Polityka jest ciekawa, ale zarazem niebezpieczna. Powinni w niej uczestniczyć najlepsi z najlepszych, ale jak bywa w rzeczywistości, wszyscy doskonale wiemy. Nie każda decyzja podejmowana na Wiejskiej wzbudza społeczną zgodę, z reguły jest zupełnie odwrotnie. W świecie zaproponowanym nam przez Autorkę ministrowie mają podwójną naturę i walczą przede wszystkim z samymi sobą oraz ścigającą ich przeszłością, chcąc zemścić się za to, co ich spotkało. Finał tej historii może być naprawdę zaskakujący. Pozwólmy porwać się Znamieniu wodnika.
Kto ma rację?
Za każdym razem, kiedy oglądam sejmową debatę, mam wrażenie, że obie strony mają pomysł na uzdrowienie sytuacji w naszym kraju, ale zawsze czegoś im brakuje. Najważniejsze jednak, że żadna z partii nie chce przyznać (przynajmniej oficjalnie), że szansa na powodzenie wielu pomysłów, znajduje się gdzieś pośrodku, ale wymaga konsensusu. Niestety, w obecnej sytuacji, poza naprawdę wyjątkowymi zdarzeniami, nie mamy co liczyć. Pojęcie słuszności skutecznie przysłoniło definicję dobra wspólnego. Cóż, może kiedyś to się zmieni, choć to chyba marzenia ściętej głowy. Co cztery lata z uporem maniaka powraca festiwal obietnic i kwestionowania wszystkiego, co zrobili poprzednicy. Demokracja to ustrój, który pozwala się różnić i mieć różne poglądy na wiele spraw, ale w Polsce chyba zaszło to chyba zbyt daleko. My nie możemy dogadać się nawet w fundamentalnych kwestiach. Dlatego, zamiast w wakacje śledzić polityczną arenę, lepiej oddać się lekturze, a Znamię wodnika nadaje się do tego idealnie.
Brutalna gra
Sam nie wiem, czy bardziej zainteresował mnie w nim wątek bezpośrednio odnoszący się do polityki, czy ten związany z podwójną osobowością głównych bohaterów. Sprawa, o której mowa, dotyczy bowiem przyrody i natury. Wiceminister klimatu, o jakże sugestywnym nazwisku Wodziański, pragnie uczynić z naszego kraju pod tym względem swego rodzaju idyllę. Może liczyć na wsparcie Partii Natura, z której się wywodzi. Nie ma przecież nic dziwnego w tym, że formacja o takiej nazwie, będzie miała na sztandarach troskę o środowisko. Najistotniejsze pytanie jest jednak inne – co motywuje polityka do tak zdecydowanego działania oraz jakich skutków się spodziewa? W ten sposób dochodzimy do sedna sprawy. W istocie bowiem mamy do czynienia z polityczną pajęczyną, w którą zaplątani się różni ludzie, a za każdym z nich, ciągną się mniej lub bardziej uczciwe zdarzenia. Natura w tej skomplikowanej rozgrywce okazuje się jedynie pionkiem na szachownicy, którą tak naprawdę nikt się nie przejmuje. Ona znów będzie musiała poradzić sobie sama.
Dopóki ziemia kręci się….
Słowa ballady nadzwyczaj trafnie pasują jako tytuł tej części. Dlaczego? Oto obaj politycy skrywają wielką tajemnicę – są wodnikiem i leszym, a więc słowiańskimi duchami. Oboje chcą dokonać zemsty na ludziach za tyle lat bezrozumnego i zupełnie pozbawionego sensu korzystania z dobrodziejstwa przyrody. Co więcej, jeden z nich, ma poza tym do wyrównania polityczne rachunki. W tym celu wybiera się do jednego z położonego na Mazurach klasztoru. Zygmunt nie cofnie się przed niczym, żeby udowodnić, że ma rację, podświadomie ogłaszając się samozwańczym obrońcą natury. Nie zawaha się przed niczym, a słynne zdanie, że cel uświęca środki, jest dla niego jedynie drobnym wskazaniem. Stać go bowiem na wiele więcej. Zdaje sobie jednak sprawę, że musi działać ostrożnie i bez niepotrzebnego rozgłosu.
