Siostry z Titanica okładka

Siostry z Titanica |Recenzja

Anna Lee Huber, Siostry z Titanica

Co byście zrobili, gdyby ktoś przewidział wam trudną przyszłość – śmierć, katastrofę, cierpienie? i to w momencie, gdy czeka was dziewicza podróż największym statkiem w dotychczasowej historii. Tak, mowa o Titanicu, statku, który stał się ckliwą legendą, nim wyruszył w swój pierwszy rejs. Jak to często bywa, legenda szybko legnie w gruzach. Ale o tym łatwo jest pisać z perspektywy czasu. Co znajdziemy w książce Siostry z Titanica?

Okręt ze snów, okręt z koszmaru

W momencie wyruszenie w rejs, czyli w kwietniu 1912 roku, Titanic był najbardziej oczekiwanym wydarzeniem roku. Największy ze statków pasażerskich, mający legendę niezatapialnego. Mawiano, że nawet Bóg nie jest w stanie go zatopić.

Wielkie oczekiwania, wielki rozgłos. Ten kolos stał się symbolem ludzkiego zadufania, przecenienia własnych możliwości i ulotności ludzkich konstrukcji. Mit, którym obrósł ten okręt, stał się przyczyną ogromnych oczekiwań i jednym z najważniejszych wydarzeń towarzyskich.

Nic przeto dziwnego, że na rejs ten wybrała się spora część światowej śmietanki towarzyskiej. Finansiści, sportowcy, politycy, bankierzy, przedsiębiorcy i dorobkiewicze różnych profesji.

Świat ze świecznika

Pierwsze dwudziestolecie XX wieku było czasem, gdy arystokracja prawdzie straciła swoje dominujące znaczenie, kosztem rozwoju nowych fortun. Ale nadal stanowiła wzór, który starało się naśladować aspirujące do sukcesu towarzystwo.

To czas ogromnych przemian – od obyczajowości, poprzez kulturę, pojęcia i wiarę w nieomylność człowieka. To wszystko miało szybko runąć w gruzach, i to nie koniecznie z przyczyny zatonięcia opisywanego transatlantyku.

Największe wrażenie robią opisy udogodnień, które zostały przeznaczone dla najbogatszych pasażerów Titanica. I szczerze powiedziawszy, aż do momentu katastrofy, „maluczcy” zdają się nie istnieć. A jeśli już są, to tylko jako tło bogatych, pięknych, sławnych i wpływowych.

Zasadniczo to właśnie wokół nich skupia się cała fabuła. Intrygi, plotki, pomówienia i czysta złośliwość – to nieodłączne atrybuty wewnętrznych rozgrywek pomiędzy przedstawicielami światowej socjety. Moralność to dla nich czysty wymysł, ironia losu. Tak naprawdę liczy się dla nich ich własne dobro, ich osobiste korzyści czy przyjemności. To świat blichtru, fałszu i póz.

Mnie taki świat nigdy nie interesował, z tego też powodu poczułem się odrobinę rozczarowany. Liczyłem na odrobinę więcej kreatywności. Bo czyż los zwykłych śmiertelników jest tak znacząco nudny, że nie warto byłoby poświęcić im uwagi. O ileż ciekawiej czytałoby się o losie tych z najniższych warstw społecznych, którzy byli pasażerami „niezatapialnego”. Czytać o ich snach, marzeniach i troskach, które zostały starte w proch w obliczu tak wielkiej tragedii.

Na plus powieści można uznać piękne, choć krótkie opisy wystroju wnętrz wewnątrz statku. Autorka zadbała o znajomość detali. Czytając o nich miałem przed oczyma ekranizację filmu Jamesa Camerona. Wróciły obrazy niewyobrażalnego przepychu, kunsztu sztuki zdobniczej. Momentami czułem się tak, jakby brał udział w akcji tego filmu, choć przecież książka nie oddaje całego bogactwa tej ekranizacji.

Siostry z Titanica. Sens powieści

Główną treścią fabuły jest kwestia kobiecej emancypacji. Autorka poruszyła wiele wątków dotyczących tych kwestii. Zarówno aspekty społeczne, jak i polityczne. Choć dawne uzusy zdają się nadal rządzić życiem kobiet, nasze młode bohaterki zmierzają do ustanowienia nowej, niezależnej pozycji w świecie rządzonym przez mężczyzn.

Moje serce skradła zwłaszcza najmłodsza z sióstr, Mabel, która stara się wywrócić świat do góry nogami. W sekrecie przed wszystkim uczy się prawa tylko po to, aby móc dokonać zmian politycznych w Stanach Zjednoczonych. Czy się jej uda? Musicie sprawdzić sami.

Jakkolwiek to brzmi, ten główny wątek został przedstawiony na podstawie przygód trójki sióstr Fortune (nazwisko nie przypadkowe). Mabel, Flora, Alice… to piękne, i bogate dziedziczki fortuny, czekające aż ziści się przypisany im los. Jaki? No cóż, zgodnie z tradycją – małżeństwo, podporządkowanie mężowi i interesom rodziny.

Ich rozterki, zwłaszcza Flory, która ma poślubić bogatego bankiera, którego nie kocha, zajmują najbardziej. Przyznam, że jej obawy i troski były bardziej pociągające, niż opis całej reszty. Przez całą książkę zastanawiałem się czy podąży śladem wyznaczonym jej przez rodziców, czy też podąży jednak za głosem serca. Nieubłagane nadciąganie katastrofy nie potrafiło przykryć tego wyczekiwania. I to jest naprawdę dziwne.

Każda z dziewczyn ma ciekawą osobowość, na swój sposób jest nietuzinkowa. Choć wkurza mnie jedna sprawa – dlaczego bohaterki książek są zawsze nieziemsko piękne? Czy aby pokochać kobietę, musi ona zwalać z nóg? Czy nic innego nie liczy się w ich osobowości, wewnętrznym magnetyzmie, radości z życia?

Ale wróćmy do książki. Wszystkie z sióstr zdają się, na przekór rodzinnemu obowiązkowi i zwyczajowi, żyć własnym życiem. Starają się wyemancypować z roli, jaką przeznacza im społeczeństwo. Alice kocha Holdena Allena, Mabel zmierza do mezaliansu, a Flora, przyrzeczona innemu, zakochuje się w człowieku poznanym na statku. Jej uczucie rozkwita tym bardziej, że jej narzeczony, wbrew zapewnieniom, nie tylko nie dba o zdobycie serca swej przyszłej żony, ale okazuje jej jawnie obojętność.

Co z katastrofą? Jak może się domyślacie – powala. Opis Autorki jest dojmujący, rozdziera serce. Gwarantuję, że serce będzie chciało wyskoczyć wam z klatki piersiowej. I to tym bardziej, im lepiej znacie film Camerona. Wszystkie te emocje odżywają na nowo, spotęgowane wiedzą historyczną i fabularną.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Comments are closed.