„Kreacje i deformacje. Aleksandra Fredry metamorfozy świata”

W cyklu  publikacji Uniwersytetu Wrocławskiego „Romantyzm krajowy. Studia i interpretacje” został wydany tom pt. „Kreacje i deformacje. Aleksandra Fredry metamorfozy świata”. To praca zbiorowa pod redakcją Małgorzaty Łoboz i Olgi Taranek – Wolańskiej, która stanowi zbiór referatów zaprezentowanych na konferencji naukowej z okazji roku jubileuszowego 2023, poświęconego dwustutrzydziestoleciu urodzin Aleksandra hrabiego Fredry. Celem publikacji było dokonanie współczesnej reinterpretacji dzieł autora „Zemsty” oraz wszechstronna „…próba ukazania konceptualizacji modelu rzeczywistości przedstawionej w jego utworach”. Ideą, która określiła zakres tematyczny wolumenu był  „..labirynt gier, ironii i przemian…” arcymistrza komedii polskiej, dostrzeżonych, opisanych i poddanych wnikliwej polonistycznej  recepcji.

„Aleksander Fredro we fraku i w szlafroku” (Z. Kuchowicz)

Być fredrologiem to zadanie dla badacza, naukowca, pasjonata trudne, a z perspektywy lat 20. XXI wieku, jeszcze bardziej wymagające. Paradoksalnie wartość pozycji jaką zdobył sobie Fredro w piśmiennictwie polskim oraz jego zasługi dla rozwoju teatru,  nie pozwalają zestawić autora „Ślubów panieńskich” z jakimkolwiek z wielkich polskich pisarzy. Bywał bowiem twórcą osobnym i to najczęściej gdzieś na obrzeżach literackiego parnasu. Tak też dzieje się i współcześnie.

W czasach, kiedy klasyków czyta się coraz rzadziej, samo czytelnictwo ledwie dyszy, a repertuar teatralny preferuje raczej prowokację artystyczną niż pogłębioną ornamentykę słowną dawnej kultury, zadanie wydaje się dodatkowo trudne. Szczególnie wtedy, gdy coraz częściej Fredrę eliminuje się ze spisu lektur polskiej szkoły oraz wypycha z kreacji  kodu tożsamościowego, kolejne jubileusze dają sposobność, by autor „Cudzoziemszczyzny” nie zastygł na półkach bibliotecznych i nie żył tylko w lekturze pasjonatów fredrystów.

 Czasy się zmieniają, a fenomen pisarski potrafi nęcić, zaczepiać i magnetyzować w każdej epoce. Nauka świadoma sama siebie stawia więc fundamentalne pytanie: jak dziś czytać Fredrę  i jak rozprawiać o artyzmie jego języka, poetyki, stylu? Tym samym fredrologia współczesna, która dawno odeszła od hagiograficznego modelu biografistyki i patosu historii literatury, stara się często  ukazać to, co bywało dotychczas skryte, kontrowersyjne lub niedostrzegane. Szuka przy tym ponowoczesnego sposobu na Fredrę i jego spuściznę literacką, stając się podstawową cechą publikacji jubileuszowych.

Jak więc pisać o twórczości Fredry, by zainteresować odbiorcę i nie popełniać błędu, który dowcipnie przed laty przedstawił T. Boy – Żeleński?  „Fredro jak Fredro, z Fredrą dogadalibyśmy się jakoś, ale kiedy taki fredrolog nastroszy wąsa i krzyknie: „Z drogi!” — czyż można się dziwić, że cywile uciekały i latami całymi ani rusz nie chciały chodzić na Fredrę?” Wiadomo, że łatwo ani prosto nie jest, potrzeba wysiłku i uważności. Podążając tym tropem anegdot literackich,  możemy wskazać perspektywę  „fraka i  szlafroka” .

