czasy ostateczne okładka

Czasy ostateczne |Recenzja

Peter Turchin, Czasy ostateczne. Elity, kontrelity i ścieżka dezintegracji politycznej

So much trouble in the world… Tak śpiewał w uduchowionym protest songu Bob Marley przed dokładnie czterdziestoma pięcioma laty. Był wtedy październik roku 1979, i ostatnie nieśmiałe powiewy światowego détente; dwa miesiące później siły specjalne ZSRR przeprowadziły w Kabulu operację Sztorm-333, rozpoczynając wojnę w Afganistanie. Sam jamajski artysta natomiast nie wiedział jeszcze, że za półtora roku przegra walkę z nowotworem. Ten muzyczny wstęp bynajmniej nie jest przypadkowy – zastanawiam się, co zaśpiewałby Marley, znany z bycia trybunem zwykłych ludzi, gdyby zobaczył dzisiejszy, równie niespokojny świat. Dość ponurą prognozę przyszłości kreśli w swojej książce Czasy ostateczne. Elity, kontrelity i ścieżka dezintegracji politycznej Peter Turchin.

Z Rosji na Zachód

Peter Turchin jest rosyjsko-amerykańskim naukowcem, biologiem ewolucyjnym, który bada również ewolucję kulturową i społeczną. Syn radzieckiego dysydenta, dorastał w Związku Radzieckim i tam również studiował na Uniwersytecie Moskiewskim. Zawodowo związany był m.in. z amerykańskim University of Connecticut i z brytyjskim Oksfordem, obecnie pracuje w Complexity Science Hub w Wiedniu.

Jego wkładem w badania historyczne jest przede wszystkim stworzenie tak zwanej kliodynamiki, interdyscyplinarnej dziedziny naukowej, która obserwuje prawidłowości w dziejach świata, i pozwala na konstruowanie matematycznych modeli po to, aby można było przewidzieć bieg wydarzeń. Metodę tę zastosował także w książce, której będziemy się dzisiaj przyglądać.

Świat toczy się cyklem

Turchin udowadnia, że dzieje świata toczą się cyklami – za najważniejszy uznaje tak zwany cykl sekularny, czyli taki, w którym od stanu równowagi między popytem i podażą na siłę roboczą przechodzi się do momentu, w którym wraz z rozrostem populacji powiększa się zapotrzebowanie na miejsca pracy.

Elity rozrastają się do poziomu tak krytycznego, że same zaczynają walczyć o wpływy, a tak zwana pompa bogactwa, czyli systematyczny wzrost zamożności bogatych kosztem biednych powoduje pogłębianie się społecznych nierówności.

Jednocześnie, plutokratyczny system budzi coraz większe niezadowolenie warstw nieuprzywilejowanych, które próbują zmienić swoje położenie. Prekariusze wpadają jednak w pułapkę – tkwią w fałszywym przekonaniu, że edukacja i podnoszenie swoich kwalifikacji pozwolą na poprawę losu, podczas gdy tak naprawdę dochodzi do nadprodukcji osób z wyższym wykształceniem, a w efekcie – do jeszcze większej frustracji i społecznych niepokojów.

Wrzenie osiąga zenit, a system z czasem upada – gwałtowne rozładowanie rozpoczyna zaś nowy cykl wiodący znów od integracji do dezintegracji.

Naukowiec w ogólności kreśli dość interesujący, ale jednocześnie ponury obraz. Należy nadmienić, że jest to obraz amerykanocentryczny, ale to nadal na USA i bieżące w tym kraju wydarzenia są zwrócone oczy całego świata. Zabrakłoby nam tutaj miejsca na streszczenie wszystkich zmiennych, matematycznych modeli i mnogości prezentowanych możliwości, co czyni Czasy Ostateczne raczej wymagającą lekturą.

Trzeba zatem powiedzieć krótko – Turchin przewiduje, iż jesteśmy daleko od stabilizacji, a bardzo blisko fazy dezintegracyjnej, i w książce analizuje przeróżne scenariusze przyszłości, włącznie z badaniem możliwości wybuchu w USA wojny domowej lub rewolucji.

Pokazuje frustrację  grup społecznych, od białych, niewykształconych mężczyzn mających poczucie bycia pogardzanymi przez liberalne elity, po intelektualistów niemających szans na dobrze płatną pracę pomimo ukończonej uczelni, pchniętych życiową sytuacją ku ideałom skrajnej lewicy.

Kreśli też wymowny obraz warstw rządzących, za przykład biorąc zamożne małżeństwo przedsiębiorców, które wysoki standard życia zawdzięcza taniej sile roboczej, a w filantropii upatruje szansy na drenaż mózgów. Wreszcie pokazuje, jak tworzyły się i upadały imperia.

Cały ten rajd autora przez procesy i czynniki, które te procesy destabilizują (także klimatyczne i biologiczne) może budzić podziw; mnogość prezentowanych wątków i powiązań, a także przykładów z historii, jak mogą potoczyć się przeróżne scenariusze składa się na prawdziwie koronkową robotę, i zdradza naprawdę szerokie spojrzenie.

Można podchodzić do tez Turchina sceptycznie, można się z nim nie zgadzać – jednak w czasach, w których interdyscyplinarność, tak znamienna dla nauk przyrodniczych jest szansą na powiew świeżości w podejściu do warsztatu humanisty, zdecydowanie warto otworzyć się i na tę pozycję.

Czasy ostateczne. Werdykt

Gdyby zapytano mnie o werdykt kilkanaście lat temu, może jako zwolennik cierpliwej, benedyktyńskiej pracy w archiwach i uważnej krytyki źródeł byłbym bardziej skłonny się skrzywić. Dzisiaj, pomimo tego, że nadal do pewnych metod podchodzę ze zdrową dozą sceptycyzmu, znacznie częściej widzę, że tradycyjny warsztat coraz częściej dochodzi do przysłowiowej ściany, a historycy, tak z natury konserwatywni, powinni otworzyć się na współpracę z przedstawicielami innych dyscyplin.

Kto wie, może przekona ich lektura książki Turchina?


Wydawnictwo Prześwity
Ocena recenzenta: 4/6
Zachariasz Mosakowski


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prześwity.

Comments are closed.