Richard J. Evans, Ludzie Hitlera
Czytałem już naprawdę sporą ilość książek o Adolfie Hitlerze, jego podwładnych oraz o samych nazistowskich Niemczech, wobec czego naprawdę ciężko jest mnie zaskoczyć. Jednak książka autorstwa Richarda J. Evansa pod tytułem Ludzie Hitlera, to zrobiła.
Co najbardziej mnie zaskoczyło? Chyba ukazanie nazistowskiego dyktatora jako człowieka, nie żadnego szarlatana, diabła, antychrysta czy szaleńca. Hitler był zwykłym człowiekiem, który świetnie potrafił manipulować ludźmi. Czy był bardziej szalony od innych? Po lekturze tej książki, śmiem twierdzić, że był odzwierciedleniem epoki, która go wychowała. Tylko tyle, i aż tyle! Podobnie rzecz się ma w kwestii jego współpracowników. Nie byli to ludzie jakoś specjalnie szaleni, bezwzględni czy zwyczajnie źli.
Przeczytaj fragment książki:
Tacy ludzie istnieli również w innych miejscach. To, co ich wyróżnia to fakt, że III Rzesza upadła i wszystkie zło, które uczyniła zostało świetnie udokumentowane, rozliczone setkami tysięcy artykułów, analiz, publikacji czy powieści. Niemcom nie pozwolono zapomnieć o dokonanych zbrodniach (wszak historię piszą zwycięzcy) czego nie można powiedzieć o zbrodniarzach radzieckich, japońskich, chińskich… i wielu innych.
Układ tematyczny
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Pierwszy kreśli losy samego Hitlera. Jest ona zdecydowanie najdłuższy i najciekawszy. Dawno nie pozaznaczałem sobie w tekście tylu ciekawych informacji, ile znalazłem w tej książce. Ogromnie podoba mi się sposób prowadzenia narracji, popartej fragmentami wspomnień samego Hitlera i ludzi z jego najbliższego otoczenia. Słowem – niemal dosłownie można „musnąć” tę niezwykle kontrowersyjną, ale i ciekawą postać.
Rozdział drugi, zatytułowany Paladyni opowiada o Hermannie Göringu, Josephie Goebbelsie, Ernscie Röhmie, Heinrichu Himmlerze, Joachimie von Ribbentropie, Alfredzie Rosenbergu oraz Albercie Speerze.
Kolejny rozdział – Wykonawcy – wprowadza nas w życiorysy Rudolfa Hessa, Franza von Papena, Roberta Leya, Juliusa Streichera, Reinharda Heydricha, Adolfa Eichmanna o Hansa Franka.
Rozdział czwarty – Narzędzia – to sylwetki Wilhelma Ritter von Leeba, Karla Brandta, Paula Zappa i Egona Zilla, Ilse Koch i Irmie Grese, Gertduzie Scholtz-Klink, Leni Riefenstahl oraz Luise Solmitz.
Ludzie Hitlera
Książkę czytało się jak powieść – szybko, sprawnie i z pasją. W tekście znaleźć można ogromne ilości wypowiedzi bohaterów publikacji. Każdy z wymienionych powyżej „anty-bohaterów” to postać nietuzinkowa, mniej lub bardziej barwna, mająca sporo za uszami. Göring to pragmatyczny niemiecki odpowiednik Ala Capone.
