Niedawno zaczął się kolejny rok, 2026. Ale czy aby na pewno? Przyjrzyjmy się bliżej różnym kalendarzom i systemom liczenia czasu różnych kultur na przestrzeni wieków i sprawdźmy, czy można w ogóle mówić o jakimś obiektywnie sposobie wyznaczania dat.
Cel powstania kalendarza
Kalendarz jest dla współczesnego człowieka czymś, co uchodzi za całkowicie naturalne i normalne. Nasz obecny system służy do planowania wydarzeń społecznych i politycznych. Używamy go głównie do celów administracyjnych, ustalania godzin pracy i temu podobnych przyziemnych rzeczy. Nie zawsze jednak tak było. Początkowo cel powstania tego wynalazku był zupełnie odmienny od tego, co dziś uważamy za jego podstawową funkcję.
Pierwsze namiastki kalendarza w zasadzie nie powinny być nazywane tym samym pojęciem, co nasz obecnie używany system liczenia lat. Początkowo to pojęcie nawet nie istniało. Pierwsze kultury rolnicze zauważyły, że pogoda i pory roku odpowiadają konkretnym ruchom ciał niebieskich na firmamencie. Dzięki temu udało się dojść do tego, że dzięki powtarzalności cyklów księżyca i planet można przewidzieć pory roku. Wszystko to było kluczowe dla rolnictwa.
Pytanie „który mam rok?” nie miało racji bytu. Dobrym przykład jest tutaj wczesny Bliski Wschód, gdzie mnogość zachowanych tabliczek glinianych pozwala nam łatwo odczytać dane. Czas uważano wówczas za cykliczny. Rok powtarzał się jeden po drugim. Koncept liniowych, następujących po sobie lat nie istniał. Dlatego Babilon co roku ogłaszał na nowo opowieść z Enuma Elisz.
Jest to całkiem logiczne podejście. To nasze 2024, 2025 i obecnie zaczynający się 2026 są abstrakcją. Ruch obrotowy Ziemi jest przecież powtarzalny, nie nowy. Do celów administracyjnych korzystano z bardzo prostego wzorca: lat panowania władcy. Wystarczyło zapisać, że coś stało się np. „podczas dwunastego roku panowania króla …”. Kalendarz jest więc wynikiem obserwacji nieba i prób przewidywania okresów dogodnych dla rolnictwa, nie zaś produktem nadmiernej biurokracji i stosowano go w bardzo praktycznych celach. Teraz przyjrzyjmy się powstaniu kilku takich ciekawych systemów różnych cywilizacji.
Rok platoński
Jednym z najciekawszych, aczkolwiek z ludzkiego punktu widzenia mało praktycznym w błahych sprawach codziennego użytku jest pomysł na tzw. Rok Platoński. Jest on jednak solidnie oparty na matematycznych wyliczeniach astronomicznych. Wedle tego systemu jeden rok miałby trwać w przybliżeniu 25700 do 25800 lat obecnie używanych w kalendarzu. Tak długi czas wynika z ustanowienia punktu początkowego zgodnie z precesją osi obrotu planety Ziemi.

Według obliczeń polskiego profesora astronomii Michała Kamieńskiego taki rok zaczynałby się około 21 700 p.n.e. wraz z wejściem w znak Koziorożca, kończył zaś około 4100 n.e. po przekroczeniu ery Wodnika. Jak widzimy, system ten jest oparty na solidnych fundamentach, lecz kłopotliwy byłby tutaj podział na mniejsze jednostki czasu przy tak ogromnej skali. Sama idea pochodzi z „Timajosa” napisanego przez Platona. Celem filozofa nie było opracowanie kalendarza, lecz szukanie ogromnego i pompatycznego punktu odniesienia do skali wszechrzeczy:
„Mimo to można pojąć, że skończona liczba czasu wypełnia rok doskonały wtedy, gdy szybkości wszystkich ośmiu obiegów, ustosunkowane do siebie, wspólnie się skończą i uzyskają głowę, pomierzone kołem tego, co jest z sobą identyczne, a biegnie równo”.
