Steven Price, Książę Lampedusy
Giuseppe Tomasi di Lampedusa ma za sobą utracony pałac, małżeństwo z Alessandrą, dawne Palermo, setki przeczytanych książek i coraz wyraźniejsze poczucie, że czas przestaje być abstrakcją. Książę Lampedusy Stevena Price’a opowiada o ostatnich latach życia autora Lamparta, ale największa jej siła jest tam, gdzie pokazuje coś znacznie prostszego: człowieka, który bardzo późno siada do napisania własnej książki.
Do takich powieści zwykle podchodzę ostrożnie. Price na szczęście mnie nie rozczarował, więc przeciwnie!
Powieść Giuseppego okazała się sukcesem, najlepiej sprzedającą się włoską książką dwudziestego wieku, tematem dyskusji, ataków i pochwał już od ponad czterech dekad. Gioacchino żył wraz z nią, obok niej i w niej. Parę miesięcy po śmierci autora do Palermo przybył Bassani, by rozmówić się z opłakującą męża Alessandrą i za wszelką cenę zdobyć zaginione rozdziały dzieła. Brzemienna w skutki decyzja. „Moje małżeństwo dochodziło już do ściany, byliśmy sterani życiem i zmęczeni zmartwieniami, lecz dzięki Twojemu sercu, Twojej obecności, Twojemu wdziękowi i Twojej radości życia w mroku zajaśniało światło”.
Książę bez świata
Steven Price napisał powieść o Giuseppe Tomasim di Lampedusie, autorze Lamparta. Polski przekład przygotował Maciej Stroiński. Akcja zaczyna się w styczniu 1955 roku w Palermo. Giuseppe mieszka z Alessandrą przy via Butera, po wojnie, po zbombardowaniu rodzinnego pałacu i po utracie dawnego porządku. Palazzo Lampedusów zostało zniszczone w 1943 roku, Stomersee, łotewską posiadłość Alessandry, zajęli Rosjanie rok później, a Giuseppe pozostaje ostatnim przedstawicielem rodu.
Price nie pisze o arystokracie pływającym w nostalgii jak w dobrze wykrochmalonej pościeli. Pisze o człowieku po stratach. O kimś, kto ma nazwisko, ale nie ma już świata, który to nazwisko stabilnie podtrzymywał. Palermo trwa, ludzie chodzą po ulicach, młodzi żartują, samochody hałasują, a dawny porządek leży w gruzie. Dosłownie i w przenośni.
„Lampart”, czyli książka większa od własnego autora
Warto na chwilę zatrzymać się przy samym Lamparcie, bo bez niego powieść Price’a traci najważniejsze. Giuseppe Tomasi di Lampedusa nie pisał książki, która od razu weszła do historii literatury. Pisał tekst późno, po latach czytania, obserwowania i noszenia w sobie rodzinnych historii.
Lampart opowiada o przemianach Sycylii w czasie Risorgimenta, o przejściu od świata Burbonów do Królestwa Włoch i o arystokracji, która widzi, że jej czas dobiega końca. W tle mamy księcia Fabrizia Salinę, postać literacko związaną z rodzinną pamięcią Tomasiego di Lampedusy, oraz Sycylię pokazaną przez zmęczenie, zmianę i poczucie końca epoki.
Najciekawsze jest jednak to, że późniejsza legenda Lamparta nie zaczęła się od zachwytu wydawców. Rękopis odrzucały włoskie oficyny, w tym Mondadori i Einaudi, a książka ukazała się dopiero po śmierci autora, w 1958 roku, nakładem Feltrinelliego. Rok później zdobyła Premio Strega i stała się jednym z najważniejszych włoskich bestsellerów powojennych.
Lekarz mówi swoje, Palermo robi swoje
Giuseppe idzie do doktora Coniglia i słyszy diagnozę: rozedma płuc, choroba przewlekła, bez cofnięcia, z możliwością spowolnienia. Padają pytania, padają odpowiedzi, lekarz mówi o paleniu, ruchu, spokojniejszym życiu. A potem Giuseppe wychodzi na ulicę i miasto funkcjonuje dalej. Dla bohatera zmienia się perspektywa. Dla Palermo – nic.
Dalej powieść zaczyna układać się z powrotów. Wraca matka, rodzinne historie, dzieciństwo, dawne domy, Alessandra, Stomersee, kuzyni Piccolo, młodzi Gioacchino i Orlando. Giuseppe nie żyje wyłącznie teraźniejszością. On cały czas niesie w sobie archiwum obrazów. Czasem pięknych, czasem bolesnych, czasem tak drobnych, że inny pisarz zrobiłby z nich ozdobnik. Price robi z nich materiał.
Młodzi mają czas. Giuseppe ma świadomość czasu
Wątek Gioacchina i Orlanda wnosi do powieści powiew powietrza. Młodzi czekają na Giuseppego pod antykwariatem, żartują, uciekają w swoje sprawy, proszą o radę, rozmawiają o literaturze. Giuseppe przygotowuje dla nich wykłady, ma już ponad tysiąc stron notatek, a spotkania o Stendhalu, Szekspirze i Chaucerze zaczynają znaczyć więcej niż zwykłe rozmowy starszego pana z młodszymi znajomymi. Alessandra widzi, że ci chłopcy należą do świata innego niż ten, z którego wyrasta Giuseppe. I tu robi się ciekawie, bo młodość nie jest tu dekoracją. Jest lustrem. Trochę bezlitosnym, choć uśmiechniętym.
