Zdążyć przed wrogiem

Zdążyć przed wrogiem |Recenzja

Robert Michniewicz, Zdążyć przed wrogiem

Drugi tom opowieści o Niemcu służącym polskiemu wywiadowi, Zdążyć przed wrogiem, już za sam konstrukt postaci zasługuje na uwagę. Nawet jeśli postać i historia są zmyślone, to jednak dobrze obrazują fakt często wypierany przez ludzi – świat nie jest czarno biały.

Robert Michniewicz, to emerytowany oficer wywiadu. Spędził na służbie 23 lata, z czego prawie połowę za granicą. Od kilku lat zajmuje się pisaniem. Zdążyć przed wrogiem ukazała się w 2025 nakładem Czarnej Owcy. Jak sam autor napisał, jest to efekt spotkań autorskich, na których pytano go o dalsze losy Carla von Wedela. Stron ponad 420, oprawa klejona, okładka miękka.

Zawartość

Drugi tom historii Carla von Wedela dzieje się w drugiej połowie ’44 r. On, po udanej akcji zdobycia archiwum wywiadowczego w Zakopanem cieszy się życiem rodzinnym w Szwajcarii. Żona jest w ciąży i niebawem ma nastąpić rozwiązanie, pojawiają się pierwsze pomysły co robić po wojnie, bo widać, że ta zbliża się do końca. Tymczasem w Warszawie wybucha powstanie, wschodnie tereny Polski zajmują Sowieci i w najlepsze trwa walka o dominację w regionie.

Dowództwo AK postanawia ewakuować z zajmowanych terenów archiwa i przesłać je do bezpiecznego miejsca. Dokumenty udaje się kurierowi przewieźć pod Warszawę i ukryć w dworku, ale nie udało mu się go dostarczyć do osób odpowiedzialnych za wywiezienie ich z Polski. Von Wedel zostaje ściągnięty z emerytury i wraz z oddziałem Piotra Mularczyka udaje się na wschód, by zdobyć archiwum. W poprzedniej części rozgrywka toczyła się między Polską i Niemcami. W tej do gry dołączają Sowieci i współpracujący z nimi partyzanci z AL.

Zdążyć przed wrogiem – wrażenia

Drugi tom jest o jakieś 200 stron cieńszy od pierwszego, więc trzeba było inaczej rozłożyć akcenty. Już nie potrzeba budować całego szerokiego tła okupacji i postaci. To już za nami. Klimat i sposób prowadzenia narracji są niezmienione. Mam wrażenie, że jest więcej akcji. Częściej do siebie strzelają, organizują zasadzki, pościgi, mniej gadają. A może jest tyle samo, co w poprzedniej części, ale rozłożone w mniejszej objętości. W każdym razie dzieje się.

Dużym atutem pierwszej części były klimat i ciężar. Michniewicz nie musiał stosować jakichś sztuczek językowych czy stosować ekwilibrystyki słownej, żeby to oddać. Po prostu pisał swobodnie i wyszło znakomicie. Tu jest podobnie. Mówię, że jest podobnie, bo dodał do walki dwóch wywiadów trzeci. I udało mu się nie przedobrzyć. Pewnie dlatego, że zabrał trochę miejsca Niemcom i Polakom, a w tę przestrzeń włożył Sowietów. Każda ze stron ma swój, bardzo istotny, wpływ na fabułę.

W pierwszej części długo nie było wiadomo jaki będzie finał. W Zdążyć… jest to w miarę jasne już od początku, ale to nie znaczy, że tracimy dreszczyk emocji. Wręcz przeciwnie. Nie może iść zbyt łatwo, więc potrzebne są przeszkody, a te naprawdę robią robotę. Nie będę zdradzał, powiem tylko, że sprawa Janickiego jest tutaj bardzo dobrym przykładem. I też trzeba oddać, że pewne najlepsze pomysły i zamiary nie wychodzą ze względu na ludzkie błędy, podobnie jak niektórym niedorzecznym pomysłom znakomicie pomaga łut szczęścia.

Powiedziałem na wstępie, że świat nie jest czarno biały i to podtrzymuję. Często zapomina się, że polskie podziemie niepodległościowe, to nie tylko AK. Formacji było znacznie więcej, a Michniewicz na potrzeby tej opowieści przywołuje organizację kontrowersyjną, czyli Miecz i Pług. Nie czas i nie miejsce na analizowanie ich działalności. W książce odgrywa ważną rolę i nie wszyscy jej członkowie mają te same motywy.

Wątek miłosny po wyjeździe Wedela właściwie zanika, ale w kilku miejscach bohater ma wspomnienia swojej pierwszej miłości. Podobnie jak on nie do końca wiem o co chodziło autorowi.

Grafik, map i komentarza nie ma. Zatem, niestety, trzy elementy na minus.

Czytało się znakomicie i z pewnością nie uznam tego czasu za stracony. Ale chyba nie chcę, żeby autor pisał kolejne tomy. Zakończenie jest otwarte i pozwala na dalsze snucie. Tylko czy Michniewicz ma pomysł na jeszcze jedną, równie wiarygodną i wciągającą opowieść wie tylko on. Żeby nie przedobrzył.


Wydawnictwo Czarna Owca
Ocena recenzenta: 5/6
Jakub Łukasiński


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.