Zatoka Gdańska 1945. Dokumentacja dramatu | Recenzja

Egbert Kieser – Zatoka Gdańska 1945. Dokumentacja dramatu

Największymi ofiarami każdej wojny są cywile. Cierpią niezależnie od tego czy ich kraj jest celem napaści, czy agresorem. „Zatoka Gdańska 1945” to książka ukazująca dramat Niemców. Tych ludzi, o których w naszej historiografii rzadko się pisze.

Zatoka-Gdanska-1945-Dokumentacja-dramatu_Egbert-Kieser,images_big,29,978-83-63709-66-2Egbert Kieser, autor książek o operacji „Lew Morski” i zdobyciu Gdańska przez wojska sowieckie porusza ważną, choć mało popularną w Polsce tematykę niemieckich uchodźców wojennych. Ta niewielka popularność jest zrozumiała, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że to właśnie oni rozpętali wojnę. Gdy Niemcy opowiadają o swej niedoli, o dramacie ucieczki przed armią sowiecką, często słychać głosy oburzenia, oskarżenia o próbę przeistoczenia się oprawców w ofiary itd. Toteż Kieser postawił sobie wysoko poprzeczkę poruszając tak trudny temat. Bo jak przedstawić losy zwykłych Niemców we właściwy sposób?

Przyznać trzeba, że autor sprawnie porusza się po grząskim gruncie. Opierając się na wielu relacjach ludzi pochodzących z różnych sfer pokazuje, jak wyglądała epopeja przeciętnego Niemca. Ucieczka przed armią czerwoną splatała losy zarówno junkrów, robotników rolnych, chłopów, mieszkańców miast wszelkich profesji, jak i robotników przymusowych czy jeńców. Kieser pokazuje losy nielicznych Polaków, Francuzów czy Belgów w morzu Niemców. Tych lepszych i tych gorszych. W czasie masowego exodusu wychodzi na jaw ludzka natura – jej dobre i złe strony. Autor pokazuje wszystkie.

Oczywiście to, co zaprezentował to tylko wycinek tego, co działo się w rzeczywistości. Każdy uciekinier miał własną historię i indywidualne przeżycia. Relacje zgromadzone przez Kiesera pokazują bezmyślne nakazy pozostania w domu i wcielenia do Volkssturmu, gdy czas uciekać, a także hipokryzję wielu działaczy partyjnych – „złotych bażantów”, którzy nawoływali do walki i spokoju, a sami, albo już uciekli, albo czekali już spakowani. Z drugiej strony mamy właścicieli ziemskich na wozach powożonych przez Francuzów, kobiety rodzące dzieci, zmarłe z zimna niemowlęta porzucane w krzakach, szabrowników czyhających na odejście mieszkańców, dezorientację i paniczny strach o życie.

Książka pełna jest też innych kontrastów doświadczanych przez uciekinierów. W jednej chwili nieznane sobie kobiety wspólnie pieką wiele bochenków chleba dla masy uchodźców, w drugiej chwili w czasie odpoczynku w stodole ktoś szuka zapomnienia w ramionach drugiej osoby, a wkrótce radzieckie czołgi mijają kolumny niemieckich uciekinierów, jak gdyby nic się nie działo. Do tego plotki o dokonywanych przez władze masowych egzekucjach i ludziach zasypanych w szybie kopalni bursztynu. Byle zdążyć przez wojskami radzieckimi.

Choć tytuł mówi o Zatoce Gdańskiej, to książka wykracza poza transporty drogą morską. Jakkolwiek jest to ważna część losów uchodźców, to jest to tylko element ich epopei. Kieser pokazuje historie swoich bohaterów szerzej. Exodus powiązany jest z wydarzeniami frontowymi oraz lokalnymi, dziejącymi się wszędzie tam, gdzie przebywały masy uchodźców. Do tego perypetie niektórych bohaterów śledzić możemy od początku, od powstania zagrożenia, do wylądowania na zachodzie. Inne postaci pojawiają się znienacka i giną w mrokach dziejów. Jedni chcieli uciekać, gdy pojawiło się zagrożenie, inni chcieli trwać do ostatniej chwili. Jedni próbowali uciekać lądem, inni od razu kierowali się ku morzu – samochodami, wozami, koleją, pieszo, przez Zalew Wiślany. Dalej zostało czekanie na statek. Ale jeśli ktoś liczy na szerokie opisy tragedii „Wilhelma Gustloffa”, to się zawiedzie. Rzecz jasna statek znalazł się w książce, ale jest tylko jedną z wielu przeróżnych jednostek pływających – od okrętów wojennych po kutry rybackie i barki. Tytułowa Zatoka Gdańska jest pretekstem dla opowiedzenia szerszej historii, a wody zatoki stały się sceną kolejnego etapu dramatu tysięcy ludzi.

Kieser chciał pokazać właśnie dramat ludzi, którzy porzucili domy i uciekali przed frontem. I trzeba przyznać, że mu się to udało. Niezależnie od tego, czy Niemcy mieszkali w pruskiej wsi, Królewcu, Sambii, Piławie czy w Gdańsku, borykali się z podobnymi problemami. A nawet problemami uniwersalnymi dla wszystkich uchodźców – co zabrać, gdzie iść… Bohaterowie książki zostali plastycznie sportretowani, choć czasem przeszkadzać może zaburzanie chronologii opowieści.

Na plus polskiego wydania zaliczyć należy kilka kwestii. Po pierwsze książkę opatrzono mapami z zaznaczonymi miastami oraz kierunkami i datami sowieckich ataków. Po drugie, niemieckim nazwom miejscowości przyporządkowano polskie lub rosyjskie odpowiedniki, co niewątpliwie ułatwia rozeznanie. Po trzecie, we wkładce ze zdjęciami znalazły się fotokopie dokumentów wraz z polskim tłumaczeniem.

Wielka historia zazwyczaj pomija los zwykłych ludzi. Książka Kiesera pokazuje inną stronę wojny, ale równie brutalną, bo los nie obchodzi się z uchodźcami delikatnie. Niezależnie od tego, czy uchodźcy na początku byli ofiarami, czy zwycięzcami.

Ocena: 5/6

Robert Witak

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*