„Frak” urośnie do ponadczasowego symbolu pisarza jako postaci funkcjonującej w przestrzeni publicznej – cenionego autora komedii, ziemianina, uczestnika życia społecznego, politycznego oraz przedstawiciela galicyjskich elit. Jest to wizerunek utrwalony przez katedry uniwersyteckie i szkolny kanon. „Szlafrok” natomiast odsyła do sfery prywatnej, codziennej i najbardziej intymnej. Oznacza próbę spojrzenia na Fredrę nie jako na pomnikową postać narodowej kultury, lecz jako na człowieka z jego przyzwyczajeniami, emocjami, relacjami rodzinnymi, słabościami i doświadczeniami codzienności. Znajdzie się tu przestrzeń na historię największego skandalu i pięknego romansu, na Aleksandra Fredrę zakochanego bez pamięci w Zofii Skarbkowej, żonie jednej ze znakomitych i poważanych postaci dziewiętnastowiecznej Galicji, Stanisława hrabiego Skarbka. Będzie miejsce na historię o rozwodzie , dziesięciu latach cierpliwej miłości i w końcu udanego, szczęśliwego małżeństwa. Tak, taka perspektywa pozwala dostrzec, że za wybitnym dramaturgiem krył się człowiek uwikłany w realia swojej epoki, zmagający się z problemami osobistymi, prowadzący zwyczajne – niezwyczajne życie, które w wielu aspektach pozostawało równie interesujące jak jego pisarstwo. A jak wiadomo z konkretnego życia wyrasta konkret twórczości.

Aleksander hrabia Fredro  tworzył długo, około 50 lat. Nie pisał w sposób ciągły. Miał okresy wzmożonego wysiłku twórczego, a potem przedziwnego milczenia (tak jak na przykład po ostrej polemice i konflikcie z Sewerynem Goszczyńskim).

Autor „Dożywocia” był człowiekiem pokolenia napoleońskiego, pogrobowcem polskiego oświecenia i twórcą literatury romantycznej, lecz tworzonej w kraju, w Galicji pod zaborem austriackim. Po doświadczeniu służby wojskowej, związał swoje życie z majątkiem ziemiańskim Beńkowa Wiszna pod Lwowem i tradycyjnym szlacheckim bytowaniem.

Urodzony u schyłku XVIII wieku (1793 r.), tworzył w romantyzmie, ale nie na emigracji (sic!), a odszedł ze świata, kiedy pozytywizm był już rozpędzony (1876 r. ). Samo to stwarza dla badacza wiele przestrzeni interpretacyjnych, niesie potencjalność bez granic. Długoletnia twórczość, przebogata, różnorodna, wciąż znana i  jednako wciąż nieznana, bardzo polska… i cóż z nią czynić w dobie ponowoczesności, posthumanistyki, postnarodowości i postkultury???

Fredro zostawił bogatą spuściznę literacką. Był komediopisarzem, bajkopisarzem, pisał wspomnienia, prowadził obszerną korespondencję, układał aforyzmy, eksperymentował z opowiadaniami, a nawet uprawiał bardzo frywolną twórczość literacką. Wszak jemu przypisywano autorstwo 13. księgi „Pana Tadeusza” (dla bibliograficznej ścisłości dodajmy tak jak T. Boyowi Żeleńskiemu czy  Wł. Zagórskiemu), chociaż w rzeczywistości jest autorem – napisanej w młodości  dla kamratów wojaków – obscenicznej „Sztuki obłapiania”.

 Metaforyczne zestawienie „fraka i szlafroka” konstruuje metonimiczne znaki dwóch sfer życia oraz dwóch perspektyw badawczych. Takie ujęcie jest chyba najbliższe współczesnej poetyce humanistyki, ale też – ku radości jednych i zdumieniu pozostałych interpretatorów – możemy ją symbolicznie przenieść na sferę teorii i historii literatury. Miejmy nadzieję, że nie będzie to nadużyciem z gatunku metafor konceptualnych. We „fraku” pozostał na dagerotypach, portretach, rysunkach, karykaturach i pomnikach.  W  okresach bezsenności, na którą  cierpiał latami i pisał najczęściej nocami…  podejrzewać możemy, że był „w szlafroku”.

Konferencja wrocławska zdaje się być odpowiedzią na te wątpliwości i antytezy. Pewnie odpowiedzią dla wąskiego grona akademików, ale przecież istotną, do której warto się odnieść.

