Miłosz Szymański, Szkoda Zachodu. Opowieści z Ziem Opuszczonych
Istnieją takie części Polski, które niby są ważne (szczególnie jeśli chodzi o polityczno-ideologiczne narracje), ale tak naprawdę znikają, zapadają się w sobie i tak naprawdę nikt nie potrafi ich wskazać na mapie. Tak jest właśnie z północno-zachodnią Polską, która składa się z rozsianych po dużej przestrzeni małych miejscowości. Takich, które do dzisiaj płacą cenę za historię – tą przez wielkie H. I właśnie tym frapującym zjawiskiem stara się nas zainteresować Miłosz Szymański w swojej książce Szkoda Zachodu. Opowieści z Ziem Opuszczonych.
Polska A, ale jednak XYZ
Warcino, Polanów, Wapienno, Piła, Biały Bór, Gorzów Wielkopolski, Słupsk, Karlino – niby większość nazw znana, wiadomo, że to zachodnia Polska, tak zwane Ziemie Odzyskane. Jak to się kiedyś mówiło Polska A. Tylko, że po przetoczeniu się walca historii z tej dumnej pierwszej litery zostało raczej smutne XYZ. Lub jak ktoś woli szary koniec. Wszystko się zmieniło. Została Pustka.
Wapienno, w którym funkcjonowała kopalnia wapienia, osiągająca każdy stopień rozwoju rewolucji przemysłowej i głębokiej industrializacji krajobrazu, zostało pochłonięte przez swoją dumę i żywicielkę. Kopalnia zabrała całą miejscowość. Jednak dzięki zaangażowaniu autora możemy poznać wspomnienia ostatnich mieszkańców Wapienna, a nawet osoby, przez którą osada ostatecznie zniknęła z powierzchni ziemi.
Fascynujący jest kazus Gorzowa Wielkopolskiego, który ma tyle wspólnego z Wielkopolską, co pisząca te słowa z wyczynowym sportem – nic. Na fali zawłaszczania opuszczonych przez autochtonów terenów Ziem Odzyskanych ukuto potworka geograficzno-historycznego, który ma się dobrze do dzisiaj. Co ciekawe wywoływane od czasu do czasu dyskusje na temat zmiany nazwy miasta i próby zbudowania spójnej tożsamości zawieszają się w próżni. Czy coś jeszcze będzie wstanie zbudować wspólną tkankę tego miejsca, do której swobodnie będzie mógł się odnieść każdy mieszkaniec?
Pamięć i zrozumienie
Miłosz Szymański napisał książkę, której trudno przyłatać jeden, konkretny gatunek literacki. Powoduje to, że czytelnik otrzymuje różne punkty widzenia: autobiograficzny, reporterski, a także eseistyczny. Ciekawym konstruktem jest Pustka, którą autor określa przemierzane przez siebie połacie północno-zachodniej Polski. Na pierwszy rzut oka wydaje się ono zbyt histeryczne, szmirowate, a nawet zerżnięte na chama z wielkiej literatury. Jednak autor potrafi tą swoją Pustkę obronić, nadać jej własne znaczenie, dość dalekie od pierwotnego znaczenia. Region staje się metaforą na tyle pojemną, że można tam znaleźć wydarzenia, na każdą okoliczność społeczną czy historyczną.
Pisząc o miejscach, które borykają się z trudami stawienia czoła toczącym się, ale też dokonanym, zmianom często popadają w ton pełen politowania i pogardy. Ton kolonizatora. Nie znajdziemy tego jednak w recenzowanej pozycji. Mozaika różnorodnych gatunków literackich, z których czerpie Szymański pozwala mu na zachowanie głębokiego szacunku dla lokalnej pamięci i pełnego empatii zrozumienia obecnej sytuacji mieszkańców opisywanych miast.
Czy stawiane w książce ogólne diagnozy problemu Polski prowincjonalnej są trafne? I tak, i nie. Wnikliwy czytelnik znajdzie tutaj wiele uproszczeń i spłyceń tego węzła gordyjskiego, który od lat zaciska się na Ziemiach Odzyskanych. Jednak nawet tak skonstruowane identyfikacje pozwalają na samodzielne “mocowanie się” z intelektualnym problemem.
Czy warto?
Recenzowana pozycja nie powinna zginąć w nawale wydawanych ostatnio w dużych ilościach książkach dotyczących Polski prowincjonalnej i problematyki Ziem Odzyskanych. Jest to bardzo ciekawa, dobrze opowiedziana historia, z którą zdecydowanie warto się zapoznać.
Wydawnictwo Znak Horyzont
Ocena recenzenta: 5/6
Daria Czarnecka