Cała fabuła Znamienia wodnika dzieje się dwutorowo, a świat rzeczywisty zupełnie naturalnie i w przemyślany sposób wiąże się i wynika ze świata fantastycznego, bo umówmy się zjawy oraz duchy nie mają czego szukać na naszym globie. Obie części są równie ciekawe, bo każda z nich ma indywidualne cechy artystyczne. Jedna wynika z drugiej i bez niej nie funkcjonuje. Aby odpowiednio zrozumieć i odczytać, co Autor chciał nam przekazać, trzeba dokonać interpretacji zdarzeń oraz zachowań bohaterów, ale to już zadanie dla nas, jako odbiorców. Agata Suchocka pozwala nam głęboko wejść w zaprezentowany świat i samodzielnie wyciągnąć wnioski, z tego, co przeczytaliśmy. W powieści znajdziemy bowiem wątki poważne, jak i śmieszne, tragiczne oraz komediowe, wiele odwołań do czasów nam współczesnych oraz do przeszłości. To wcale nie jest taka prosta książka, na jaką wygląda. Szczególnie dwaj główni bohaterowie i ich poplecznicy, sprawiają wrażenie, jakby byli szkicowani na podstawie cech osobowościowych kilku czołowych polityków rodzimej sceny politycznej, a może tylko mi się tak wydaje?
Cóż to jest prawda?
Zygmunt Wodziański sam będzie musiał sobie odpowiedzieć na to pytanie, ale rozstrzygnięcie tej kwestii może go zszokować. Czasem warto nic nie wiedzieć, a tajemnice mają to do siebie, że wychodzą na jaw zdecydowanie za wcześnie. Musi też zdecydować, co jest jego głównym celem – ocalenie natury, czy osobiste porachunki. Jak to w polityce bywa, przyjaciel bardzo szybko może stać się wrogiem i odwrotnie. Jedna decyzja wpłynie na całe jego życie, nie będzie już możliwości się z niej wycofać, a konsekwencje mogą być opłakane zarówno dla niego, jak i dla przyrody. Autorka przedstawia to niezwykle trafnie, plastycznie i obrazowo. Dawne wierzenia, mają siłę przyciągania, pewną tajemniczość, a nawet poczucie sacrum, którego dziś wielu tak bardzo brakuje. Tytułowe znamię wciąż daje o sobie znać, a podwójna tożsamość bardziej ciąży niż pomaga.
Autorka stworzyła naprawdę bardzo ciekawą książkę. Umiejętne połączenie polityki z pewnego rodzaju mitem to niezwykle rzadko spotykane rozwiązanie, ale tutaj pasuje jak ulał. Dzięki niemu zainteresowanie nie ustaje od początku do końca. Sami jednak musimy podjąć decyzję, po której stronie stajemy. W podjęciu decyzji, ale i niczym niezmąconej lekturze pomaga odpowiednio dobrany język oraz środki artystycznego wyrazu, tak bardzo tutaj potrzebne. Moim zdaniem bez nich książka okazałaby się po prostu jałowa. Przy dłuższym czytaniu granica pomiędzy fantastyką a rzeczywistością potrafi się skutecznie zatrzeć, a czytelnik pochłania kolejne strony, jak zahipnotyzowany. Może właśnie o to chodzi? Może trzeba wniknąć w tamten świat bez reszty, aby odkryć rządzące nim niuanse. Od strony językowej i stylistycznej nie mogę mieć żadnych uwag. Wszystko dobrano tak, aby pasowało do siebie, jak kolejne elementy układanki.
Jestem, a może byłem
Znamię wodnika trudno osadzić w jednym gatunku. Łączy on w sobie cechy kilku rodzajów prozy. Może go przeczytać ktoś zainteresowany fantasy, political-fiction, a także powieścią nie do końca realistyczną. Wydaje mi się jednak, że docelowo jest ona przeznaczona dla nieco starszych, a może nawet dorosłych odbiorców. Niektóre opisane w powieści sytuacje mogą zdziwić, zaskoczyć, a nawet wydawać się skomplikowane i niezrozumiałe. Nie zmienia to jednak mojej opinii, że książka, rozumiana jako całość jest dobra, spełnia swoje zadanie, jest ciekawa i przekazuje pewne wartości, a to bardzo ważne.
Łamie wiele konwenansów, tematów tabu, czy społecznych reguł, a nawet kontestuje rzeczywistość. Okazuje się, że świat w wielu wymiarach jest zupełnie od tego, w jakim wydaje nam się, że żyjemy. Czasem trzeba przeczytać książkę, aby to zrozumieć. Z pełnym przekonaniem polecam powieść Agaty Suchockiej. W wielu wymiarach jest ona inna od tych, które czytamy najczęściej, ale właśnie w tym tkwi jej sekret, dajmy się porwać tej sile.
DOMINIK MAJCZAK
Wydawnictwo Replika