Martin Doyle, Brudne płótno. O Kłopotach w mojej rodzinnej okolicy

Martin Doyle, Brudne płótno. O Kłopotach w mojej rodzinnej okolicy

Parafia Tullylish zajmuje zaledwie kilka mil kwadratowych w hrabstwie Down. W czasie Kłopotów zginęło tam ponad dwadzieścia osób. Martin Doyle dorastał wśród ludzi, których rodziny później odnajduje, odwiedza i prosi o powrót do historii sprzed kilkudziesięciu lat. Brudne płótno jest reportażem o Irlandii Północnej oglądanej z poziomu jednej parafii – rodzin, fabryk, cmentarzy i pamięci sąsiadów.

Niektórych traum nie da się uzdrowić, można tylko dbać o tych, którzy ich doznali. Często musi to wystarczyć.

Doyle zaczyna od nazwisk i dat. Arthur McMillan, Ian Mutch, Colin Leslie, Joe Fegan, Pat Campbell, bracia Declan i Barry O’Dowd. Alan McCrum miał jedenaście lat. Larry McCartan, ostatnia osoba na tej liście, zginął w 1997 roku. W historii całego konfliktu, który pochłonął ponad 3500 ofiar, to niewielka liczba. W małej parafii oznacza jednak rodziny mieszkające kilka ulic dalej, ludzi znanych ze szkoły, pracy albo kościoła. Na tym polega metoda Brudnego płótna. Doyle nie pisze syntetycznej historii IRA, UVF, brytyjskiej armii ani procesu pokojowego. Polityka wchodzi do książki przez konkretny dom, zakład pracy, gospodarstwo i rodzinę. Duża historia istnieje w tle, ale jej skutki zostają sprowadzone do skali, w której można jeszcze zobaczyć człowieka.

Samo Tullylish nadaje się do tego szczególnie dobrze. Okolica należała kiedyś do Lnianego Trójkąta, jednego z centrów północnoirlandzkiego przemysłu włókienniczego. Później znalazła się na obrzeżu Morderczego Trójkąta, obszaru kojarzonego z wyjątkowo intensywną przemocą podczas Kłopotów. Tytułowe płótno łączy więc gospodarkę, pamięć rodzinną i przemoc. Dziadek Doyle’a został w 1920 roku wyrzucony z zakładów lniarskich, a kilkadziesiąt lat później w miejscowej przędzalni lojaliści zamordowali katolickiego nocnego stróża Pata Feeneya. Z eseju poświęconego tym dwóm historiom wyrosła cała książka.

Doyle sięga jeszcze głębiej. Wraca do plantacji Ulsteru i powstania z 1641 roku, pokazując, jak wydarzenia z XVII wieku przez kolejne stulecia obrastały w liczby, legendy i polityczne zastosowania. Relacje o ofiarach zmieniały skalę, a pamięć historyczna stawała się argumentem używanym przeciw drugiej wspólnocie. Pada tu zdanie, które można potraktować jako zasadę całej książki: Wspominając, powinniśmy jednak zrezygnować z używania historii jako pałki.

Doyle opiera znaczną część narracji na pamięci świadków. Rozmawia z dziećmi, rodzeństwem i małżonkami zabitych, wraca z nimi do dawnych domów i gospodarstw. Nie udaje przy tym, że pamięć po czterdziestu latach jest stenogramem. Czasami szczegół się zaciera, a zostaje jedno zdanie, układ pokoju, odgłos telefonu albo moment, kiedy ktoś dowiedział się o śmierci bliskiego.

Doyle zna też pamięć żałoby prywatnie. Jego żona Nikki zmarła na raka w 2013 roku, pozostawiając troje małych dzieci. Autor prosił wtedy rodzinę i znajomych o zapisywanie wspomnień, żeby dzieci mogły kiedyś poznać matkę również z cudzych opowieści. W Brudnym płótnie podobnie podchodzi do rodzin ofiar Kłopotów: śmierć wydarzyła się raz, ale pamięć o niej pozostała częścią życia następnych pokoleń.

Trauma międzypokoleniowa nie dostaje tu osobnego wykładu, choć jest obecna niemal wszędzie. Dzieci dorastają bez ojców, rodziny opuszczają domy po strzelaninach, część ludzi przez dziesięciolecia milczy o tym, co się wydarzyło. Doyle pisze o co najmniej dwóch pokoleniach żyjących ze skutkami przemocy. Jednocześnie unika prostego równania wszystkich stron konfliktu. Są ofiary republikanów i lojalistów, katolicy i protestanci, ale pojawia się również problem powiązań części lojalistycznych bojowników z członkami sił bezpieczeństwa. Szczególne miejsce zajmuje gang z Glenanne, łączony w późniejszych dochodzeniach z ponad setką zabójstw. Dzięki temu Kłopoty nie stają się opowieścią o dwóch jednakowo bezrozumnych wspólnotach, które po prostu przez trzydzieści lat do siebie strzelały. Doyle nie ukrywa przy tym własnego pochodzenia. Dorastał jako katolik w Laurencetown, później wyjechał na studia, mieszkał w Londynie i przez lata uważał, że przemoc zna głównie z wiadomości. Dopiero podczas pracy nad książką policzył, ilu ludzi zginęło w jego rodzinnej parafii. Ten powrót po latach ma znaczenie: autor nie występuje jako człowiek, który zawsze wszystko rozumiał. Odkrywa historię miejsca, które wydawało mu się znajome.

Brudne płótno chwilami jest bardzo gęste. Doyle łączy Kłopoty z historią przemysłu, XVII-wiecznym Ulsterem, poezją, polityką pamięci, Brexitem i współczesną Irlandią Północną. Czytelnik słabiej znający konflikt musi czasem pilnować nazw organizacji i kolejnych odniesień. Ta wielowarstwowość ma jednak sens, bo miejscowa historia również nie dzieli się elegancko na gospodarkę, religię, politykę i rodzinę. Ta sama przędzalnia może być miejscem pracy dziadka, symbolem dawnych podziałów społecznych i miejscem późniejszego zabójstwa.

Wielkie konflikty po latach zamieniają się w chronologie: początek przemocy, kolejne zamachy, negocjacje, porozumienie wielkopiątkowe z 1998 roku. Z perspektywy państwa można wtedy mówić o zakończeniu pewnej epoki. W rodzinie czas liczy się inaczej (od dnia, w którym ktoś nie wrócił do domu). Tullylish wystarcza Doyle’owi za całą Irlandię Północną. Nie dlatego, że jedna parafia może reprezentować każdy fragment Kłopotów, ale dlatego, że dopiero na kilku milach kwadratowych widać, że sprawca i zabity mogli mieszkać niedaleko siebie, dzieci obu rodzin mogły chodzić tymi samymi drogami, a konflikt zakończony przy politycznym stole zostawał później w tych samych domach.

Éamon Phoenix napisał: Mamy wspólną historię, lecz pamiętamy ją inaczej. Brudne płótno wyrasta z tej różnicy. Doyle nie próbuje stworzyć jednej bezpiecznej pamięci dla wszystkich. Zbiera te istniejące, porównuje je ze źródłami i zostawia obok siebie.


Wydawnictwo ArtRage, seria Luneta
Agnieszka Cybulska

Comments are closed.