Ludmiła Ulicka, Drabina Jakowa
Sto lat burzliwych dziejów Rosji – najpierw Cesarstwa, potem Związku Sowieckiego i w końcu Federacji Rosyjskiej – to nie tylko wojny, śmierć i zmiany geopolityczne. To przede wszystkim dekoracja, w której dzieją się losy rodziny Osieckich. I jak każda rodzina w burzliwym wieku XX mają oni swoje rodzinne tajemnice. Ile mogą wyjaśnić listy Marusi i Jakowa – małżeństwa, które właściwie stało się korespondencyjne – a ile mogą powiedzieć odtajnione akta KGB? Na to właśnie spróbuje odpowiedzieć Ludmiła Ulicka w książce Drabina Jakowa.
Saga rodzinna czy uprzywilejowany kwartet?
Recenzowana pozycja jest zakwalifikowana przez wydawcę jako rodzinna saga. Jednak nie sposób nie zauważyć, że odmiennie od klasycznych pozycji tego gatunku autorka najmocniej skupia się na założycielach rodu czyli Marusi i Jakowie oraz na współczesnym nam postaciom to jest Norze i Jurikowi. Reszta postaci staje się tłem, któremu nie poświęca się zbyt wiele uwagi. Również wielka historia nie zdominowała tutaj narracji. Wszystko, co dzieje się w rodzinie wydaje się ważniejsze niż to, co dzieje się za oknem. I to niezależnie od tego ile ludzkiej krwi popłynie w kolejnych czystkach i wojnach.
Marusię i Jakowa poznajemy z listów, które wymieniali na przestrzeni lat. Bo właśnie w to zamieniła ich małżeństwo wielka historia – w niekończące się rozstanie przysypywane wymienianą korespondencją. Z kolei Nora to przede wszystkim jej skomplikowany i momentami absurdalnie przewidywalny romans oraz jej syn. Jurik zapowiadał się jako frapujący element tego całego kolażu wydarzeń i osób, który otacza Norę. Jednak jego losy potoczyły się równie banalnie, jak romans jego matki.
Duch Tołstojowski
Choć może się wydawać, że Ulicka pomija bardzo wiele wątków, ledwo zarysowuje niektóre postacie i pozostawia czytelnika z niedosytem to jednak nie sposób nie zachwycić się misternym rozmachem sagi Osieckich. Ilość odniesień do rosyjskiej literatury, sztuki, teatru tworzy barwną mozaikę, której nie krępuje linearna forma. Czasy przyszłe i przeszłe przenikają się dodając bardzo wiele refleksji nad kondycją i historią inteligencji oraz żydowskiej tożsamości w Rosji.
Jeśli weźmiemy do tego wszystkiego fakt, że autorka dzieli się historią własnej rodziny, a Nora Osiecka to jej alter ego zyskujemy somnabuliczne, niemal odrealnione dzieło, które w piękny sposób wpisuje się w klasykę tworzoną przez takie sławy jak Lew Tołstoj czy Antoni Czechow. I tak samo jak proza tych wielkich potrafi czytelnika sprowadzić do parteru, umęczyć i znużyć do cna, ale nie pozwolić się oderwać od lektury aż nie poznamy historii do końca.
Drabina Jakowa – czy warto?
Czy warto zrobić sobie krzywdę i dać się sponiewierać przez lekturę siedmiuset stronnicowej sagi rodzinnej nie będącej sagą, opowieścią o roli historii w rodzinie traktującą historię jak tło? Zdecydowanie tak. Choć Ludmiła Ulicka zawiesza czytelnikowi poprzeczkę bardzo wysoko, warto zanurzyć się w świat Osieckich i razem z Norą przyjrzeć się Rosji.
Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackim. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.