„Rasy, czasy, klasy” (T. Boy Żeleński)

Redaktorki monografii, Małgorzata Łoboz i Olga Taranek – Wolańska,  we wstępie do publikacji, wyjaśniły założenia koncepcji, wskazały na podstawę doboru tekstów oraz określiły przyjętą metodologię całości, w której pojawiają się wszystkie aspekty i wymiary twórczości Fredry  „…komizm i  sarkazm, ironia i afirmacja, cynizm i emocjonalność, aktywizm i bierność, lojalność i odstępstwa, wrażliwość i szyderstwo, pragmatyzm (…) Autorzy rozważają motywacje Fredry, wynikające z jego biografii i realiów społecznych czy obyczajowych, do przeobrażania ówczesnej rzeczywistości, co czyni tę publikację ważnym wkładem w badania nad romantyzmem krajowym i dorobkiem artystycznym Fredry.”

Mamy więc do czynienia, przy wielości metod interpretacyjnych, z wyraźną dominantą nowych nurtów gender studies. Ta metodologia widoczna jest w perspektywie interpretacji seksualnych transgresji postaci kobiet – bohaterek sztuk Fredry oraz przesadnie trochę wyeksponowanych zmagań z obyczajową cenzurą przy recepcji rubasznej, nieobyczajnej, takiej z pieprzykiem twórczości autora „Męża i żony”. Tak pomiędzy „Erosem na cenzurowanym” Olgi Taranek-Wolańskiej a inkluzywnym „Mocium PANI” w szkicu Anny Pigoń.

Wszystkie zamieszczone w monografii teksty reprezentują różnorodne  badawczo – interpretacyjne: od filologii klasycznej poprzez strukturalną semiotykę, dekonstrukcję oraz posthumanizm. Warsztatowe spektrum współczesnego literaturoznawstwa i historii literatury staje się oczywistą zaletą publikacji uniwersyteckiej. Na szczęście nie zdominował tej  monografii  redukcjonizm ani prezentyzm. Analiza twórczość autora „Małpy w kąpieli” została przedstawiona z uwzględnieniem  różnorodnych kontekstów  np.  estetycznego, filozoficznego, historycznego, psychologicznego, socjologicznego, genologicznego. Nie ma więc ograniczenia, tylko rozszerzenie naukowej potencjalności.

Tom studiów o Fredrze wpisuje się w realizację starej myśli, która towarzyszy historykom literatury, a sformułowana została przez Hansa – Georga Gadamera „Każda epoka czyta klasyków na nowo, ale żadne nowe odczytanie nie unieważnia poprzednich.”  To chyba najlepszy sposób patrzenia na próbę uwspółcześnienia Fredry. Gender studies, nowy historycyzm czy studia afektywne nie muszą być zagrożeniem dla tradycyjnej filologii. Stałyby się nim dopiero wtedy, gdyby rościły sobie prawo do wyłączności. Podobnie zresztą klasyczna filologia – jeśli zamknęłaby się na nowe pytania, sama skazałaby się na powtarzalność. Dobra humanistyka rozwija się dzięki specyficznemu dialogowi między doktrynami, a nie dzięki ich wzajemnemu wykluczaniu. Monografia Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego pokazuje różnorodność współczesnej fredrologii i dokumentuje kierunki, w których zmierzają badania nad dziewiętnastowiecznym romantyzmem krajowym.

Nowatorskie metodologie są potrzebne, ale nie mogą zastępować tradycyjnej filologii. Interpretacja powinna wynikać z tekstu, a nie z teorii, nie może nigdy być supremacji ideologii nad literaturą, bo byłby to znak końca nauki, w tym humanistycznej. Fundamentem badań historycznoliterackich powinna zawsze być uważna lektura, znajomość realiów epoki i filologiczna rzetelność.

Przykładowo w ponad czterdziestu sztukach napisanych przez Fredrę odnaleźć możemy cechy złożonej tradycji gatunku. Wskażemy i elementy oświeceniowej komedii F. Zabłockiego, W. Bogusławskiego, ale i  jarmarcznej komedii rybałtowskiej, komedii dell’arte, są tu także typowe dla A. de Musseta manewry miłosne oraz elementy Molierowskiej komedii charakterów. Jednakże hrabia Fredro swój świat teatralny wypełnia plejadą postaci na wskroś oryginalnych. Prezentuje barwną galerię typów: sarmaty, lichwiarza, żołnierza, fircyka, blagiera, sentymentalnej panienki, damy, sługi… Bohaterowie sztuk mają bardzo zróżnicowane cechy indywidualne. Z tego powodu zwano utwory Fredry “komediami temperamentów” (Cz. Miłosz). Obok znaczenia postaci, niezwykle istotny w konstrukcji fabuły utworów był brawurowy, bardzo gęsty humor sytuacyjny i językowy.