Bardzo spodobało się mnie wątek Alessandry. Price pokazuje ją jako poliglotkę, znawczynię literatury, psychoanalityczkę, kobietę niezależną i intelektualnie wyrazistą. Ich małżeństwo ma w sobie bliskość, dystans, przywiązanie, osobność i sporo ciszy. W scenach ze Stomersee wraca wcześniejszy etap ich relacji: Giuseppe jest onieśmielony, Alessandra swobodna, elegancka, pewna siebie.
Najważniejszy nurt książki prowadzi jednak do pisania Lamparta. Giuseppe przez lata czytał, komentował, wykładał literaturę innym, robił notatki, gromadził wspomnienia. Pod koniec życia zaczyna pisać własną powieść. Są kartki, poprawki, czystopis, czytanie zdań, wsłuchiwanie się w rytm…
Literatura powstaje przy stoliku, po spacerze, między zmęczeniem, rozmową, kaszlem i pamięcią. Price dobrze pokazuje, że wspomnienia same niczego jeszcze nie załatwiają. Trzeba je ułożyć w zdania. Trzeba zdanie przepisać, usłyszeć, poprawić, zostawić albo wyrzucić. Cała magia literatury ma tutaj bardzo praktyczne zaplecze. Papier robi swoje, nawet gdy ciało coraz wyraźniej odmawia posłuszeństwa i współpracy.
Znajomi zaczynają wyglądać jak postacie
Dobrze wybrzmiewa w tej książce także ryzyko pisania o własnym środowisku. Kiedy Giuseppe rozmawia o powieści, pojawia się obawa, że sycylijscy czytelnicy zaczną rozpoznawać siebie i swoich bliskich w fikcyjnych postaciach. Literatura zaczyna dotykać żywych ludzi, ich rodzin, uraz, ambicji i pamięci. Kiedy pisarz bierze na warsztat materiał z życia, powieść przestaje należeć wyłącznie do niego. I tu Price trafia w punkt.
Późniejsze losy rękopisu dodają całości gorzkiego tonu. Pojawiają się rozmowy o książce, zastrzeżenia, pytania o odbiorców, odmowa Mondadoriego. Lucio uważa powieść za arcydzieło, ale wydawnicza rzeczywistość nie pada przed rękopisem na kolana.
Dzisiaj Lampart ma swoje miejsce w historii literatury, ale Price pokazuje moment wcześniejszy: papier, opinie, procedury, cudze decyzje. Samo życie literackie, czyli czasem kawiarnia, czasem nadzieja, czasem odmowa.
Finał rozszerza opowieść poza życie Giuseppego. Pojawiają się działania prowadzące do wydania książki, Bassani, Feltrinelli, Alessandra porządkująca papiery męża, list do Gioacchina odnaleziony po latach. Po autorze zostają teksty, dokumenty, cudze decyzje, redakcje, wspomnienia, rodzinne relacje i ludzie, którzy próbują nadać temu jakiś porządek. Pamięć po zmarłym człowieku też wymaga pracy. Czasem bardzo konkretnej! Z papierami w rękach.
Pamięć sama nie napisze książki
Książkę Książę Lampedusy najlepiej czytać jako powieść o zapisie. Nie o triumfie geniusza ani o karierze literackiej, bo Giuseppe za życia właściwie jej nie dostał. Raczej o późnym momencie, w którym człowiek z ogromnym bagażem obrazów zaczyna układać je w powieść. Price pokazuje to przez sceny. Dla mnie to największa zaleta tej książki.
Czy są miejsca trudniejsze? Oczywiście. Tempo bywa wolne, partie wspomnieniowe wymagają skupienia, a czytelnik nastawiony na wyraźną akcję może mieć ochotę popędzić Giuseppego laską po plecach. Tyle, że szybsza narracja zepsułaby ten portret. Bohater żyje już w rytmie człowieka, który częściej wraca niż planuje. Powieść przejmuje ten rytm.
Warto, jeśli interesują Cię książki o pisaniu, pamięci i późnym bilansie życia. Książę Lampedusy pokazuje człowieka chorego, oczytanego, ironicznego, przywiązanego do żony, karmiącego się obecnością młodych słuchaczy, pełnego wspomnień i bardzo późno gotowego do własnej pracy.
Książka pozostawia po sobie obraz literatury jako czynności spokojnej, fizycznej i upartej. Rękopis powstaje przy stoliku, w kawiarni, po spacerze, w cieniu choroby, pośród rozmów i dawnych obrazów. Price pokazuje, że utrata może dać materiał, ale sama nie napisze książki. Trzeba usiąść i zrobić napisać, a Giuseppe w końcu to robi.
Człowiek z ogromnym bagażem doświadczeń zaczyna w końcu układać je w powieść. Książę Lampedusy przekonuje spokojem; pozwala zobaczyć, jak wielka literatura rodzi się z codziennej, późnej i bardzo konkretnej pracy.
Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.