„Pod niemal wszystkimi innymi względami błędem byłoby jednak charakteryzować Göringa jako konserwatystę czy „staromodnego nacjonalistę”, nawet jeśli miał „radykalną osobowość”. Nie przejawiał szacunku dla wartości konserwatywnych, miał bezwzględnie amoralne podejście do wszystkich kwestii politycznych, z jakimi się stykał, zarówno w kraju, jak i za granicą. Prezentował siebie jako honorowego żołnierza, lecz jego zachowanie i język zdradzały cyniczne wypaczenie żołnierskich wartości i postępowania. Brutalność, ujawniająca się przy takich okazjach jak „noc długich noży”, samouwielbienie, bezwzględna ambicja, próżność, zepsucie, obojętność na ludzkie cierpienia, pogarda dla zwykłych nakazów przyzwoitości – wszystko to skłoniło niektórych obserwatorów […] aby napiętnować go jako psychopatę” (s. 157-158)
Goebbels to dosłownie fanatyczny i do końca oddany wyznawca Hitlera. Orzy tym świetny hochsztapler, człowiek nowej epoki, można powiedzieć – pierwszy PR-owiec o światowej sławie. Minister propagandy III Rzeszy stworzył chodliwy mit tego człowieka, który nadal rezonuje w naszym odczuciu historycznym. To przecież ten człowiek wykreował mit Hitlera samotnika, człowieka, który poślubił Niemcy, ojca wszystkich niemieckich dzieci, męża wszystkich Niemek. Wszystkie jego rzeczywiste ukochane, skryte były w mroku, z Ewą Braun na czele. wszystkie jego wady, były skrzętnie ukrywane. Hitler miał być jak heros – doskonały, niepokonany, genialny… I wielu Niemców, i nie tylko ich, w to święcie uwierzyło.
„Samobójstwo Goebbelsa świadczyło, jeśli takie świadectwo było potrzebne, o jego całkowitym uzależnieniu od Hitlera, a w istocie o pełnej identyfikacji z nazistowskim przywódcą. […] Innymi słowy, Goebbels nie tylko służył nazistowskiemu przywódcy, lecz także uważał, że należy odgadywać jego intencje, a następnie umacniać je i nakłaniać go, aby wcielał je w czyn. Bądź co bądź, jak powiedział Rudolf Hess, Hitler był Niemcami, a Niemcy były Hitlerem. Kiedy już Goebbels stłumił swoje początkowe wątpliwości, zaczął żarliwie wierzyć w wielkość i przeznaczenie Hitlera. […] Jego metody propagandowe były i są powszechnie naśladowane w XXI wieku przez populistycznych polityków – od Donalda Trumpa po Viktora Orbána – w celu dyskredytowania i ośmieszania przeciwników oraz tłumienia opozycji wobec ich rządów, chociaż w swojej motywacji są oni z pewnością mniej fanatyczni ideologicznie” (s. 176).
A przecież byli gorsi niż ci dwaj pierwsi tutaj wymienieni. Z jednej strony wszyscy oni byli ludźmi, którzy nawet jeśli nie zgadzali się z Hitlerem, to czcili Führera. Jeśli dopuszczali się zbrodni, to ku większej chwale Niemiec, a dopiero później swojej własnej.
Z drugiej – zdecydowana większość z nich była dobrymi ojcami, mężami, kolegami, czy wreszcie pracownikami… Słowem – byli to zwyczajni ludzie, którym pozwolono tylko rozwinąć swe najstraszniejsze instynkty, żądze i potrzeby. Kto wie, kim byliby, gdyby nie pojawił się sprytny, charyzmatyczny Adolf H.?
Wszyscy oni walczyli o władzę, posuwając się do różnego rodzaju machinacji, oszczerstw, spisków… Aż dziw bierze, że mimo całego tego „kotłowania się” III Rzesza pozostawała aż tak skuteczna! I tutaj pojawia się zaskakujący wniosek – gdyby nie postać Adolfa Hitlera, wszystko to, pierzchłoby niczym domek z kart. Tylko jego autorytet trzymał Niemcy w całości, nawet jeśli kraj i naród mieli kroczyć ku upadkowi.
Hitler iber alles…
Mnie osobiście najbardziej podobały się wyrywki z przemówień i zapisków samego Führera. Pomijając dziwną stylistykę i tok jego narracji, po głębszym spojrzeniu, dostrzec można, iż tak naprawdę Hitler już u samych początków swej kariery mówił wprost, co chciałby zrobić. Tylko nikt nie traktował go poważnie. Zupełnie jak jeszcze niedawno Władimira Putina. Ta sama bezwzględność, świetnie skrywana pod maską człowieka „oświecenia”, pragmatyka, który przyszedł zbawić swój naród.
