„Ziemiaństwo na Lubelszczyźnie VII. Ziemianie w walce i pracy na rzecz polskości i niepodległości w XIX i XX w.”, red. Tomasz Osiński, Marcin Kruszyńskie, Sławomir Grzechnik i Katarzyna Kot
Lubelskie ziemiaństwo
Zazwyczaj lubię czytać o polskiej szlachcie, jej dokonaniach, błędach i przemianach, które zachodziły wewnątrz tej właśnie grupy społeczeństwa. Tym razem jednak jestem rozczarowany. Mimo górnolotnego tytułu, nie uzyskałem z książki zbyt wielu informacji. Tekst pisano niemal encyklopedycznie, wymieniając co ważniejsze dokonania wybranych przez poszczególnych Autorów postaci. Tak więc zasadniczo uzyskujemy tylko wierzchnią warstwę ich dokonań, ich działalności, bez konkretnych szczegółów. Teksty pisane są w swoistej manierze, która zwykłego czytelnika nuży, męczy i zwyczajnie odstręcza. A przecież nie taki cel powinna mieć literatura historyczna. Nasuwa mi się pytanie, czy książki tego typu pisane są do historyków, i tak już oczytanych, czy też do zwyczajnych zjadaczy chleba, takich jak ja? Myślę, że IPN powinien się nad tym zastanowić, tym bardziej, że porusza naprawdę ciekawe tematy. Więcej uczuć, więcej pasji, a lektura tych książek ma szansę stać się przygodą, której tym razem mi zabrakło.
Ziemianie polscy, nawet ci pochodzący z Lubelszczyzny, już od połowy XIX wieku dążyli do zmiany położenia chłopów. W 1858 roku szlachta ziem wschodnich dawnej Rzeczypospolitej zwróciła się do cara z prośbą o uwłaszczenie chłopów, co też stało się w 1861 roku. Jednak na podobne rozwiązanie trzeba było czekać na ziemiach Królestwa Polskiego jeszcze trzy lata. Reformy te miały ogromny wpływ na rozwój nowoczesnej gospodarki, rozszerzając krąg potencjalnych „przedsiębiorców”. Jednym chłopom udało się to lepiej, drugim gorzej. Niemniej uwłaszczenie chłopów miało też ogromny wpływ na pozycję szlachty. Tracąc dochody z czynszu oraz pańszczyzny, zmuszeni byli postawić na rozwój swych majątków, a więc zmuszeni byli m.in. obniżyć nakłady oraz zatrudnić najemnych robotników rolnych. Część ziemian przekształciła się w przedsiębiorców rolnych typu kapitalistycznego, inni zaś popadali w ruinę i bankructwo.
Po klęsce Rosji w wojnie krymskiej, nowy rząd carski przystąpił do pewnych ustępstw na rzecz Polaków. Złagodzono cenzurę, zwolniono wielu więźniów politycznych, założono Akademię Sztuk Pięknych i Akademię Medyko-Chirurgiczną. W 1858 roku powołano Towarzystwo Rolnicze, na czele którego stanął hrabia Andrzej Zamoyski. Celem organizacji skupiającej znaczną część polskiego ziemiaństwa, była realizacja hasła pracy organicznej oraz stworzenie pewnego forum polskiej opinii publicznej. Działacze Towarzystwa zasadniczo nie współpracowali w caratem, ale i też nie starali się go krytykować, unikali więc mieszania się do polityki.
Szybki rozwój gospodarczy, spotęgowany zniesieniem ceł pomiędzy Rosją a Królestwem oraz pewna swoboda wypowiedzi i działalności, przyczyniły się do narastania sprzeczności w gronie polskiego społeczeństwa. Duża część ziemian opowiadała się za pozostaniem przy pracy organicznej, jednak przedstawiciele młodego pokolenia, niecierpliwi i niedoświadczeni politycznie, zaczęli dążyć do wysuwania żądań politycznych, których władza carska nie mogła ani zaakceptować, ani tolerować.
Ale wróćmy do pracy organicznej. Jak pewnie większość z was wie, polegała ona na rozwoju świadomości społeczeństwa polskiego, rozwoju gospodarczym, a w dalszej perspektywie – miała przyczynić się do odbudowy polskiej państwowości. Idąc tą drogą, światlejsi przedstawiciele ziemiaństwa zaczęli finansować budowę szkół, w których mogli kształcić się m.in. przedstawiciele chłopstwa czy mieszczaństwa. Finansowali również budowę nowych szpitali, wspierali coraz częściej powstające organizacje pomocy czy przedsiębiorstwa rolnicze. I zasadniczo recenzowana przeze mnie książka opowiada właśnie o takiej formie działalności lubelskiego ziemiaństwa.
Drugą kwestią poruszaną przez Autorów jest zrzeszanie się młodych pokoleń szkolnej i studenckiej szlachty ziemiańskiej, w tak zwane ogóły, swoiste nieformalne grupy samopomocowe, organizujące składki, zapomogi, propagujące wszelkiego typu dyskusje oraz organizujące obchody polskich świąt patriotycznych. Zajmowali się również rozprowadzaniem nielegalnych w caracie książek, artykułów czy tekstów publicystycznych. Słowem – młodzi inteligenci i ziemianie zaczęli przygotowywać się do wybuchu kolejnego powstania. Nawet gdy ono upadło, kolejni przedstawiciele tej grupy, oficjalnie zgadzający się na współpracę z Rosją, dokładali wszelkich starań, aby wzmagać tym, czy innym sposobem, rozwój polskich sił gospodarczo-polityczno-kulturalnych. Na wielką skalę zaczęli fundować szkoły, zakładać towarzystwa samopomocowe, brać czynny udział w życiu codziennym lokalnych społeczności, finansować prasę, w której przemycano różnego typu postulaty reform czy działań mających wzmocnić polskie dążenia. Oczywiście, nie wyczerpywało to środków przedsięwziętych przez lubelskich ziemian w organizowaniu świadomego społeczeństwa polskiego.
Kolejnym tematem poruszanym w książce jest aktywne włączenie się lubelskich ziemian do ruchu narodowego, do organizacji wojskowych, mających za cel wyzwolenie, a później także i utrzymanie polskiej państwowości. Ale już o tym musicie poczytać sami.
Czy książkę polecam – nie, chyba tym razem nie. Zbyt dużo tutaj encyklopedyczności, swoistej sztuczności historycznej. Zabrakło mi konkretów, szerszych wypowiedzi. Powtórzę więc jeszcze raz – pomimo ciekawego zakresu tematycznego, zawiodłem się i lektura tej książki była dla mnie dosyć ciężka.
Wydawnictwo: IPN
Ocena recenzenta:3/6
Ryszard Hałas