Historia sztucznej inteligencji jest dłuższa, niż się wydaje, bo idee „myślących” urządzeń można odnaleźć już w starożytności. Kto był rzeczywistym ,,ojcem” współczesnej sztucznej inteligencji? Odpowiada profesor i trzykrotny rektor Akademii Górniczo-Hutniczej oraz prezes Krakowskiego Oddziału PAN, Ryszard Tadeusiewicz w publikacji pt. Sztuczna inteligencja. Od Tuninga po ChatGPT.
Człowiekiem, który naprawdę zapoczątkował rozważania na temat sztucznej inteligencji w nowoczesnym rozumieniu tego słowa, był Alan Mathison Turing. Był to urodzony w 1912 roku w Londynie brytyjski matematyk. Studiował matematykę od 1931 do 1934 roku, kończąc te studia z wyróżnieniem. W 1938 roku w wieku 26 lat obronił pracę doktorską. Sławę przyniosła mu wydana w 1938 roku praca matematyczna On Computable Numbers, czyli O liczbach obliczalnych. W tej pracy Turing wprowadził abstrakcyjną maszynę.
Tekst jest fragmentem książki Sztuczna inteligencja. Od Tuninga po ChatGPT, która czeka na Ciebie tutaj:
Była ona w stanie wykonywać zaprogramowane na taśmie operacje za pomocą głowicy, która mogła odczytywać znaki z taśmy, zapisywać tam swoje znaki i przesuwać się nad taśmą do przodu lub do tyłu. Owa maszyna, rozważana z dzisiejszej perspektywy, może być interpretowana w taki sposób, że jest to w istocie model komputera: taśma to pamięć, a głowica to mikroprocesor.
Jest jednak jedna istotna różnica: w swoich rozważaniach teoretycznych Turing zakładał, że jego maszyna używa nieskończenie długiej taśmy, podczas gdy komputery mają pamięć o skończonej długości (chociaż z roku na rok coraz większą). Niemniej wiele twierdzeń matematycznych opartych na koncepcji „maszyny Turinga” jest aktualnych do dziś i dość dobrze określa, co mogą zrobić współczesne komputery, a czego zrobić nie mogą.
Turing najpierw opisał maszynę wykonującą tylko jeden algorytm, ale potem zdefiniował uniwersalną maszynę, która mogła wykonać dowolny algorytm. Badając właściwości tej wymyślonej maszyny, Turing wykazał, że istnieją problemy matematyczne, których jego maszyna rozstrzygnąć nie potrafi. Jest to prawdziwe do dziś, ponieważ są takie zagadnienia, których komputery nie są w stanie rozwiązać. (…)
Czym był i czym jest tak zwany test Turinga?
W pionierskim okresie rozwoju sztucznej inteligencji dosyć szybko zauważono, że te maszyny potrafią nie tylko ekspresowo liczyć i zapamiętywać duże ilości informacji, lecz także mogą – po odpowiednim zaprogramowaniu – przeprowadzać automatycznie procesy analogiczne do ludzkiego rozumowania.
Powstały pierwsze programy grające w różne gry wymagające strategicznego myślenia (głównie szachy i warcaby), zbudowano programy automatycznie dowodzące twierdzeń matematycznych, nauczono komputery rozpoznawania obrazów i dźwięków… Na bazie tych sukcesów odważni badacze sformułowali tezę, że oto mamy do czynienia z nowym bytem: sztuczną inteligencją. Pierwszym, który odważył się to napisać w oficjalnym naukowym artykule, był opisany w poprzednim rozdziale Alan Turing.
Ponieważ jednak koncepcja sztucznej inteligencji budziła sporo kontrowersji, a pytanie: Czy maszyna może być inteligentna? było rozważane z różnych punktów widzenia, Turing uznał, że musi się także włączyć do dyskusji i zaproponował test, który miał owe wątpliwości rozstrzygnąć w sposób empiryczny.
Konstrukcję i zasady owego testu Turing zaczerpnął z popularnej w Anglii gry towarzyskiej, nazywanej grą w naśladownictwo (imitation game). Biorą w niej udział trzy osoby: mężczyzna (A), kobieta (B) i pytający – C (dowolnej płci). Mężczyzna i kobieta przebywają w osobnych pokojach, oddzieleni od siebie i od pytającego.
