Marek A. Koprowski, Armia Krajowa na Wołyniu, czyli zdrady nie było
W piekle, jakie rozpętało się na Wołyniu, granice między winą a koniecznością często się zacierały. Książka Armia Krajowa na Wołyniu, czyli zdrady nie było podważa utarte oskarżenia i wnika głęboko w tragedię, która podzieliła sąsiadów, a do dziś rozdziera pamięć. To opowieść o walce – nie tylko z wrogiem, ale też z własną niemocą, strachem i osądem historii.
Dzieje Wołynia i Małopolski Wschodniej podczas II wojny światowej były trudne, a konsekwencją tego zagmatwania stały się zbrodnie zarówno wobec Polaków, jak i Żydów, a w ramach odwetu również Ukraińców. Książka Marka Koprowskiego opowiada nam właśnie o tym, co przyczyniło się do śmierci dziesiątków tysięcy ludzi. Szczegółowo opisuje mechanizmy, które doprowadziły do tragedii, a sam Autor także stara się udowodnić, że Armia Krajowa nie pozostawiła Polaków na pastwę losu.
Koprowski kreśli nam obraz trudnego sąsiedztwa polsko-ukraińskiego, wzajemnych animozji, które narastały już od końca XIX stulecia. Znajdziecie tutaj nie tylko opis wewnętrznych tarć, ale i wielkiej polityki, która w znaczący sposób wpłynęła na to, co stało się udziałem Wołynia i Wschodniej Małopolski. Bo trzeba pamiętać, że rozgrywanie sporów było jednym z głównych atrybutów i mechanizmów podporządkowywania sobie ziem przez nazistów oraz – w mniejszym stopniu – komunistów na wschodzie Europy. Nie mogąc samodzielnie wybić się na niezależność, wiele ukraińskich organizacji nacjonalistycznych postanowiło oprzeć się na władzy Hitlera. Tylko on dawał im jako taką szansę na uzyskanie własnych celów. Jak z tym było, zapewne wiecie.
Zresztą, o czym spora część Polaków nie wie, największe „zagęszczenie” czystek miało miejsce wówczas, gdy Rosjanie zdołali pokonać nazistów pod Stalingradem i Kurskiem. Wówczas władze OUN-B zdały sobie sprawę, że jeśli szybko nie rozwiążą sprawy ludności polskiej teraz, przyjdzie im stawić czoła jeszcze groźniejszemu, sowieckiemu przeciwnikowi.
Główne tło wydarzeń
Gdy II Rzeczpospolita upadła, Ukraińcy postanowili wykorzystać dogodny dla siebie moment, aby powołać do życia własne, niepodległe państwo ukraińskie, które – w zamierzeniu – miało być pozbawione mniejszości narodowych. Na obszarach Wołynia i Małopolski Wschodniej zaczęło dochodzić do ataków na ludność polską. Jednak Józef Stalin nie zamierzał dopuścić do sytuacji, gdy na obszarach podporządkowanych Związkowi Sowieckiemu powstałby jakikolwiek ruch narodowy, dążący do ustanowienia samodzielnego państwa. z tego też powodu, Stalin stłumił te działania.
Jednak w 1941 roku Sowiety zostały zaatakowane przez III Rzeszę. W tej sytuacji nacjonaliści ukraińscy postanowili sprzymierzyć się z Hitlerem, który obiecał im samodzielność, choć nie sprecyzował, co przez to rozumiał. W tej chwili, największą trudnością dla nacjonalistów byli Polacy zamieszkujący region. W przeciągu roku nacjonaliści ukraińscy utworzyli Ukraińską Powstańczą Armię, której dowódcą stał się Stepan Bandera. Celem tej organizacji było usunięcie mniejszości narodowych, w tym Polaków i Żydów z terenów ukraińskich. Wkrótce doszło do kolejnych ataków na ludność nie-ukraińską.
Największe nasilenie brutalnych działań miało miejsce w lipcu 1943 roku, gdy UPA zaatakowały ponad 100 wsi zamieszkanych przez Polaków. W rzezi nie szczędzono nikogo. Mordowano starców, kobiety i dzieci. W odpowiedzi na te ataki powstały oddziały samoobrony Armii Krajowej, zwalczające UPA i przeprowadzające ataki odwetowe na ukraińskie wsie. Walki te były na rękę Niemcom, osłabiały bowiem oba żywioły w regionie.