„Tym, co wyniosło Hitlera do najwyższej władzy w ciągu kilku miesięcy po nominacji na kanclerza Rzeszy, było połączenie morderczej przemocy politycznej, wykraczającej bezwzględnością poza wszelkie wyobrażenia świata konwencjonalnej polityki w Niemczech, z ofensywą propagandową, naruszająca wszystkie standardy prawdomówności i przyzwoitości. Znaczna zbieżność pomiędzy celami antydemokratycznych elit, w tym kręgów przemysłowych wojska, i dążeniami nazistów sprawiła, że mimo odrazy, jaką żywiły elity do stosowanej przez nich przemocy, gotowe były współpracować z nimi w podkopywaniu demokracji. Epoka, w której Hitler doszedł do władzy, wciąż odczuwała dalekosiężne skutki pierwszej wojny światowej. W Niemczech, a także w innych częściach Europy, często widywało się miejskie ulice i place wypełnione ludźmi w mundurach” (s. 124).
Bardzo podoba mi się ujęcie sylwetki Hitlera nie przez pryzmat analizy psychoanalitycznej, lecz przez pryzmat dokumentacji historycznej. Wyłania się z nich nie szaleniec, ale konsekwentny i zafiksowany w realizacji własnych poglądów człowiek, który otrzymał za dużo władzy. Człowiek, który potrafił hipnotyzować innych, nawet jeśli się z nim nie zgadzali.
Dzięki temu mamy możliwość poznania Hitlera niemal zza kulis. Narkotyki, szaleństwo? Te pojawiły się dopiero przy końcu, przy upadku. Wszystko, zwłaszcza początkowo, co czynił nazistowski przywódca, było przemyślane i z morderczą konsekwencją realizowane. Hitler był nieodrodnym synem swojej epoki – twardy, bezwzględny, potrafiący wykorzystać środki masowego przekazu, aby zyskać posłuch u swych współobywateli. A tych, którzy się z nimi nie zgadzali – pozbywał się, każdą możliwą metodą.
I tutaj pojawia się kolejna ciekawa kwestia, o której raczej się milczy. Przynajmniej na naszym polskim podwórku. Chodzi mianowicie o sprawę opozycji niemieckiego społeczeństwa wobec poczynań Hitlera. U nas, powszechnie uważa się, że wszyscy Niemcy, byli czynnymi uczestnikami nazistowskich zbrodni, którzy w ogóle nie wyrażali sprzeciwu wobec polityki III Rzeszy.
Jednak z książki dowiecie się, że wcale tak nie było. Hitler przez te dwadzieścia lat swojej kariery politycznej, ciągle miewał opozycję. Najpierw legalną, w postaci socjaldemokratów, komunistów i konserwatystów. Zarówno wśród polityków, wojskowych, arystokracji czy przemysłowców. A później mniej lub bardziej ukrytą, we wszystkich środowiskach. Najbardziej w tym wątku zdziwiło mnie, jak bardzo nazistowscy generałowie nie zgadzali się z rozkazami Führera, ale mimo to, wykonywali większość jego rozkazów (aż do końca).
Kim był Hitler? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Ale z pewnością Rudolf Hess miał rację mówiąc, że „Hitler był Niemcami, a Niemcy były Hitlerem”. Gdyby nie on, dzieje świata potoczyłyby się zupełnie innym torem. Choć był jednym z największych zbrodniarzy w dziejach, świat który znamy obecnie, został ukształtowany przez niego. To zdecydowanie najważniejsza postać w dziejach XX wieku.
Książka liczy sobie 664 stron tekstu. To publikacja dla każdego. Świetny tok narracji, wiele źródeł, do których wcześniej nie było dostępu. Czyta się świetnie, z zapartym tchem. To naprawdę jedna z najciekawszych książek o III Rzeszy. Ze mną zostanie już na zawsze.
Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.