Arkadiusz Siwko, Nadchodzi imperialna Rosja
Zaskakująca, fascynująca, a jednocześnie budzi grozę. Nadchodzi imperialna Rosja to pozycja obowiązkowa dla tych, którym wydaje się, że znają się na polityce. Albo dla tych, którzy aktywnie śledzą polskie media, i sądzą, że posiadają szeroką wiedzę. Mnie też tak się wydawało…
Publikacja Arkadiusza Siwko jest porywającą, aczkolwiek niezwykle groźną diagnozą naszej sytuacji geopolitycznej, a także uzasadnieniem tego, w jakim kierunku zmierza putinowska Rosja. A zmierza ku otwartemu konfliktowi z Zachodem.
Dokąd zmierza Rosja?
Jeśli ktoś ma jeszcze krztynę nadziei, straci ją. Autor w niezwykle sprawny i rzeczowy sposób rozprawia się z mitem „Polski jako współczesnej potęgi militarnej” Europy. To tylko propaganda, nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością. Sama matematyka czy statystyka nie oddaje przecież nastrojów w armii, czy umiejętności operowania sprzętem. A z tym bywa różnie, o czym właśnie przekonaliśmy się kilka dni temu.
Autor przytacza fragmenty rosyjskich dokumentów oraz wypowiedzi co ważniejszych postaci rosyjskiej sceny politycznej. Znajdziemy tutaj również to, co oficjalnie głosi rosyjska propaganda. Słowem – będzie strasznie. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Rosji należy się bać, to diagnoza może być tylko jedna – tak, zawsze.
Jeśli macie jako takie pojęcie o dziejach Rosji, to z pewnością wiecie, że podstawową ich ideologią jest pozycja siły. Bezwzględnej, przemyślanej i zawsze okupionej własną i cudzą krwią. Zresztą – w Rosji krew jest tylko jednym z surowców, którymi operuje się w polityce wewnętrznej i zagranicznej.
Taka postawa wynika z mitu założycielskiego Rosji-Moskwy, jako trzeciego Rzymu. A przecież chyba każdy wie, że Rzym był zawsze agresywny wobec sąsiadów. i nawet upadając, toczył zacięte walki wewnątrz, jak i na zewnątrz. Podobnym tworem politycznym jest Rosja – kraj na wpół-barbarzyński, o silnych tradycjach konserwatywnych, wspierana jest przez Cerkiew prawosławną, która desygnuje władcę na Kremlu, jako obrońcę wiary, chrześcijańskich wartości i cywilizacji w ogóle. Putin jawi się w religii i wewnętrznej retoryce niczym „świecki Mesjasz”. Zresztą sam Władimir Putin często nawiązuje do postaci Piotra I Wielkiego, który stał się twórcą imperium rosyjskiego.
Polski grajdołek
Jeszcze bardziej dramatyczna jest diagnoza polskiego systemu politycznego i naszej organizacji wewnętrznej. Sejm, a za nim i społeczeństwo, jest ogromnie podzielone, nastawione do siebie skrajnie antagonistycznie. Pokłosiem tego są choćby zabójstwa Piotra Adamowicza oraz napady na poszczególnych posłów czy byłych ministrów, czy tezach głoszonych przez ludzi pokroju Grzegorza Browna.
Po drugie – każdy kolejny rząd wymienia nam dowódców. A to ogromny błąd. Przecież wyszkolenie wysokiej rangi dowódców, którzy uczą się najnowocześniejszych technik wojennych przy NATO, jest ogromnym wysiłkiem, dla państwa i dla społeczeństwa (choć najczęściej wcale nie mamy tego świadomości). Nie powinniśmy marnotrawić ich wiedzy i naszych pieniędzy, na pozbywanie się ich z armii, by w ich miejsce wrzucić „swojego”, który tej wiedzy musi się dopiero nauczyć.
Po trzecie – zakupy. Nie rozumiem dlaczego nasi rządzący inwestują w ciężki sprzęt wojskowy, skoro wojna na Ukrainie (oraz konflikty w Palestynie czy Jemenie) dobitnie pokazują, że to czas dronów, miniaturyzacji sprzętu i technologii informatycznych?
Stworzenie, przechowywanie i użycie pocisków, samolotów czy czołgów, jest ogromnie kosztowne (dochodzą dziesiątek mln dolarów). A może je zniszczyć dron za 20 000 dolarów. Co więcej, mamy dziurawą przestrzeń powietrzną, bo nikt nie wpadł na pomysł, że przecież niebo trzeba chronić. A to przecież lekcja dana nam już w 1939 roku!