Kalendarz Rzymski
Pierwotnie opracowany kalendarz Rzymski, funkcjonujący jeszcze przed nastaniem republiki we wczesnym okresie królewskim, dzielił rok na dwie części. Pierwsza trwała 304 dni i dzieliła się na 10 miesięcy po 30 i 31 dni. Owa dłuższa część rozpoczynała się podczas równonocy wiosennej. Po tym okresie następował niezawierający żadnych nazw i numeracji okres zimowy, liczący 61 dni. Jest to dość nieintuicyjne rozwiązanie. Podobną niekonsekwencję widzimy w nazwach miesięcy.
Pierwsze cztery, Martius, Aprilis, Maius, Iunius, poświęcono było kolejno bogom: Marsowi, Wenus, wszystkim pozostałym, Junonie. Warto zauważyć pewną ciekawą rzecz, a mianowicie brak okresu specjalnie dedykowanemu Jowiszowi. Wynika z tego, że dla pierwszych Rzymian bóg wojny był o wiele ważniejszy. Pozostałe miesiące nazwano zaś po prostu ich kolejnością: Quintilis (piąty), Sextilis (szósty), September (siódmy), October (ósmy), November (dziewiąty), December (dziesiąty).
Pozostaje jeszcze kwestia dni. Nie istniała koncepcja tygodnia. Poszczególne dni nie miały więc swoich powtarzalnych nazw. Aby temu zaradzić i móc jakoś precyzyjnie umiejscowić datowania, wyznaczony 3 specjalnie dni: Kalendae – 1. dzień miesiąca, Nonae – 5. dzień miesiąca 29-dniowego lub 7. – 31-dniowego, Idus – 13. dzień miesiąca 29-dniowego lub 15. – 31-dniowego. Poszczególne liczono określający ich stosunek liczbowy do tych szczególnych, np. „trzy dni przed kalendami”.
Kalendarz Juliański
Na początku, pomimo swojego skomplikowania, system ten działał całkiem dobrze. Wraz z upływem czasu pojawił się jednak pewien bardzo poważny problem. Kalendarz ten liczył 365 dni. Nie stosowano lat przestępnych. Sprawiło to, że po bardzo długim czasie, cały cykl coraz bardziej się rozregulowywał. Kalendarz wciąż pozostawał jednak w sferze sacrum, nikt więc nie odważył się zaproponować czegoś innego.
Dopiero Juliusz Cezar zlecił znaleźć rozwiązanie tego problemu greckiemu astronomowi Sosygenesowi. Ustalono bardzo radykalne rozwiązanie. Rzymianie liczyli lata od domniemanej daty założenia miasta. W 46 roku p.n.e. postanowiono więc, że rok 708 a.u.c (ab urbe condita, dosłownie „od założenia miasta”). wydłużono o 80 dni. Po udanej synchronizacji wprowadzono już typowy rok przestępny, dodający jeden dzień co cztery lata.
Dzięki temu udało się zapobiec tak skrajnym przesunięciom. Poprawiono także system miesięcy. Od tamtej pory wyróżniano ich już dwanaście: Martius (31 dni), Aprilis (30), Maius (31), Iunius (30), Quintilis (31), Sextilis (31), September (31), October (30), November (31), December (30), Ianuarius (31), Februarius (28). Jak zapewne zauważyliście, nazwy te brzmią już całkiem znajomo i nie trzeba posługiwać się łaciną, aby zrozumieć ich znaczenie. Widzimy więc, że rok wciąż zaczynał się w Marcu, kończył zaś wraz z Lutym. Dla celów świeckich i administracyjnych rok rozpoczynał się jednak już od Stycznia i kończył odpowiednikiem Grudnia.
