Tego dnia 1968 roku Antonio Lo Bianco Barbara Locci zostali zabici przez Potwora z Florencji
Nie chodziło o romans, lecz o początek jednej z najbardziej przerażających serii morderstw XX wieku. Gdy zginęli Antonio Lo Bianco i Barbara Locci, nikt nie przypuszczał, że to pierwszy ślad Potwora z Florencji – zabójcy, który przez lata paraliżował Toskanię i wymykał się sprawiedliwości.
W nocy 21 sierpnia 1968 roku murarz Antonio Lo Bianco (29 lat) i gospodyni domowa Barbara Locci (32 lata) zostali zamordowani w miejscowości Signa, na zachód od Florencji. Para spędzała wieczór w samochodzie, zaparkowanym w ustronnym miejscu, gdy napastnik otworzył ogień z pistoletu kalibru .22. Na tylnym siedzeniu spał sześcioletni syn Locci, Natalino, który po przebudzeniu i odkryciu ciał rodziców uciekł w panice, docierając do pobliskiego domu po pomoc.
Locci pochodziła z Sardynii i była dobrze znaną postacią w Signa – w miasteczku nazywano ją ape regina („Królowa Pszczół”) ze względu na jej towarzyską naturę i liczne romanse. Wkrótce po zabójstwie oskarżono jej męża, Stefana Melego, który trafił do więzienia i spędził tam sześć lat. W tym czasie jednak doszło do kolejnych, niemal identycznych morderstw, co rzuciło cień na jego winę.
Co więcej, część kochanków Locci także stała się podejrzanymi, lecz brakowało dowodów – wielu z nich przebywało już w więzieniu, gdy Potwór z Florencji ponownie uderzył. Mele, pierwotnie skazany w 1970 roku przez sąd w Perugii na czternaście lat pozbawienia wolności, został później zwolniony, gdy nowe ustalenia powiązały zbrodnię z działalnością tajemniczego mordercy znanego jako il Mostro di Firenze.
Potwór z Florencji i zagadka serii morderstw
Potwór z Florencji (wł. il Mostro di Firenze) to pseudonim nadany przez media seryjnemu zabójcy, który w latach 1968–1985 mordował pary zakochanych w prowincji Florencja. Ofiar było szesnaście – zazwyczaj młodzi ludzie, którzy szukali prywatności w ustronnych, zalesionych miejscach. Zabójca działał najczęściej podczas nowiu księżyca, co nadało jego czynom niemal rytualny charakter.
Choć żadne z morderstw nie miało miejsca bezpośrednio w granicach Florencji, media nadały mu przydomek Potwór z Florencji, gdyż wszystkie zbrodnie popełniono w jej okolicach. Wcześniej prasa określała go mianem maniaka par (il maniaco delle coppiette). Śledczy ustalili, że napastnik używał pistoletu Beretta kalibru .22, a w niektórych przypadkach kaleczył ciała ofiar – wycinał fragmenty skóry wokół narządów płciowych.
Był to pierwszy znany przypadek seryjnych morderstw par we Włoszech, który wstrząsnął całym krajem. Sprawa była szeroko komentowana w mediach, a jej wpływ sięgnął nawet sfery obyczajowej. W latach 80. mieszkańcy prowincji unikali spotkań w odludnych miejscach, a prasa prowadziła publiczną debatę o tym, czy młodym ludziom należy stworzyć bezpieczniejsze warunki do intymności w domach rodzinnych, by uniknąć podobnych tragedii.
Antonio Lo Bianco i Barbara Locci – klucz do późniejszych śledztw
Zabójstwo Antonio Lo Bianco i Barbary Locci okazało się początkiem serii, choć przez wiele lat nikt tego nie zauważał. Dopiero w 1982 roku, po anonimowym liście podpisanym jako Un cittadino amico („przyjazny obywatel”), śledczy zaczęli łączyć morderstwo z późniejszymi przypadkami.
Sędzia śledczy Vincenzo Tricomi odkrył wtedy pięć kul i pięć łusek pochodzących z pistoletu .22, które przez lata były błędnie przechowywane w aktach sprawy Melego. Choć władze nie potrafiły odtworzyć pełnego łańcucha dowodowego, balistyczna analiza wykazała, że pociski zostały wystrzelone z tej samej broni, której użyto w czterech innych morderstwach. Ten przełom doprowadził do uznania, że wszystkie zbrodnie – od 1968 do 1985 roku – miały wspólnego sprawcę.
Procesy, oskarżeni i „Kumple od przekąsek”
Na początku lat 90. prokuratura we Florencji rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę śledztwo. Kilka osób powiązanych z ofiarami i podejrzanymi zostało skazanych. W 1996 roku włoski Najwyższy Sąd Kasacyjny uchylił wyrok uniewinniający Pietra Paccianiego, nakazując ponowne rozpatrzenie sprawy. Do procesu jednak nie doszło – Pacciani zmarł w 1998 roku.
Dwa lata później sąd ostatecznie skazał Mario Vanniego i Giancarlo Lottiego za udział w pięciu i czterech podwójnych morderstwach. Prasa nadała im przydomek compagni di merende („Kumple od przekąsek”) po tym, jak Vanni tłumaczył w sądzie, że byli tylko grupą przyjaciół, którzy lubili razem jadać w lokalnych barach. Lotti przyznał się do winy, wskazując Paccianiego i Vanniego jako wspólników. Zeznania Lottiego oraz świadka Fernando Pucciego były decydujące dla wyroku. Inny oskarżony, Giovanni Faggi, został uniewinniony.
Brak dowodów i trwająca tajemnica
Pomimo skazań, sprawa Potwora z Florencji pozostaje nierozwiązana. Nie odnaleziono ani broni, ani odcisków palców, ani materiału DNA mogącego jednoznacznie potwierdzić winę którejkolwiek z osób. W 1985 roku prokuratura we Florencji otrzymała list zawierający fragment ciała jednej z ofiar – klapę piersiową – co tylko zwiększyło atmosferę grozy.
W kolejnych latach śledztwo rozszerzono o możliwy motyw ezoteryczny, zakładający, że morderstwa mogły mieć charakter rytualny. Wersji tej jednak nigdy nie potwierdzono. Prokuratorzy z Florencji i Perugii (po tajemniczej śmierci Francesco Narducciego w jeziorze Trazymeńskim) kontynuowali badania, starając się ustalić, kto naprawdę stał za serią podwójnych zabójstw.
Mimo licznych hipotez wysuwanych jeszcze w latach 2010 i 2020, Potwór z Florencji wciąż jest jednym z największych nierozwiązanych kryminalnych zagadek XX wieku – historią, która zaczęła się nocą, gdy zginęli Antonio Lo Bianco i Barbara Locci.