Przy takim bogactwie materiału literackiego selekcja jest wskazana, a uniwersalizm znaczeń wyeksponowany, chociażby w wielowymiarowej interpretacji obrazu alegorycznego dostrzeganego w „Panu Jowialskim”. Sztuce uznanej za popis erudycji,  wyobraźni artystycznej i humoru Fredry, a w monografii zinterpretowany przede Olafa Krysowskiego wszystkim jako świadectwo autoironii pisarza. „Szkicując zbiorową karykaturę, pisarz nabiera dystansu do siebie jako twórcy i do samego procesu tworzenia (…) Nie lada wyczynem jest zamknięcie komedii charakterów, niezwykle wyrafinowanej językowo, absorbującej wiele gatunków literackich, w kilkuzdaniowej obrazowej poincie. To majstersztyk sztuki pisarskiej, manifestujący potrzebę artystycznej wolności,, nowatorstwa i wprowadzenia zmian w dramatopisarstwie.”

Tak oto, artystyczny tekst Fredrowski bywa niepokojąco uniwersalny. Staje się modelowy w odkrywaniu sensu  lub bezsensu, mądrości lub głupoty. To fantastyczna  przestrzeń dialogu pomiędzy współczesnością a tradycją. I czy jest to Fredro pokazany w ujęciu hermeneutyki, antropologii kultury, poetyki historycznej czy modnej inkluzywności, to jest to Fredro utrwalony w świadomości fredrologa i fredrysty, badacza i czytelnika, krytyka i widza.  

„Nie fałszujcie nam Fredry!” (T. Boy Żeleński)

W przypadku interpretowania twórczości autora „Dożywocia” szczególnie istotne wydaje się zachowanie równowagi. Jego komedie, utwory prozatorskie i liryczne są zakorzenione w kulturze szlacheckiej pierwszej połowy XIX wieku, w określonych normach obyczajowych, prawnych i społecznych. „Fredro przedstawiając tę jedną klasę, swoją klasę, obwieszcza koniec świata szlacheckiego, będącego zarazem początkiem pośmiertnego bytowania tego świata w tradycji kultury Polaków […] i był to najważniejszy fakt w dziejach narodu polskiego w XIX wieku.” (J. M. Rymkiewicz).

Świat metamorfoz stanowi podstawę  koncepcji pisarskiej i  światopoglądu. Motyw przemiany łączy uniwersalizm i symbolizm oraz jest katalizatorem fabuły. Ukazuje ludzką naturę jako dynamiczną i zdolną do ciągłego rozwoju lub upadku, a także wyraża głębokie stany emocjonalne, kryzysy egzystencjalne lub społeczne. Dobór artykułów naukowych i ich układ spowodował, że dzieła Fredry zostały ukazane wielokrotnie i w wielu perspektywach.

W książce „Kreacje i deformacje. Aleksandra Fredry metamorfozy świata”  omówiono różne wypowiedzi artystyczne autora „Dziennika wygnańca”. Poddane wnikliwej analizie są chociażby wspomnienia Fredry z bitwy pod Waterloo  z  tomu „Trzy po trzy”, a przedstawione w zgrabnym stylistycznie referacie Anny Kuligowskiej-Korzeniewskiej.  Sąsiadują z wszechstronną interpretacją przeprowadzoną przez Grażynę Poruszejko, dotyczącą korespondencji artystycznej i światopoglądowej prowadzonej przez lata z poetą Wincentym Polem.

Pasjonaci intersemiotycznych translacji w sztuce znajdą interesujące rozważania poświęcone muzycznym formom w służbie poezji w szkicu  Łukasza Piaskowskiego oraz arcyciekawe zagadnienie „Instrumentacji ohydnej i myśli błazeńskich”, czyli pojawia się  Fredro w polemicznej recepcji Stanisława Moniuszki, dostrzeżony i opisany przez  Małgorzatę Łoboz.