„Nasza” Era
Kolejnym przeskokiem było wprowadzenie nowego punktu odniesienia w kalendarzu. Nawet po uznaniu chrześcijaństw za nową religię państwową, gdy Rzym zmierzał już do upadku po równi pochyłej, czas wciąż liczono „od założenia miasta”. Po agonii cesarstwa zachodniego taki sposób datowania stawał się coraz bardziej groteskowy i nieuzasadniony we wczesnym średniowieczu.
Z tego też powodu papież Jan I polecił duchownemu Dionizjuszowi Małemu obliczenie daty narodzin Jezusa. To właśnie wedle rachunków tego mnicha ustalono rok pierwszy, który do dziś formalnie obowiązuje w kalendarzu Gregoriańskim. Nie przyjęto natomiast żadnego roku zerowego. Nie posługiwano się także jeszcze terminem „nasza era” lecz „roku pańskiego” (anno domini”). Najstarszym znanym nam obecnie przykładem użycia frazy „naszej ery” jest dopiero praca „Eclogae chronicae” słynnego astronoma Keplera z 1615 roku.
Większość współczesnych uczonych nie podziela stanowiska Dionizjusza i datę narodzin proroka z Galilei przesuwa w czasie o około 5 lat. Jest to jednak informacja historyczna, która nie wpłynie na jakiekolwiek reformy kalendarza. Byłoby to zbyt niepraktyczne i skomplikowane, nawet we wspieranym wysoką technologią współczesnym świecie.
Kalendarz Gregoriański
System opracowanym przez Rzymian przetrwał upadek samego miasta i przeszedł wspomniane wyżej poprawki. Wciąż oficjalnie stosowano go w Imperium Wschodniorzymskim (Bizancjum). Po tak długim okresie okazało się jednak, że i te wyliczenia nie były całkowicie precyzyjne. Kalendarz spóźniał się o 1 dzień co 128 lat w stosunku do roku słonecznego wynikającego z praw astronomii. Aby skorygować te rozbieżności, korzystając z wiedzy nowożytnych astronomów, rzymskokatolicki papież Grzegorz XIII ogłosił 24 lutego 1582 roku nową reformę.
Zmiany nie były bardzo radykalne. Ominięto 10 dni pomiędzy 5 a 14 października 1582 roku. Określono także nowe zasady naliczania lat przestępnych, ponieważ całkowicie precyzyjne dostosowanie się do roku słonecznego nie było możliwe. Ogłoszono, że lata podzielne przez 100, ale nie przez 400, nie będą przestępne. Pozostałe zaś podzielne przez 4 już tak. Wedle tej reguły 1700, 1800 i 1900 były w kalendarzu gregoriańskim latami zwyczajnymi, 1600 i 2000 zaś przestępnymi.
Początkowo system ten wprowadzono w krajach katolickich. Obecnie zaś korzysta z niego większość świata. Co ciekawe, niektóre kraje przyjęły go bardzo późno. Przykładowo Grecja aż do 1923 roku korzystała z Juliańskiego. Turcja zaś dopiero po reformach Atatürka przeszła z kalendarza islamskiego na Gregoriański celem ułatwienia kontaktów z zagranicą. Najpóźniej, bo dopiero w XXI wieku, kalendarz ten wprowadziło do użytku w administracji Arabia Saudyjska. Od 2016 roku zaprzestała korzystania z kalendarza islamskiego do celów państwowych i biznesowych, ponieważ okazywało się to coraz bardziej uciążliwe. Świat Islamski wciąż jednak korzysta z kalendarza religijnego do określania wydarzeń religijnych, np. Ramadamu.
Reformom tym oparł się kościół wschodni, Prawosławny. Aż do 1918 roku wciąż korzystano z kalendarza Juliańskiego w oficjalnej administracji państwowej. Obecnie zaś korzysta się z niego w Cerkwi do celów liturgicznych.