Oczywiście gracze nie mogą się widzieć ani słyszeć, ale mogą sobie przesyłać pytania i odpowiedzi na kartkach pisanych na maszynie (żeby charakter pisma nie zdradził płci). Pytający może zadawać pytania osobom w pokojach, które zna jako X i Y. Jego zadaniem jest określenie (wyłącznie na podstawie uzyskanych odpowiedzi), w którym pokoju znajduje się kobieta, a w którym mężczyzna.
Dodatkowo zakłada się, że A w trakcie gry ma robić wszystko, aby wprowadzić pytającego w błąd, tak aby dokonał niepoprawnej identyfikacji – może zatem swobodnie kłamać, zaś B ma udzielać zawsze prawdziwych odpowiedzi. Modyfikacja, którą wprowadził Turing, polega na zastąpieniu jednej z osób maszyną, jak na rysunku przedstawionym na kolejnej stronie.
Główną ideą testu jest to, że maszyna – odpowiadając na zadawane jej pytania – ma udawać, że jest człowiekiem. Zda ów test tylko wtedy, kiedy owo udawanie będzie przekonujące. Każdy z sędziów będzie musiał oceniać swego rozmówcę kilkakrotnie i zwykle sędziowie będą mieli do czynienia z człowiekiem, a tylko niekiedy z maszyną. Tak to ustawiono, żeby sędziowie za każdym razem nie stwierdzali bez zastanowienia: „to jest maszyna”, bo się zdyskredytują. Turing uważał, że do uznania komputera za myślący wystarczy, by oszukał on 30 procent ludzi, z którymi będzie rozmawiał. Typowa rozmowa miała trwać pięć minut, co ułatwiało maszynie „mimikrę”.
Nie wiadomo, czy Turing brał pod uwagę wcześniejsze rozważania filozofów na podobny temat, ale warto przypomnieć, że właśnie filozofowie jako pierwsi zadali pytanie, czy maszyny będą kiedyś mogły imitować ludzi w zakresie zachowań uważanych zwykle za specyficznie ludzkie.
Zagadnienie to podniósł jako pierwszy René Descartes (Kartezjusz) w swoim głównym dziele Rozprawa o metodzie wydanym w 1637 roku. Filozof był jednak sceptyczny, gdyż pisząc o maszynie (nieosiągalnej technicznie w jego czasach) zdolnej do wypowiedzi, napisał: Nigdy jednak nie zdarzy się, aby automat w taki sposób układał swoją mowę, aby odpowiednio odpowiedzieć na wszystko, co może być powiedziane w jego obecności, jak to może uczynić nawet najniższy typ człowieka. No ale on nie znał jeszcze komputerów i ich możliwości.
Co może zabawne – temat mądrej rozmowy jako kryterium dowodzące, że jest się myślącym bytem, opisał literacko w 1726 roku Jonathan Swift w książce Podróże Guliwera. W powieści tej Guliwer spotyka w krainie olbrzymów nazwanej Brobdingnag większe istoty od siebie i przez jej króla jest uważany za miniaturową zabawkę mechaniczną. Ale chwila rozmowy, w czasie której Guliwer inteligentnie odpowiada na pytania, przekonuje króla, że jednak mimo nietypowych (w tej krainie) wymiarów Guliwer jest jednak istotą inteligentną.
Temat indywiduów odpowiadających mądrze na pytania opisał także Denis Diderot w swojej książce z 1746 roku Myśli filozoficzne, ale on nie sięgał do maszyn (na których się nie znał), natomiast uważał zdolność odpowiadania sensownie na zadane pytania za kryterium uznania czyjejś inteligencji. Pisał bowiem:
Gdyby znaleźli papugę, która potrafiłaby odpowiedzieć na wszystko, bez wahania twierdziłbym, że jest to istota inteligentna.
W istocie jest to przecież afirmacja kryterium testu Turinga!
Zagadnienie uznania rozmowy za kryterium posiadania inteligencji rozważał też w 1936 roku filozof Alfred Ayer, a także literaci: Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, który w 1816 roku w powieści Piaskun opisał człowieka o nazwisku Natanael, który zakochał się w automacie o imieniu Olimpia, ponieważ rozmawiał z nim na różne tematy, albo Stanley Grauman Weinbaum w wydanej w 1934 roku powieści, w której rozmowa służyła do oceny inteligencji Marsjan.
Tekst jest fragmentem książki Sztuczna inteligencja. Od Tuninga po ChatGPT i powstał we współpracy z Wydawnictwem RM.