Znawcy tematu szacują, że w wyniku rzezi wołyńskiej zginęło ok. 100 tysięcy Polaków, a blisko 300 tysięcy zmuszono do opuszczenia regionu. Polska samoobrona oraz akcje odwetowe Armii Krajowej przyniosły śmierć kilkunastu tysiącom Ukraińców, przy czym część z nich zginęła z ręki UPA, za udzielanie pomocy Polakom.
Problemy, a rzeczywistość
Książka Marka A. Koprowskiego jest niewątpliwą polemiką z tezami głoszonymi przez Piotra Zychowicza. Nie wszystkie jego dowody mnie przekonują, ale musze przyznać, że wiele tez Koprowskiego jest bardziej prawdopodobna niż to, co głosi jego historyczny oponent.
Przede wszystkim ukazuje, że działalność Armii Krajowej na tych terenach była utrudniona i to z kilku przyczyn. Po pierwsze – Polacy stanowili tutaj zdecydowanie mniej liczebną grupę społeczną, otoczoną niemal zewsząd przez żywioł ukraiński. Co więcej, zdecydowana większość Ukraińców była nastawiona antypolsko. Było to wynikiem nie tylko wspólnych, nie zawsze dobrych zażyłości historycznych, ale i propagandą nazistowską i sowiecką, które starały się podsycać miejscowe antagonizmy.
Po drugie – AK miała ogromne problemy z pozyskaniem odpowiednich ilości uzbrojenia, ze zbudowaniem silnych struktur terenowych.
Po trzecie – poza ukraińskimi bojówkami, na terenach tych grasowały komunistyczne bandy, z którymi Polacy musieli się ścierać.
Po czwarte – Polacy na tych terenach byli biedni, słabo wykształceni, więc nie mieli jak współtworzyć czy wspierać działalności Armii Krajowej.
Po piąte – działalność AK była sabotowana przez Kazimierza Banacha, pełniącego funkcję delegata rządu na uchodźstwie na Wołyniu. W tutejszych żołnierzach dostrzegał on nie tylko przedstawicieli upadłego sanacyjnego rządu, do którego żywił osobistą niechęć, a być może, nawet nienawiść. Uważał on również, że polscy chłopi, prędzej czy później, sami dogadają się z Ukraińcami. Ponadto głosił tezę, że UPA nie stanowi realnego zagrożenia dla żywiołu polskiego w regionie.
Tak więc – wszystkie czynniki zewnętrzne, jak i wewnętrzne, sprzysięgły się przeciwko Polakom. Mimo to, tutejsze oddziały AK starały się zrobić, ile tylko mogły. Gdyby nie oni, liczba ofiar rzezi byłoby zdecydowanie więcej. kto o tym zapomina, jest zwyczajnie, albo ślepy, albo głupi.
Armia Krajowa na Wołyniu, czyli zdrady nie było – podsumowanie
Styl narracji Koprowskiego przypadł mi do gustu. Wszystko, co tutaj wyłuszcza, poparte jest konkretnymi odniesieniami do źródeł historycznych, zarówno dokumentów, jak i wspomnień świadków tych dramatycznych wydarzeń. Czego nie można powiedzieć o Zychowiczu, który w wielu sprawach dokonał interpretacji zgodnej z jego własnym światopoglądem lub nawet posunął się do konfabulacji. Nie bardzo to profesjonalne, ale cóż…
Podobało mi się również opisywanie przez Autora realiów, w jakich przyszło żyć na Wołyniu Polakom oraz w jakich warunkach działała tutejsza Armia Krajowa. Zwłaszcza ukazanie tego drugiego aspektu budzi ogromne zainteresowanie, bowiem mamy możliwość poznania nie tylko konkretnych oddziałów, ale i sylwetek poszczególnych żołnierzy i dowódców.
Książka liczy sobie 528 stron. Całość podzielona została na dwie większe części: Zdrady nie było oraz Bohaterowie Wołynia. W sumie jest to dwadzieścia jeden rozdziałów emocjonującej historii. Polecam ją każdemu, bowiem rzuca nowe światło na pewne mity, które zakorzeniły się w naszej świadomości. To naprawdę świetna pozycja. I wielkiej wagi. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.