Kalendarz Żydowski
Nieco bardziej podobny do „naszego” wydaje się ten wymyślony przez Hebrajczyków. Tam rok również składa się dwunastu miesięcy, a cały cykl trwa 354 dni 8 godzin 48 minut i 40 sekund. Miesiące liczą po 29 bądź 30 dni. 7 dni tworzy tydzień. Każdy z miesięcy zaczyna się od nowiu księżyca. Mamy więc do czynienia z kalendarzem lunarnym. Łatwo zauważyć, że cykle księżycowe nie pokrywają się z rokiem słonecznym. Z tego też powodu występuje rok przestępny. Nie dodaje on jednak dni, jak czyni to kalendarz Gregoriański, lecz cały trzynasty miesiąc celem zniwelowania różnicy.
We współczesnym Izraelu jest on używany już jedynie do celów religijnych. Synchronizacja ze światem zachodnim byłaby uciążliwa z powodu braku minut w naszym tego słowa rozumieniu. W Żydowskim systemie doba nie rozpoczyna się o godzinie 0:00 w środku nocy, lecz o zachodzie słońca (z tego też powodu Szabat trwa od piątku wieczorem do soboty tej samej pory). Problemem jest także dzielenie pory dziennej na dwanaście godzin.
Nie ma jednak minut. Każda godzina trwa 1/12 czasu od wschodu do zachodu. Wraz ze zmianami pór roku codziennie zmienia się czas trwania godziny i minuty. Taka właściwość jest nieakceptowalna we współczesnym świecie. Z tego też powodu do celów praktycznych Izrael dziś korzysta z tego samego systemu Gregoriańskiego co świat zachodni.
Kalendarz Indyjski
W Indiach zaś spotykamy się z czymś całkowicie odmiennym. Obecnie państwo to powszechnie korzysta z kalendarza Gregoriańskiego. Oficjalnie funkcjonuje także „Indyjski zreformowany kalendarz narodowy”. Jest on wysoce podobny do Gregoriańskiego i także jest kalendarzem słonecznym. Rok też trwa 365 dni i dzieli się na 12 miesięcy. Rok przestępny trwa 366 dni i występuje w tym samym czasie, co w Gregoriańskim. Jedyną różnicą jest długość poszczególnych miesięcy. Te liczące po 31 dni następują po sobie kolejno, nie naprzemiennie. Później reszta miesięcy trwa 30 dni. W roku przestępnym jedynie miesiąc Ćajtra trwa nie 30, lecz 31 dni.
System ten funkcjonuje od 1952 roku. Wprowadzono go celem ujednolicenia i dostosowania bardzo skomplikowanych systemów opartych na hinduistycznych wierzeniach.
Te zaś są o wiele ciekawsze i bardziej skomplikowane. Jednym z nich był kalendarz wprowadzony, według przekazów samych Hindusów, przez władcę Wikrama w 58. p.n.e. (data Gregoriańska). Był to kalendarz całkowicie lunarny i dostosowany do faz księżyca. Dzielił się na 12 miesięcy. Cykl lunarny pozwalał jednak na dojście do 354 dni. W konsekwencji musiano dodawać co dwa i pół roku 13 miesiąc.
Najbardziej ekstremalnym z punktu widzenia Europejczyka jest system określania czasu oparty na Wedach i innych księgach Hinduizmu. Czas jest cykliczny i powtarzalny, wszechświaty kończą się i zaczynają na nowo. To już buduje ogrom skali. Cały cykl dzieli się na 4 Jugi, epoki istnienia świata: Satjajuga trwająca 1 728 000 lat, Tretajuga trwająca 1 296 000 lat, Dwaparajuga trwająca 864 000 lat, Kalijuga trwająca 432 000 lat. Według tego systemu obecnie znajdujemy się od około 3100 p.n.e. w Kalijudze, zwanej „erą konfliktu”. Obserwując obecny stan i poczynania ludzkości trudno odmówić Braminom racji w tej kwestii.
