, płacenie podatków, itd. Było to bardzo trudne, ponieważ Biłgoraj spalił się dwukrotnie w swojej historii. Ostatni raz we wrześniu 1939 r. po bombardowaniu.
Dla ciekawości: nie zachowały się na przykładżadne dokumenty dotyczące płacenia podatków przed 1939 r. Również archiwalia dotyczące życia. Informacje o społeczności żydowskiej w dwudziestoleciu międzywojennym odtwarzałem przede wszystkim na podstawie raportów starosty dla urzędu wojewódzkiego. Dlatego też, gdy dzięki Marianowi Turskiemu, w moje ręce trafił dość obszerna relacja jednego z Żydów biłogorajskich, postanowiłem włączyć ją w całości, jako osobną część książki. Chciałem oddać głos człowiekowi, który tam żył, czyli jego język, jego opis. I mając nadzieję, że to jest taki najbliższy, najbliższy w rzeczywistości opis tego miasta.
Gdzie więc Pan szukał ocalałych źródeł dotyczących Biłgoraja?
Część, bardzo ciekawe dokumenty, znajdują się w Kraśniku. Jest tam bardzo ciekawy zachowanyzasób dotyczący spraw toczących się przed sądami, które dzisiaj nazwalibyśmy rejonowymi. Z kolei, jeśli chodzi o dokumentację administracji państwowej, to taka znajduję się w Archiwum Państwowym w Lublinie. I tam właśnie znajdują się comiesięczne raporty starostów dotyczące różnych aspektów życia w powiecie. Z kolei bardzo rozczarowały mnie badania prasoznawcze. Biłgoraj pojawia się bardzo rzadko, jedynie we wzmiankach.
W Żydowskim Instytucie Historycznym nie ma wydzielonej kolekcji dotyczącej Biłgoraja, ale można znaleźć kilkadziesiąt relacji, w których wymienia się jakieś wydarzenia właśnie z tego miasta.
Spytam z zupełne ciekawości jako Ślązaczka. Jak rozumie Pan pojęcie folksdojcza, które właśnie w takim zapisie fonetycznym pojawia się w książce?
Folksdojcz zapisany fonetycznie to oczywiście termin z powojennych relacji. Jako hisotryk, wiem, że w części Polski, która została wcielona do Rzeszy wprowadzono Niemiecką Listę Narodowościową (DVL). Jednak dla mieszkańców Generalnego Gubernatorstwa ta kategoria folksdojcz nie miała nic wspólnego z terminem administracyjnym. Powszechnie folksdojczem nazywano każdego Niemca pracującego w administracji, który rozumiał język polski. Kompletnie nie zagłębiano się w problemy narodowościowe czy kwestie DVL. Z resztą tak samo funkcjonowało pojęcie gestapowca. Właściwie każdy Niemiec w mundurze dla mieszkańców GG był gestapowcem lub esesmanem. Na terenach wiejskich jeszcze ewentualnie żandarmem. To trochę jak w Polsce Ludowej na służby mówiło się Ubek, chociaż UB zlikwidowano w latach 50.
Czy Pana pobyt w placówce dyplomatyczne w Sarajewie jakoś wpłynął na większą miłość do sztetli, do świata, który umarł, który zniszczyli ludzie?
Niezbyt. Może tylko jest we mnie lepsze zrozumienie tematyki współżycia bezpośrednio obok siebie ludzi różnych narodowości i wyznań. Mogłem poznać psychikę ludzi, którzy żyli obok siebie, którzy nawet nie wiedzieli, że sąsiad z spod dwójki, jest praktykującym muzułmaninem, a spod czwórki chorwackim katolikiem. Tak, do czwartku nikt nie wiedział, a w piątek nagle stało się to bardzo ważne. Więc to zmusza do myślenia, jak to jest możliwe, że raz to jest nieważne, a nagle się staje to tak ważne, że można wziąć udział w rozstrzeliwaniu. Ludzie, którzy do pewnego momentu nie za bardzo są świadomi tego czym się różnią od innych, nagle przechodzą na stronę zła.
Dziękuję za rozmowę.