Kiedy wraca mu rozsądek, umiera. Przegrywa pojedynek, porzuca błędne rycerstwo, przestaje być don Kichotem i znowu staje się Alonsem Quijano. Sanczo siedzi przy jego łóżku i próbuje jeszcze raz uruchomić wyobraźnię przyjaciela. Mogliby przecież zostać pasterzami, jak planowali. Wyjść z domu, wymyślić sobie kolejne życie. Tym razem się nie udaje.
Lato z don Kichotem powstało z cyklu radiowych audycji, ale za książką stoi również doświadczenie znacznie bardziej osobiste. W maju 2023 roku Marx dostał udaru. Leżąc w ambulansie i nie wiedząc jeszcze, co z nim będzie, pomyślał o nagranych odcinkach programu. Jeśli umrze, przynajmniej zostanie po nim głos. Dopiero później zobaczył w tej reakcji coś znajomego: sam zrobił to, co przez setki stron robi bohater Cervantesa. Kiedy rzeczywistość wymykała mu się spod kontroli, ułożył ją sobie w opowieść. Od tego zaczyna czytać Don Kichota.
Interesuje go, dlaczego człowiek w pewnym momencie postanawia żyć tak, jakby znalazł się wewnątrz książki. Don Kichot sam wybiera sobie imię, nazywa konia, wymyśla Dulcyneę, zakłada zbroję i rusza szukać świata, który wcześniej poznał z romansów rycerskich. Rzeczywistość bardzo szybko zaczyna protestować. Oberża nie jest zamkiem, miska cyrulika nie jest hełmem, wieśniaczka nie jest księżniczką, a wiatraki pozostają wiatrakami bez względu na to, ile olbrzymów zobaczy w nich człowiek. Marx pokazuje jednak, że sprawa komplikuje się już po kilku rozdziałach. Don Kichot nie zawsze daje się zwieść. Czasem wręcz doskonale wie, że coś się nie zgadza, i wtedy dopiero rozpoczyna całą pracę nad rzeczywistością. Jeśli hełm nie wytrzymał próby, lepiej więcej go nie sprawdzać. Jeśli przed nim stoi wiatrak, musiał wcześniej zostać zaczarowany. Jeśli Dulcynea wygląda jak chłopka, winni są czarownicy. Z czasem także Sanczo odkrywa zalety takiego świata i zaczyna produkować własne fikcje.
W drugiej części jest już znacznie ciekawiej. Don Kichot i Sanczo wiedzą, że powstała o nich książka. Spotykają jej czytelników. Czytają fałszywą kontynuację swoich przygód. Podejmują decyzje pod wpływem tego, co ktoś o nich napisał. Sanczo kłamie o Dulcynei, don Kichot opowiada swoją historię z jaskini Montesinosa, a w pewnej chwili obaj dochodzą do prostego porozumienia: ty uwierzysz w moją wersję, ja w twoją. Wtedy pytanie, kto tutaj został oszukany, zaczyna dotyczyć również czytelnika. Marx bardzo dobrze wydobywa też materialną stronę powieści Cervantesa. Don Kichot może mówić o honorze, cnocie i rycerskim obowiązku, ale ciało regularnie przypomina mu o swoich prawach. Bohaterowie jedzą, głodują, śpią, wymiotują, załatwiają potrzeby fizjologiczne, dostają po głowie i spadają z koni. Sanczo interesuje się zapłatą, jedzeniem, własnym tyłkiem i losem osła. Kiedy don Kichot opowiada o dawnych rycerzach i ich giermkach, Sanczo chce wiedzieć, ile właściwie taki giermek zarabiał i czy płacono mu za dzień, czy za miesiąc.
Podobnie wygląda polityka. Sanczo, niepiśmienny chłop, któremu obiecano władzę nad wyspą, rzeczywiście zostaje gubernatorem. Miała to być rozrywka dla możnych. Tymczasem człowiek, z którego wszyscy mieli się śmiać, rozsądnie rozstrzyga spory i szybko odkrywa, że władza nie jest warta ceny, którą trzeba za nią płacić. Odchodzi bez pieniędzy i wraca do własnego osła. Marx czyta ten epizod jako jedną z politycznych lekcji Cervantesa: człowiek z ludu może okazać się lepszym zarządcą niż ci, którzy władzę dostali wraz z pozycją społeczną.
W książce są również kobiety, których nie da się sprowadzić do Dulcynei. Marcela odmawia mężczyznom prawa do rozporządzania jej życiem tylko dlatego, że jest piękna. Dorotea próbuje odzyskać kontrolę nad własnym losem w świecie, który pozostawia jej bardzo niewiele możliwości. Jest Ricote, wygnany morysk mówiący o Hiszpanii jak o ojczyźnie i o wolności sumienia znalezionej poza jej granicami. Są galernicy, niewolnicy, biedni, słudzy, zwierzęta. Marx wraca do nich wszystkich, bo u Cervantesa historia don Kichota stale rozrasta się poza historię samego rycerza. Z czasem coraz trudniej się z niego śmiać.
Pierwsi czytelnicy mieli przede wszystkim farsę. Marx przypomina jednak za Nietzschem, że wiele scen, które kiedyś wywoływały śmiech, dzisiaj czyta się inaczej. Don Kichot jest bity, poniżany, celowo oszukiwany. Para książęca urządza sobie z niego i Sancza rozrywkę, bo może. Im dalej w powieść, tym wyraźniej zmienia się też sam bohater. Człowiek, który miał być parodią rycerza, zaczyna mówić rozsądniej od tych, którzy uważają się za rozsądnych. Marx prowadzi przy tym Don Kichota przez kilka stuleci europejskiej literatury. Są Flaubert, Borges, Nietzsche, Foucault, Kundera, Dostojewski, Nabokov. Nie jako parada nazwisk. Raczej jako ślady kolejnych ludzi, którzy wracali do Cervantesa i znajdowali tam coś, czego wcześniej nie dostrzegano. Szczególnie dobrze widać to przy Borgesie i Pierre’ze Menardzie: ten sam tekst czytany kilkaset lat później nie jest już tym samym tekstem, ponieważ zmienił się świat, język i sam czytelnik.
Być może dlatego Don Kichot nadal działa. Nie dlatego, że przewidział wszystkie późniejsze epoki. Cervantes nie znał internetu, sztucznej inteligencji, teorii spiskowych rozpowszechnianych w kilka sekund ani wirtualnych światów. Znał natomiast człowieka, który bardzo chce, żeby rzeczywistość odpowiadała historii opowiadanej w jego głowie. I znał cenę takiego pragnienia. Tyle, że nie zatrzymał się na przestrodze. Gdyby don Kichot był wyłącznie człowiekiem, który pomylił fikcję z życiem, zostałby z niego dowcip sprzed czterystu lat. Tymczasem ten śmieszny, poobijany rycerz próbuje bronić słabszych, sprzeciwia się niesprawiedliwości, wierzy w wolność i pozostaje wierny wartościom nawet wtedy, gdy świat odpowiada mu kijem. Często wyrządza szkody. Czasem kompromituje sam siebie. Niekiedy jego dobre intencje prowadzą do fatalnych skutków. Marx niczego tu nie wygładza. A jednak kiedy na końcu Alonso Quijano odzyskuje rozsądek, wcale nie czujemy ulgi.Sanczo błaga go, żeby jeszcze raz uwierzył, żeby wstał, żeby poszli w pole, żeby wymyślili sobie następną historię. Cervantes pozwala umrzeć człowiekowi. Z don Kichotem już mu się nie udało.
Wydawnictwo Noir sur blanc
Agnieszka Cybulska