Kalendarz Chiński
Kolejnym ciekawym i wielce złożonym systemem jest ten opracowany przez starożytnych chińczyków. Stanowi on połączenie lunarnego i solarnego sposobu pomiaru. Rok dzieli się na 12 miesięcy, mających 29 i 30 dni. Siedem razy w trakcie dziewiętnastoletniego cyklu dodaje się trzynasty miesiąc. Zarówno one, jak i poszczególne lata, nazywane są zwierzętami z chińskiego zodiaku. Kolejno: Szczur, Bawół, Tygrys, Królik, Smok, Wąż, Koń, Koza, Małpa, Kogut, Pies, Świnia. Dodatkowo poszczególne lata otrzymują odpowiadające im żywioły, kolejno: Metal, Drewno, Woda, Ogień, Ziemia. Łatwo policzyć, że daje nam to liczbę 60 możliwych kombinacji.
Tyle też trwa każdy cykl kalendarza. Kolejną różnicą w stosunku do innych omawianych tu kalendarzy jest sposób dzielenia dnia. Doba trwa 12 godzin. Każda z nich odpowiada dwóm godzinom z systemu gregoriańskiego. Liczenie zaczyna się od godziny Szczura, która to trwa od 23 do 1 w nocy. Od 1 do 3 trwa godzina Bawołu itd. Godziny również otrzymują swój żywioł. Daje to łącznie multum kombinacji zwierząt i żywiołów co każdej godziny, roku, dnia, miesiąca itd. Wszystko to wpasowano w wielce matematyczną mistykę chińską, na której bazuje tradycyjna kultura tej cywilizacji.
Kalendarz Islamski
Swój własny system opracowała także kolejna religia powstała na Bliskim Wschodzie. W erze przed islamem Arabowie korzystali z podobnego do żydowskiego kalendarza lunarnego i częściowo słonecznego (prawdopodobnie pierwotnie był to powszechny system używany przez Semitów). Wszystko zmieniło się wraz z ekspansją Islamu. Arabowie nie znali żadnego roku zerowego, dotychczas lata liczono podobnie do innych państw bliskowschodnich, to jest panowania poszczególnych władców. Mahomet postanowił to zmienić.
Za punkt początkowy nie mógł uznać własnych narodzin, to przeczyłoby zakazowi kultu osobowego. Za swojego życia nie znalazł rozwiązania tego problemu. Dopiero drugi kalif Umar ogłosił, że muzułmanie lata powinni liczyć od daty Hidżry, czyli ucieczki Mahometa z Mekki do Medyny z roku 622. Co ciekawe, pomimo radykalnych zmian obyczajów wprowadzonych przez Islam, takich jak praktyczne zniewolenie kobiet, nie udało się zmienić wszystkiego z dawnej kultury. Takim reliktem właśnie Mekka i jej czarny kamień.
Mahometowi nie udało się odwieść Arabów od czczenia tego obiektu kultu, co zostało nieporadnie wkomponowane w Islam. Sam kamień jest także bardzo ciekawym obiektem. Jest prawdopodobnie jednym z wielu takich na Bliskim Wschodzie. Część uczonych twierdzi, że jest to fragment meteorytu z jakichś pozaziemskich minerałów. Bardzo możliwe jest też to, że taki sam kamień był obiektem kultu cesarza Heliogabala, ponieważ ich opisy się pokrywają całkowicie. Na razie nie ma jednak szans na jakiekolwiek badania naukowe tego tajemniczego obiektu z Mekki.
Kalendarz Korei Północnej
Korea Północna jest krajem wielu dziwactw, śmiesznych i strasznych zarazem. W praktyce państwo to stało się jedyną na świecie dziedziczną monarchią komunistyczną. Życie obywateli kręci się wokół kultu Wielkiego Przywódcy. Rodzina panująca nie mogła więc pozwolić sobie na pozostawienie sposobu liczenia czasu bez podkreślenia wagi towarzysza Kim Ir Sena.
