W połowie lat 80. Ryszard Grzyb namalował dwóch wojowników mierzących do siebie gigantycznymi penisami-szparagami. Obraz przyjęto źle, bo sztuka miała wtedy mówić o rzeczach poważnych i najlepiej robić to z odpowiednio poważną miną. Czterdzieści lat później Pojedynek na szparagi wisi na stałej ekspozycji Muzeum Narodowego w Poznaniu. Historia tego jednego obrazu dobrze streszcza książkę Borysława Czyżaka Gruppa. Buntownicy sztuki: bunt trafił do kanonu, ale nie dał się całkiem ucywilizować.
Gruppa powstała właściwie w najgorszym możliwym momencie. Pierwszą wspólną wystawę planowano na 13 grudnia 1982 roku, w pierwszą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Ostatecznie otwarto ją w styczniu następnego roku w warszawskiej Dziekance. Wzięli w niej udział Ryszard Grzyb, Paweł Kowalewski, Jarosław Modzelewski, Włodzimierz Pawlak i Ryszard Woźniak, a niedługo później dołączył Marek Sobczyk. Sama nazwa Gruppa przyjęła się dopiero w połowie dekady. Byli absolwentami albo studentami warszawskiej ASP, przede wszystkim pracowni Stefana Gierowskiego i Rajmunda Ziemskiego, ale nie zamierzali malować tak, jak oczekiwano od dobrze wychowanych absolwentów akademii. Ich twórczość wyrastała z podobnego klimatu co niemieccy Neue Wilde czy włoska transawangarda: wracała figura, gwałtowny kolor, duży format, świadoma brzydota i malowanie bez oglądania się na dobry smak. W polskich warunkach dochodziła do tego rzeczywistość stanu wojennego.
Gruppa nie miała jednak wspólnego manifestu ani jednego stylu. Polityka była ważna, ale obok niej pojawiały się religia, seks, przemoc, groteska, prywatne obsesje i zwyczajna potrzeba malowania. Artyści wystawiali razem, urządzali akcje, tworzyli ogromne wspólne „papiery”, kłócili się, żartowali i wydawali Oj dobrze już, gdzie obok tekstów o sztuce trafiały wiersze, rysunki, komentarze i rzeczy, których w oficjalnym piśmie artystycznym raczej by nie wydrukowano.
A przy tym od początku było widać, że sześciu malarzy szybko pójdzie w różnych kierunkach. Grzyb był również poetą i budował własny bestiariusz pełen zwierząt, wojowników, erotyki i przemocy. Modzelewski rozwijał osobne, rozpoznawalne malarstwo figuratywne i przez lata pozostał związany z warszawską ASP. Pawlak coraz mocniej przesuwał się od doraźnego komentarza politycznego w stronę bardziej konceptualnego myślenia o obrazie i historii sztuki. Sobczyk połączył malarstwo ze słowem, cytatem, językiem reklamy i popkultury. Woźniak zajmował się także performansem i tekstem, Kowalewski zaś rozszerzał malarstwo o instalacje i obiekty. Gruppa była więc wspólnym początkiem, a nie projektem na całe życie.
Czyżak najpierw pokazuje wspólne środowisko, później oddaje osobne rozdziały poszczególnym artystom. Przypomina też ludzi, którzy z czasem wypadli z kanonicznej opowieści o formacji, między innymi Małgorzatę Rittersschild czy Macieja Wilskiego. Dzięki temu Gruppa przestaje być sześcioma nazwiskami z podręcznika historii sztuki, a zaczyna przypominać to, czym rzeczywiście była: środowisko młodych ludzi, którzy spotkali się w określonym miejscu i czasie, a potem stopniowo się od siebie oddalali.
Jednym z najlepszych fragmentów jest rozdział o Ryszardzie Grzybie. W pierwszej połowie lat 80. jego obrazy pełne były walk, zwierząt, erotyki, przemocy i skatologii. Wśród nich znalazł się Pojedynek na szparagi z 1985 roku. Na czerwonym tle stoją dwaj wojownicy przypominający samurajów. Każdy trzyma ogromnego szparaga, którego naprawdę trudno pomylić z warzywem. Czyżak pisze wprost o „penisach-szparagach”. Postacie siedzą na nich okrakiem i jednocześnie dzierżą je jak broń.
Obraz jest wielki, jaskrawy, groteskowy i kompletnie pozbawiony potrzeby zachowania powagi. Jeszcze ciekawsza jest jego historia. Grzyb wspomina, że w latach 80. praca została źle przyjęta. Od sztuki oczekiwano komentarza do rzeczywistości politycznej, powagi, odpowiedniego ciężaru. Żart w malarstwie nie bardzo mieścił się w tych oczekiwaniach. Happening mógł być wygłupem, obraz już znacznie mniej.
Tymczasem taki język nie był w twórczości Grzyba jednorazowym wybrykiem. W latach 1983–1987 powstawały jego wielkoformatowe „papiery”: walki fantastycznych stworów, brutalne sceny ze zwierzętami, erotyka i skatologia. Obok Pojedynku na szparagi były Zarzynanie czarnego koguta, Szlifierz nocnych diamentów czy Sranie ku wolności. Wszystko to w epoce, w której nawet bunt potrafił mieć bardzo dokładnie określony zestaw tematów, symboli i właściwych reakcji.
Pod koniec dekady wspólna historia Gruppy zaczęła się wyczerpywać. W czerwcu 1989 roku cała szóstka pomalowała płot przed lokalem wyborczym „Solidarności” na placu Konstytucji w Warszawie. Akcję Głos przyrody na „Solidarność” później uznano za symboliczne zakończenie działalności formacji, choć artyści jeszcze wracali do wspólnych wystaw. W 1992 roku Zachęta pokazała dużą ekspozycję Gruppa 1982–1992. To, co dekadę wcześniej funkcjonowało na obrzeżach oficjalnego obiegu, było już częścią historii polskiej sztuki.
W 1985 roku Pojedynek na szparagi był źle przyjętym obscenicznym żartem młodego malarza. Dzisiaj można stanąć przed nim w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Grzyb, Modzelewski, Pawlak, Sobczyk, Woźniak i Kowalewski od dawna mają własne, bardzo różne historie. Gruppa została za nimi jako wspólny punkt odniesienia. A dwóch samurajów nadal trzyma swoje szparagi.
Wydawnictwo Marginesy
Agnieszka Cybulska