Czytelnicy znajdą nowatorską analizę chyba najbardziej znanej bajki pt. „Paweł i Gaweł” według Beaty Raszczyk, i historię „C.K. hrabia Fredro w Galicji” opisaną przez Milosa Reznika. Spektakularnie wypadają też rozważania Mlica Jakóbca-Semkowowa o tym, czym bawiły publiczność chorwacką i serbską w XIX wieku niezapomniane „Damy i huzary”.

Tak, tak perspektyw wiele, ujęć bez liku, ciekawostek i nowatorskich spostrzeżeń również i na bardzo dobrym poziomie. „Chciałbym szczególnie podkreślić ów potencjał rewaloryzacyjny zgromadzonych pod jedną okładką wielu ujęć badawczych, unowocześniających  – w różnych aspektach – dzieło Fredry. (…) pisarza romantycznej nowoczesności, sięgającego chętnie po narzędzia ironisty i twórcy ujęć groteskowych, romantyka par excellence.” (A. Bagłajewski)

Fredry metamorfozy świata dotyczą jego twórczości, ale i stanu badań nad jego dorobkiem artystycznym. To intryguje i prowokuje do poszukiwań dodatkowych materiałów, do sięgania do tekstów oryginału oraz inscenizacji teatralnych. Autorki publikacji tak skonstruowały monografię, że dobór poszczególnych tekstów naukowych i  zamykającego tom wywiadu z Marianem Urselem, niejako samoistnie utworzyły agendę tematyczną i  panele dyskusyjne. Taka kompozycja jest funkcjonalna, a’priori odrzuca hermetyzm myśli i idei. Otwiera, nie zamyka.

„Aleksander Fredro jest w złym humorze” (J.M. Rymkiewicz)

 Niestety, jak każda praca akademicka, lektura monografii zrodzić może quasi-hamletyczne wątpliwości tzw. statystycznego odbiorcy literatury: czytać czy nie? materiały z konferencji naukowych? Powiemy, oczywiście, że tak, ale mamy również podpowiedź. Wydaje się, że najlepiej to robić w  dobrym towarzystwie!… naukowym, literackim, teatralnym…

O Fredrze napisano wiele prac lepszych i gorszych, chybionych i trafnych, nieprzemijających i tych, o których już dawno zapomniano. Jednak o dwóch niezmiernie istotnych i w wypadku uniwersyteckiej publikacji jubileuszowej, trzeba koniecznie wspomnieć. Nie ma rozpraw o Fredrze i rozprawienia się z Fredrą bez absolutnie niezwykłego eseju J. M. Rymkiewicza „Aleksander Fredro jest w złym humorze” (1977 r.) oraz zbioru felietonów „Obrachunki fredrowskie” T. Boya Żeleńskiego (1934 r.)

Dzieli te prace odległość w czasie, ale obaj twórcy starali się spojrzeć na dorobek autora „Wielkiego człowieka do małych interesów” w sposób odmienny niż dotychczasowa krytyka literacka. A ich teksty były krokami milowymi i przełomowymi w nowoczesnej recepcji życia i twórczości hrabiego Fredry.

Boy w dwudziestoleciu międzywojennym zakwestionował utrwaloną niesprawiedliwą ocenę dorobku autora „Dyliżansu”  dokonaną przez krytykę romantyczną. Bronił komediopisarza przed zarzutami o miałkość treści, brak tzw. wyższych idei czy rzekomy brak patriotyzmu – „Szat nad ojczyzną nie rozrywał, bo nią był.” Ukazał Fredrę jako kongenialnego artystę, a nie tylko autora lekkich komedii dla zabawy. Rozliczenie z fałszywym moralizatorstwem i niezrozumieniem geniuszu Fredry przez rodaków w XIX wieku, okrasił powagą śmieszności kategorią estetyczną komizmu jako równorzędną w kreacji literackiej opowieści o człowieku i społeczeństwie.

Jeszcze ciekawsze i zupełnie nowe spojrzenie na komedie Fredry zaproponował w latach 70. XX wieku Rymkiewicz, odwołując się do  koncepcji tzw. smutnej komedii, dostrzegał w utworach uwielbianego przez siebie autora, ukryty chaos i smutek. Wskazywał, że pod powierzchnią śmiechu kryje się mroczna wizja świata i poczucie zagubienia.