W 1997 roku wprowadzono Kalendarz Dżucze. Wedle tego systemu lata liczono od narodzin Kim Ir Sena w 1912 r., co stanowiło rok pierwszy. Nie zastosowano roku zerowego. Ze względów praktycznych nie zrezygnowano jednak całkowicie z kalendarza Gregoriańskiego. Oficjalnie media państwowe podawały obie daty, przykładowo na moment pisania tego tekstu byłby to „02.01.2026 roku Dżucze 115”.

Jako że KRL jest bardzo zamkniętym krajem, nie mamy zbytnio możliwości ustalenia prawdy. Przecieki donoszą jednak, że od 2024 roku Kim Dzong Un nakazał wstrzymanie publikacji tego typu kalendarzy i pozostanie jedynie przy systemie Gregoriańskim. Miało mieć to na celu łatwiejsze przekierowanie całości kultu na jego własną osobę, a nie przodka założyciela.
Kalendarz Dangun
W przeciwieństwie do doświadczającej skutków maniakalnego samouwielbienia Kimów państwa na północy, Korea Południowa zachowała pamięć o dawnym systemie liczenia czasu. Od 1.01.1962 roku wprowadzono tam kalendarz Gregoriański. Wcześniej jednak na półwyspie wszyscy korzystali z systemu Dangun, istniejącego już w czasach królewskich.
W większości pokrywał się on z opisanych wcześniej kalendarzem chińczyków. Stosowano te same nazwy zwierząt, zapisywane początkowo chińskim, a potem koreańskim pismem. Rok składał się z 12 miesięcy. Nie nazywano dni tygodnia żadnymi rzeczownikami, lecz jedynie kolejnymi liczbami. Za datę początkową uznano rok 2333 p.n.e., na którą Koreańczycy datują założenia pierwszego królestwa przez legendarnego władcę Tanguna/Danguna, od którego to nazwę wziął tenże kalendarz.
Kalendarz Majów
W okolicach 2012 roku chyba każdy dowiedział się o istnieniu kalendarza tej południowoamerykańskiej cywilizacji. Wszelkie media powtarzały wtedy pochopną interpretację tego systemu, wedle której nastąpić miał „koniec świata” bądź inny bliżej nieokreślony kataklizm. W rzeczywistości było bardzo spore nadużycie, wynikające z niezrozumienia idei cyklicznego czasu bądź celowe podsycanie apokaliptycznych nastrojów. Sami Majowie wyśmialiby takie zachowanie gringos.
Kalendarz ten charakteryzował się właśnie powtarzalnością pewnych cyklów. Cały system zawierał w sobie dwa różne sposoby liczenia czasu. Pierwszy z nich, rytualny, składał się z 260-dniowych cykli. Drugi zaś był typowym kalendarzem słonecznym z rokiem liczącym 365 dni. Stosowano także coś, co badacze nazwali „Długą Rachubą”, liczono już w o wiele większych okresach.
Koniec takiego cyklu miał właśnie wydarzyć się w 2012. Majowie nie przewidywali jednak żadnej zagłady, lecz po prostu zamierzali rozpoczynać liczenie od nowa w kolejnym cyklu. Na przeszkodzie stanęli im jednak konkwistadorzy. Niestety nie mamy zbyt wielu dostępnych informacji o kulturze Majów ze względu na poczynania właśnie owych najeźdźców. Większość źródeł została zniszczona, w tym wiele traktatów astronomicznych i matematycznych.
Kalendarz Buddyjski
W zasadzie należałoby napisać to w liczbie mnogiej, jako „kalendarze”, ponieważ korzystające z tego systemu państwa Azji południowo-wschodniej opracowały różne jego wersje, nieco różniące się od siebie. Zasada ogólna pozostaje jednak taka sama. Jest to kalendarz księżycowo-słoneczny. Kalendarz dzieli się na 12 miesięcy. Każdy kraj nazywa je inaczej.