Po czwarte – sojusznicy. O ile nasza współpraca w ramach NATO, jeszcze niedawno zdawała się być udaną, o tyle, w momencie objęcia prezydentury w Stanach Zjednoczonych przez Donalda Trumpa, stanowi wielką niewiadomą.
Ten skrajnie populistyczny polityk, wyraźnie zafascynowany postacią Putina, którego coraz wyraźniej broni, zaczyna przebąkiwać o poluzowaniu integracji w ramach Sojuszu. Pozwala on bezprzykładnie niszczyć Ukrainę, co rusz wyzywając jej prezydenta od takich i owakich. Co rusz obiecuje wprowadzić, mityczne już niemal, sankcje (czego i tak nie robi). W rzeczywistości nie czyni nic, by zachować amerykańską strefę wpływów. Wręcz przeciwnie – coraz wyraźniej dąży do ustanowienia trzybiegunowego świata – dla USA, Rosji i Chin.
Jeśli macie jakieś złudzenia, że Stany Zjednoczone Trumpa nam pomogą, to najpewniej jesteście w błędzie. USA ponownie, jak to już wielokrotnie miało miejsce, zamykają się do wewnątrz. Świadczy o tym walka z imigrantami, paraliż władzy w poszczególnych stanach, czy próby zastraszenia Kanady czy Grenlandii, które mają stać się integralną częścią amerykańskiego „imperium”, rządzącego obiema Amerykami i sporą częścią Pacyfiku. Reszta stanowić ma część dla Rosji i Chin. O skuteczności tego polityka świadczy też fakt, ze nie jest w stanie wpłynąć na mały Izrael, aby ten zaprzestał eksterminacji bezbronnych Palestyńczyków. Panie Trump, gdzie słowa, a gdzie czyny?
Po piąte – przygotowania naszych sojuszników też są w powijakach. Niemcy borykają się z problemami technicznymi sprzętu wojskowego. Francja, Belgia czy choćby Wielka Brytania co rusz są sparaliżowane politycznie. Nawet jeśli zbrojenia przyspieszają, i tak Zachód jeszcze długo nie będzie w stanie dać sobie rady z Rosją, wspieraną przez Iran, Chiny, Koreę Północną czy państwa afrykańskie, które nie rozumieją naszej zachodniej retoryki…
Po szóste – nasze społeczeństwo nie jest przygotowane do przejścia w tryb wojenny. Brak u nas świadomości, jak coś takiego jak wojna „ugryźć”. Obeznanie z bronią jest nikłe, nie mówiąc już o przeszkoleniu medycznym (któż z nas potrafi skutecznie udzielić pierwszej pomocy?)
Społeczeństwo jest ogromnie podzielone. Więcej – większość Polaków nie jest i nie będzie skora do podporządkowywania się służbom czy wojsku. Jesteśmy podzieleni wewnętrznie tak, jak miało to miejsce w XVIII wieku, wieku upadki Polski. Wielu gagatków śmieje się z Ukraińców, ale oni się przygotowali. W nich nadal tli się opór, a co będzie się tliło w nas, poza strachem, zaskoczeniem czy bezradnością, gdy mit „wielkiej Polski, wstającej z kolan” okaże się tylko snem o potędze?
Nasza infrastruktura nie jest przygotowana do bombardowań czy sabotażu. Nie mamy schronów, czy większych zapasów, które pozwoliłyby nam przetrwać nie tylko pierwsze uderzenie, ale i dłuższą perspektywę wojenną. Co gorsza, nie jesteśmy nawet w stanie na bieżąco korygować ataków dezinformacji rosyjskich czy białoruskich bottów, trolli i ataków hakerskich.
Nadchodzi imperialna Rosja – podsumowanie
Publikacja autorstwa Arkadiusza Siwko jest książką, która powala ogromem zdobytych informacji. Jej tekst jest świetnie przemyślany, rzeczowy, a do tego przystosowany do każdej grupy czytelniczej, tak, że nikt nie może mieć cienia wątpliwości wobec sugerowanych tutaj ocen i wniosków. Ponadto Autor proponuje potencjalne rozwiązania pewnych niecierpiących zwłoki kwestii – odnośnie uzbrojenia czy dowodzenia. Tylko, czy w niezwykle podzielonym kraju, będzie chęć przezwyciężenia podziałów, aby ocalić kraj?
Wydawnictwo Zona Zero
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zona Zero. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.