Pisał też sporo o samotności twórcy, jego eskapizmie. Nazywał wprost Fredrę nihilistą. Tytułowy “zły humor” miał być  stanem ducha pisarza –  Fredry mizantropa, ponuraka, hipochondryka, który zupełnie nie mieścił się w wyobrażeniach ówczesnego romantyzmu, w romantycznej pozie, romantycznym stylu i romantycznej masce. „Był nihilistą i wiedział, że jest nihilistą. Nienawidził nihilistów i wiedział, że nihiliści mają rację. Kochał cnotę i nie miał nadziei.”

Dawne mody literackie, stereotypy utrwalone w kulturze jednako przez Boya i Rymkiewicza, zostały zdecydowanie odrzucone.Obie  prace są znakomicie napisane, oryginalnie i nowatorsko interpretują materię literacką i biograficzną. Stanowią ważny punkt odniesienia do kolejnych prac naukowych i badawczych, są również wielokrotnie cytowane i przywoływane w tekstach zamieszczonych w tomie „Kreacje deformacje.  Aleksandra Fredry metamorfozy świata”.

               Model interpretacyjny ma wymiar hermeneutyki ze względu na akcentowanie kontekstowych ujęć. To właśnie znakomicie współgra zarówno z recenzowanym tomem wypowiedzi naukowych, realizujących główne założenie pewnego unowocześnienia spuścizny artystycznej Fredry, a przywołanymi klasycznymi już pracami T. Boya Żeleńskiego i J. M.  Rymkiewicza. Nie można się bez nich obyć, gdy chcemy omawiać fredrologię wzdłuż i wszerz, wspak i od nowa.  Dobre towarzystwo w literaturze zobowiązuje.

 Tak, tak jak świat światem, a fredrologia istnieje, depresje i smutki satyryków, komediopisarzy prawdopodobnie są też związane z tym, że widzą świat zbyt głęboko. Albo on ich przeraża i doprowadza do rozpaczy, albo śmieszy. I tak zdecydowanie jest w przypadku Fredry. Mina Stańczyka nigdy nie jest wesoła, choć błaznem był na dworze…

„O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,
Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy” (A. Mickiewicz)

Ocena tej publikacji nie jest łatwa, ponieważ już na pierwszy rzut oka widać, że jej autorzy nie kierują jej do szerokiego grona czytelników. To monografia, która sprawia wrażenie napisanej przede wszystkim z myślą o stosunkowo wąskim środowisku akademickim. Warto zadać  pytanie o wizerunek odbiorcy, jaki wyłania się z tej książki. Czy jest nim wyłącznie specjalista, gotowy śledzić szczegółowe analizy i naukowe dyskusje? A może autorzy zakładają, że również czytelnik zainteresowany literaturą odnajdzie w niej coś dla siebie?

Lektura prowadzi raczej do pierwszego wniosku. Można odnieść wrażenie, że potencjalny odbiorca został z góry określony jako osoba już dobrze zorientowana w temacie, dysponująca odpowiednim zapleczem wiedzy i motywacją do zgłębiania kolejnych interpretacji. Taki sposób projektowania czytelnika nie jest oczywiście niczym niewłaściwym – monografie naukowe z natury rzeczy, mają charakter specjalistyczny. Jednocześnie rodzi to pewną wątpliwość: czy nie warto byłoby pozostawić uchylonych drzwi także dla mniej przygotowanego odbiorcy? Wówczas takie publikacje mogłyby pełnić również funkcję popularyzatorską, zachęcając do dalszych poszukiwań i pokazując, że badania nad klasyką nie muszą być hermetyczne, pod strzechy też trafiać mogą…

Mimo tych zastrzeżeń, nie sądzę, aby przypadkowy czytelnik „umarł z nudów”. W książce można znaleźć sporo interesujących spostrzeżeń, ciekawostek oraz interpretacji, które potrafią zainteresować także osoby spoza ścisłego grona fredrologów, a nawet fredrystów. Nie zmienia to jednak faktu, że wymaga ona od odbiorcy cierpliwości i pewnego przygotowania. Trudno spodziewać się, by przeciętny czytelnik spontanicznie wpisał ją na listę swoich ulubionych lektur. Jeśli jednak już po nią sięgnie, istnieje spora szansa, że wyniesie z tej lektury więcej, niż początkowo zakładał – choć zapewne nie będzie to książka, do której będzie wracał wciąż, ponownie i  dla czystej przyjemności.

