Joseph Cox, Anom. Największa operacja FBI przeciwko światowej przestępczości
Szyfrowane telefony, zamknięte komunikatory, przestępcy przekonani, że znaleźli system idealny. Brzmi jak początek serialu Netfliksa, ale Joseph Cox w książce Anom opisuje historię, która wydarzyła się naprawdę.
Punktem wyjścia staje się Owen Hanson. Były sportowiec, który z czasem wszedł głęboko w świat przemytu narkotyków, nielegalnego hazardu i międzynarodowych układów. Cox pokazuje jego działalność bardzo szczegółowo. Transporty między Stanami Zjednoczonymi a Australią, współpracownicy rozsiani po różnych krajach, pranie pieniędzy, kontakty budowane przez szyfrowane telefony działające w zamkniętej sieci. Wszystko wyglądało na dopracowany system, w którym najważniejsze było poczucie bezpieczeństwa. Problem polegał na tym, że bezpieczeństwo okazało się złudzeniem.
Moment zatrzymania Hansona zmienia całą książkę. Od tego miejsca Anom przestaje być historią jednego przestępcy, a zaczyna opowieścią o tym, jak śledczy krok po kroku odtwarzali ogromną sieć powiązań na podstawie przejętych wiadomości. Nie ma tu efektownych pościgów ani sensacyjnych scen rodem z kina akcji – nic z tych rzeczy. Jest za to mozolne analizowanie danych, przeglądanie kolejnych komunikatów, łączenie nazwisk, miejsc i transportów. Cox bardzo dobrze pokazuje, jak gigantyczną ilość informacji ludzie sami potrafią zostawić po sobie.
Najciekawsze okazuje się jednak coś innego. Większość osób korzystających z tych telefonów była przekonana, że szyfrowanie rozwiązuje wszystko. W wiadomościach pojawiają się więc konkretne ilości narkotyków, adresy, ustalenia dotyczące przemytu czy nazwiska współpracowników. Bez specjalnego kodowania znaczeń, bez większej ostrożności. Jakby sama technologia dawała poczucie całkowitej nietykalności.
Cox dobrze prowadzi tę historię, bo nie próbuje udawać wszechwiedzącego komentatora. Trzyma się dokumentów, relacji i zapisów rozmów. Dzięki temu książka momentami przypomina bardziej rekonstrukcję śledztwa niż klasyczny reportaż o świecie przestępczym. Kolejne elementy układają się powoli w większy obraz: rynku szyfrowanych urządzeń, firm oferujących „bezpieczną komunikację” i środowiska, które zaczęło traktować takie telefony niemal jak gwarancję bezkarności.
Na tym tle pojawia się projekt Anom. Stawką przestaje być już pojedynczy gang czy jedna grupa przemytników. Chodzi o stworzenie całej sieci komunikacyjnej, nad którą możliwa byłaby kontrola i dostęp do wiadomości użytkowników. Cox pokazuje, jak ogromne znaczenie w świecie zorganizowanej przestępczości ma sama komunikacja. Bez niej cały system zaczyna się sypać.
Ogromna część tej działalności została odtworzona dlatego, że ludzie po prostu pisali do siebie wprost. Ufali technologii tak bardzo, że przestali uważać na własne słowa. Anom jest więc książką o złudnym poczuciu bezpieczeństwa, a Cox tym, jak bardzo jest złudne, pokazuje bez wielkich deklaracji i publicystycznych tez. Wystarczają same fakty. Kolejne transporty, kolejne wiadomości, kolejne osoby przekonane, że znajdują się poza zasięgiem służb.
Cox pokazuje, jak szybko dzięki obserwacji narzędzie stworzone do ochrony prywatności może stać się źródłem nadmiernej pewności siebie. W książce bardzo wyraźnie widać moment, w którym ostrożność przestaje mieć znaczenie, bo użytkownicy zaczynają wierzyć bardziej systemowi niż własnemu doświadczeniu.
Cox opisuje świat, w którym komunikacja staje się fundamentem całej działalności. Bez niej nie ma przemytu, organizacji transportów, kontaktów między ludźmi rozsianymi po różnych krajach. Wystarczy jednak dostęp do tych rozmów, żeby ogromna konstrukcja zaczęła się rozsypywać od środka. Ta książka to nie historia technologii, ale opowieść o ludzkim przekonaniu, że zawsze da się stworzyć system szczelniejszy od rzeczywistości.
Ta książka zostawia też ciekawą refleksję dotyczącą samego współczesnego świata. Granica między technologią używaną przez zwykłych użytkowników a rozwiązaniami wykorzystywanymi przez przestępczość zorganizowaną okazuje się momentami zaskakująco cienka. Różnica nie tkwi wyłącznie w urządzeniu, lecz w zaufaniu, jakie ludzie zaczynają wobec niego budować.
Anom nie próbuje moralizować. Nie buduje prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Pokazuje raczej nieustanny wyścig między ludźmi. Ludźmi przekonanymi, że znaleźli sposób na niewidzialność, a tymi, którzy próbują tę niewidzialność przełamać. Trudno potraktować tę historię wyłącznie jak opowieść o gangsterach i FBI. Znacznie bardziej przypomina historię o świecie, w którym coraz więcej rzeczy opiera się na wierze, że technologia potrafi zagwarantować pełne bezpieczeństwo.
Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.