Stefania Lazar, Portrety par niezwykłych. Romanse i skandale ukryte w dziełach sztuki
Miłość i sztuka splatają się ze sobą od wieków, tworząc opowieści pełne namiętności, zdrad i sekretów skrywanych w pociągnięciach pędzla. Książka Portrety par niezwykłych odkrywa historie wielkich romansów i dramatów, które niejednokrotnie odcisnęły piętno na dziełach sztuki. Czy to możliwe, że jeden gest, spojrzenie czy układ dłoni na obrazie kryje więcej, niż moglibyśmy przypuszczać?
Nie od dziś wiadomo, że obrazy kryją w sobie wiele tajemnic. Świetnym przykładem jest choćby obraz Mona Lisy, o którym powstało tak wiele książek, i który nadal rozbudza wyobraźnię nie tylko specjalistów, ale i zwykłych śmiertelników. Jednak na tych najsławniejszych z dzieł malarstwa, historie ludzkich miłości i dramatów się nie kończą.
Stefania Lazar w swej książce pod tytułem „Portrety par niezwykłych” daje nam możliwość poznania losów jedenastu par – od arystokratów, przez władców po największych artystów czasów współczesnych. Choć książka napisana jest zwięźle, wcale na tym nie traci. To jakby zachęta do własnych poszukiwań, które w swych pikantnych szczegółach, mogą nas mocno zaskoczyć. Ale do rzeczy.
Książka opowiada o losach kilkunastu par. Znajdziemy tu między innymi Arnoldinich, Gustawa Klimta i Emilię Flöge, Stanisława Wyspiańskiego i Teodorę Pytko czy Fridę Kahlo i Diego Riwerę. Towarzystwo jest wręcz wyśmienite. Muszę przyznać, że niejednokrotnie zastanawiałem się co kryją w sobie obrazy „Autoportretu z żoną” Wyspiańskiego, „Pocałunku” Klimta czy „Portretu małżonków Arnoldinich” van Eycka. Zresztą ten ostatni bardzo często gości nawet w podręcznikach i owiany jest całą masą tajemnic, ukrytych znaczeń i, czasem, dziwnych interpretacji.
Sztuka nie tylko sztuką jest
Bardzo podoba mi się ujęcie historii za pomocą dzieł sztuki. Bo czyż, sami potrafimy wyczuć nastrój jakim kierował się autor danego dzieła malarskiego? Czy potrafimy skutecznie wysupłać wszystkie ukryte znaczenia pewnych póz, układów dłoni, ukrytych symboli, które zawsze znaleźć można w dziełach sztuki? Myślę, że nie. Dlatego podróż „poprzez” i wraz z dziełami sztuki była bardzo interesująca. O wielu sprawach nie miałem pojęcia i przyznam, że jestem zaskoczony, co na przykład układ dłoni portretowanych osób może symbolizować.
Bardzo spodobała mi się również, tylko nie wiem czy to był świadomy zabieg, analiza tego, w jaki sposób – na przestrzeni dziejów – postrzegana była kobieta, jej pozycja i znaczenie. Wszystko usytuowane jest pod względem chronologicznym. Mamy więc tutaj raczej aranżowane małżeństwa, które wraz z upływem wieków, stawały się coraz bardziej świadome, tworzone z miłości czy też pożądania. Autorka ukazała też, choć krótko, w jaki sposób funkcjonowały związki damsko-męskie w naszej części świata. I za to przyznaję ogromnego plusa.
Fajnym zabiegiem Autorki jest brak szerszej analizy „strukturalnej” opisywanych dzieł sztuki. Mamy tutaj raczej nakreślenie pewnych aspektów tajemnic. Interpretacja ustępuje, i to zdecydowanie, miejsca szerszemu opisowi postaci, które stały się bohaterami omawianych przez Lazar portretów. Nie powinno więc was zdziwić, jeśli znajdziemy tutaj nieco pikantnych szczegółów, czasem przechodzących w makabrę, jak to miało miejsce w przypadku dziejów Joanny Szalonej (królowa Hiszpanii) i jej męża-dandysa, Filipa Pięknego (książę Burgundii).
Joanna Szalona
Kim była ta para? Joanna była córką Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego. W wieku 17 lat została wydana za mąż za księcia Filipa Pięknego, syna Marii Burbońskiej i cesarza Maksymiliana I. Ten politycznie umotywowany związek, nastawiony przeciwko Francji, szybko przerodził się w namiętną miłość, ale … nieszczęśliwą.