Tak samo jest też z numeracją poszczególnych miesięcy, co jeszcze bardziej komplikuje sprawę. W większości z nich cały cykl oparty na fazach księżyca nie pasuje do roku słonecznego. W tego powodu w każdym z 57-letnich cykli dodaje się specjalne miesiące celem wyrównania rachunków. Za punkt początkowy kalendarza przyjmuje się domniemaną datę narodzin Siddhārthy Gautamy, czyli najsłynniejszego Buddy. Tu także nie ma konsensusu wśród praktykujących buddyzm. Najczęściej przyjmuje się rok 545 p.n.e. za początek Ery Buddyjskiej, wedle której liczą lata.
Kalendarz Buddyjski pozostaje w użyciu w państwach takich jak Kambodża, Laos, Birma, Tajlandia, Wietnam i okupowany przez Chiny Tybet. Do celów administracyjnych korzysta się jednak głównie z systemu Gregoriańskiego, a buddyjski służy głównie do wyznaczania dat religijnych.
Życie bez kalendarza
Na świecie wciąż jeszcze istnieją populacje ludzkie nietknięte amerykanizacją kultury. Część z nich jest skrajnie agresywna i nie pozwala nawet zbliżyć się nam. Najbardziej znanym przykładem są tutaj mieszkańcy należącej do jurysdykcji Indii wyspy Sentinel. Ta niewielka grupa ludzi wciąż trwa w epoce kamienia. Z powodu ich niechęci do kontaktu z nie możemy potwierdzić ani zaprzeczyć opracowaniu przez sposobu liczenia czasu.
Pewność natomiast mamy odnośnie plemion z lasów równikowych Amazonki. Większość z nich pozostaje w poprawnych stosunkach z Brazylijczykami. Podróżników i badaczom udaje się z nimi porozmawiać dość swobodnie. Część z nich zapytano o kalendarz i inne kwestie związane z pomiarem czasu. Odpowiedzi brzmiały: „A po co nam to?”. Nie dajmy się zwieść pozorom. Te słowa wcale nie świadczą o prymitywizmie i czy ułomności tychże ludów, jak często życzyłby sobie biały człowiek. Kalendarz przecież powstał celem kontroli pór roku.
Na równiku ich nie ma. Nie był im więc on do niczego potrzebny w tym rejonie świata. Wynika z tego kolejna ciekawa rzecz: brak rachuby wieku. Z naszego punktu widzenie może się to wydawać niedorzeczne i utrudniające życie, ale dla nich nie ma żadnego znaczenia. Tu także dają nam niezwykle prostą odpowiedź. Uważają, że po co im to, skoro po prostu widać to, czy ktoś jest, czy młody. Ciężko odmówić słuszności temu prostemu argumentowi. Obecne nauki biologiczne popierają to stanowisko. Wiek to stopień zużycia się organizmu, nie zaś ilość przetrwanych cykli obrotowych.
Podsumowanie
Przegląd systemów ustalania dat oraz przeróżnych, mniej lub bardziej skomplikowanych i abstrakcyjnych z punktu widzenia Europejczyka kalendarzy pokazuje, że tak naprawdę nie ma jednej daty. Żadna rachuba czasu nie jest nieomylna. Każda kultura i cywilizacja na pytanie „który mamy rok?” odpowie w inny sposób. Różnice te mogą być niewielkie, jak choćby między Gregoriańskim a Prawosławnym, bądź też kolosalne w porównaniu z erami Hinduizmu. Nie ma więc jednej, prawdziwej daty. Świat działa według praw natury, nie bacząc na nasze próby ujarzmienia go za pomocą matematyki i astronomii.
Bibliografia:
- Fernandez-Armesto Felipe, Cywilizacje : kultura, ambicje i przekształcanie natury, Warszawa 2008
- Szymański Józef, Nauki Pomocnicze Historii, Warszawa 1983
- Temple Robert, Geniusz Chin: 3000 lat nauki, odkryć i wynalazków, Warszawa 1994
- Van de Mieroop Marc, Historia starożytnego Bliskiego Wschodu, Kraków 2008