Warto uwzględnić jeszcze jedno zdarzenie tworzące kontekst nieustającego zmagania fredrologów z materią fredrologii i lekturą tekstów na wskroś fredrologicznie pogłębionych (sic!).

Nikt nie zaprzeczy, że Fredro od prawie dwustu lat wypełnia repertuar teatralny polskich scen, a również tekst fredrowski stanowi osnowę niezbyt licznych scenariuszy filmowych („Zemsta” z 1956 r A. Bohdziewicza i B. Korzeniowskiego oraz z 2002r.  A. Wajdy, a także „Śluby panieńskie” F. Bajona  z 2010r.) .

Trzy lata temu mieliśmy jubileusz 230. rocznicy urodzin, a w tym roku wypada 150. rocznica śmierci pisarza.  W związku z tym Teatr Klasyki Polskiej przygotował w Warszawie festiwal  pt. „Fredro w Łazienkach”.

Festiwal – tak jak omawiana powyżej publikacja –  stał się okazją do ponownego odkrywania twórczości galicyjskiego komediopisarza, a także do spojrzenia na nią z perspektywy współczesnego widza. To wyjątkowe wydarzenie łączące sztukę, edukację, krytykę literacką i filologię polską, trwało pięć dni. Sam, niezwykły i wybitny, Rafał Olbiński przygotował oficjalny plakat festiwalu i wziął udział w jednym z paneli dyskusyjnych poświęconych Fredrze.

Laboratorium pamięci, tożsamości i wolności trwa więc ad libitum. I czy jest to konferencja naukowa, spektakle teatralne, sztuki plastyczne, krytyka teatralna, biograficzna analiza, fascynacje małe i duże, serio i serio do kwadratu, to recepcja dzieł Aleksandra hrabiego Fredry trwa, bawi, niepokoi i wciąż zajmuje.

Warto sięgnąć po lekturę „Kreacje i deformacje. Aleksandra Fredry metamorfozy świata”, żeby przekonać się, że klasyka nie jest miejscem, do którego się powraca, lecz przestrzenią, która za każdym razem powraca do nas w nowym znaczeniu. Prawdziwe metamorfozy dokonują się nie tylko w świecie przedstawionym, ale przede wszystkim w spojrzeniu czytelnika, który po zamknięciu wolumenu, widzi literaturę klasyczną inaczej niż przed jej otwarciem. Wartościowa monografia nie zamyka interpretacji, lecz otwiera kolejne perspektywy, dzięki którym twórczość pozostaje żywym przedmiotem dialogu – oglądanym w perspektywie wielości, bo sama wielokrotnością bywa!

Solidny wolumen dla nielicznych i dla licznych wielbicieli. Polecam, z przekonaniem i świadomością, że projektowane trudności odbioru są początkiem prawdziwego namysłu oraz przestrzenią, w której rodzi się sens. To pozycja dla tych, których nie zraża gęstość znaczeń, lecz właśnie ona prowadzi do najciekawszych odkryć. Przyniesie radość poznawania również tym, którzy w klasyce cenią nie tyle zabytkowy artefakt, ile dynamiczny żywioł języka, idei i myśli.

Największym komplementem dla książki naukowej o klasyce jest to, że po jej lekturze ma się ochotę wrócić nie do niej samej, lecz do autora, o którym opowiada oraz do innych pozycji czytelniczych i wizualnych z nim związanych.

Satysfakcja niejedno miewa imię!

UWAGA! Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki. Pozostałe w nawiasach mają podane nazwiska autorów.


Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego
Jolanta Szacik-Jankowska

„Kreacje i deformacje. Aleksandra Fredry metamorfozy świata”, Praca zbiorowa pod redakcją: Małgorzaty Łoboz i Olgi Taranek – Wolańska, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego Acta Uniwersitatis Wratislaviensis No 4313, Wrocław 2025. ISBN 978 – 83 – 68619 – 39 – 3

Comments are closed.