Jej mąż, birbant nad birbantów, kochał hulać i igrać w łożu z innymi kobietami. Ponadto jego polityka była zorientowana profrancusko, co stało w sprzeczności z polityką Habsburgów i hiszpańskiego imperium. Hulanki męża wywoływały w Joannie napady furii – najpierw wobec męża, następnie wobec jego kochanek, tych prawdziwych, jak i rzekomych, a w końcu – nawet wobec Bogu ducha winnych poddanych.
„Tylko jego obecność działa na nią kojąco, przy nim rozwiewają się wszelkie złe myśli, opuszczają ją stany depresyjne, odżywa i znów promienieje. Uzależniona od niego emocjonalnie i zmysłowo traci autonomię oraz kobiecą godność, a zyskuje reputację szalonej”. (s. 50). Mimo trosk, Joanna mocno kochała męża, co nie zmieniła nawet jego przedwczesna śmierć.
Jej afirmacji ukochanego jednak nie stało się zadość. Zrozpaczona kobieta zaczęła jeździć z ciałem ukochanego, które, rzekomo – miała nawet pieścić. W tej sytuacji Joanna została ubezwłasnowolniona – mimo, że była królową Hiszpanii, w jej imieniu władzę sprawował – najpierw Ferdynand Aragoński, a po jego śmierci jej syn Karol. W więzieniu spędziła kilkadziesiąt lat.
Jej smutek, czy jak chcieli współcześni, szaleństwo, sprawiło, że w więzieniu „[Joanna] nie dbała o swoje suknie i stroje, z rzadka pozwalała przeprowadzać na sobie zabiegi higieniczne, nawet te najbardziej podstawowe. W czasie uwięzienia w Tordesillas zjawisko to osiąga już absolutne apogeum. Joanna nie myje się, nie czesze, ubiera wystrzępione, potargane i znoszone szaty […]. Śpi na podłodze. Gardzi wszelkimi zabiegami pielęgnacyjnymi i jakimkolwiek najmniejszym nawet przejawem dbania o siebie.” (s. 62)
Aż dziw bierze, że taka historia wydarzyła się naprawdę.
Światło Włoch
Mnie jednak bardzo spodobała się historia Federica da Montefeltro (książę Urbino) i Battisty Sforzy. Do tej pory nie bardzo interesowały mnie ich losy. Coś niecoś wiedziałem na ich temat, lecz wiedza ta była raczej niewielka. Dzięki „Portretom…” miałem okazję bliżej się z nimi zapoznać. Co z tego wynikło? Anuż okazało się, że to dzieje miłości spełnionej, może nie płomiennej, ale czystej, uzupełniającej się, szanującej się nawzajem. A wydawałoby się, że w świecie polityki, i to w renesansowych Włoszech, rozdzieranych mordami, wojnami i nieustannymi spiskami, coś takiego może zakrawać na cud. Na szczęście – cuda się zdarzają.
„Włochy w XV stuleciu to zbiór sprzeczności i rozbieżnych interesów, dziesiątków państw i państewek, czasem wielkości miasta z przyległościami, historia zapiekłej wrogości między rządzonymi nimi dynastiami. W ustawicznej rywalizacji prowadzonej w drodze starć zbrojnych, pertraktacji dyplomatycznych, a najczęściej stosowania trucizny i sztyletu, mozolnie zaczyna się wyłaniać zespół kilkunastu państewek, których wroga egzystencja stanowi element codzienności […]” (s. 28).
Federico to postać niezwykle ciekawa. Z jednej strony bękart, awanturnik i kondotier. Z drugiej – humanista, mecenas, intelektualista, świetny polityk i organizator, któremu w poczet zasług przyznano zaszczytny tytuł „Światła Włoch”. Czy słusznie – to już musicie przekonać się sami. A warto, naprawdę warto.
Opinia o książce Portrety par niezwykłych
Pozycję tę uważam raczej za wprowadzenie do szerszego zapoznania się z historią, nie tylko postaci, ale i dzieł sztuki. Autorka w ten sprytny, choć nieco krótki sposób, stara się nas zachęcić do podróży po muzeach, po sięgnięcie do książek, które mogą ukazać nam barwne dzieje sztuki, jej inspiracji czy tajemnic.
Książkę czyta się na raz. Nie trzeba się jakoś męczyć, bo nie ma tutaj przypisów, czy rozwlekłych opisów, które mogłyby czytelnika zmęczyć. Autorka zaprosiła nas na spotkanie okraszone nie tylko pikantnymi szczegółami, ale i fascynacją sztuką. I jeśli odważycie się przyjąć to zaproszenie, czas zleci wam jak z płatka.
Wydawnictwo Lira
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas