Reportaż z Krety

Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety |Recenzja

Thomas Orchowski, Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety

Dla mnie Kreta zawsze kojarzyła się albo z Minojczykami, albo ze starożytnymi piratami, którzy dawali się we znaki śródziemnomorskim potęgom, nawet Rzymianom. Jej średniowieczne losy owiane są dla mnie mrokiem niewiedzy. Czasy nowożytne to czas powstań, zawieruch, które kończyły się niepotrzebnymi cierpieniami. Niemniej moja wiedza o tej śródziemnomorskiej wyspie i tak jest enigmatyczna. Dlatego z ogromną rozkoszą sięgnąłem po Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety, który zdawał się nieść powiew wiedzy.

Choć w trakcie lektury okazało się, że informacji jest sporo, ale nie koniecznie takiej, która mnie, jako historyka, by zaspokajała. To raczej opis obecnych przemian w społeczeństwie Krety, które z jednej strony jest nader patriarchalne, i zapatrzone w przeszłość, a z drugiej – wbrew sobie – musi niemal siłą stać się nowoczesne. Ta walka starego z nowym jest osnową tej książki. Ale do rzeczy.

Problemy Kreteńczyków

Kreta, największa z greckich wysp, od dłuższego czasu boryka się z różnego rodzaju problemami. Z jednej strony – zmiany klimatyczne, które nie tylko utrudniają życie wszystkim mieszkańcom, ale i turystom. Do tego przedłużające się susze przyczyniają się do wybuchania serii pożarów, które pustoszą kolejne regiony wyspy. Susza, pożary i gorąco zmuszają tutejszych rolników, hodowców i pasterzy do zmiany trybu upraw, hodowli i życia. A czasem nawet do opuszczenia wyspy.

Kolejnym narastającym kłopotem są właśnie turyści, którzy, choć przynoszą Grecji ogromne środki finansowe, to przyczyniają się do zmian – organizacyjnych, społecznych, kulturowych. Autor przytacza w książce między innymi taką opinie: „Skąd brać wodę, jeśli przyjezdni zużywają w kurortach hektolitry pod prysznicami i w basenach? Środowisko to największy przegrany masowej turystyki. Zadeptane plaże i roślinność, zakłócone ekosystemy, plastikowy syf (…)” (s. 41-42). Czy aby ten opis nie stał się memento również dla innych turystycznych rajów świata?

Ostatnimi laty nasila się również presja migracyjna – na Krecie pojawiają się migranci z Afryki Północnej, czy z Bliskiego i Środkowego Wschodu (Afgańczycy, Irakijczycy, Syryjczycy, itd.). Brak jest środków, aby ich przyjąć, utrzymać, nie mówiąc już o podjęciu prób asymilacji. Są oni niczym najeźdźcy, niezdolni do podjęcia pracy, zaangażowania się w lokalne struktury czy życie. A do tego inne państwa UE starają się zatrzymać ich za wszelką cenę z dala od centrum Europy…

Ale to nie jedyny kłopot. Na wyspie pojawiają się również handlarze narkotyków, zarówno lokalni, jak i obcy. Kreta leży na przecięciu wielu szlaków handlowych, więc stanowi dobrą bazę dla przeładunku, ale i uprawy marihuany. W ten sposób niektórzy Kreteńczycy starają się podreperować własny budżet. I choć policja odrobiła lekcje, i mocno ograniczyła ten proceder, to w książce Orchowskiego pojawia się również opinia, że na Krecie, w miejsce konopi, zaczyna kwitnąć przemyt syntetycznych używek…

Z dawnego świata zostało…

Świat miejscowej kultury zawężony jest to nader patriarchalnego zapatrywania. Centrum wszystkiego zdaje się być mężczyzna, ze swymi zaletami (choć tych jest niewiele) i wadami, stanowiącymi zdecydowaną większość.

To nie tak, że Kreteńczycy są jakoś specjalnie zdegenerowanymi facetami, jednak w wielu kwestiach żyją przeszłością. Głównym elementem ich kultury jest maczyzm, czyli bycie silnym przedsiębiorczym, seksualnym zdobywcą, władnym do wszystkiego, do podporządkowywania sobie wszystkiego – od kobiety, przez rodzinę, po świat okoliczny. Ale oddajmy głos Autorowi:

„W górskich wioskach rządzi mężczyzna, który utrzymuje całą rodzinę. Nie może sobie pozwolić na chwile słabości, nie może być widziany, jak pomaga żonie w obowiązkach domowych…” (s. 54).
„A grecka norma stanowi: mężczyzna troszczy się o rodzinę. Facet żywiciel, facet niezbędny. Jest przy tym wszystkim emocjonalnie zdystansowany. Nie ma czasu się bawić z dziećmi i być dobrym ojcem. Zajmują go praca i pokazywanie wszem wobec, że jest mężczyzną, co się zowie” (s. 58).

Ubogi to świat, gdzie mężczyzna żyje tylko namiastką swych przymiotów, nie wiedząc, czym jest miłość, czym jest oddanie żonie, rodzinie… Albo czym jest aktywny udział w kształtowaniu własnych dzieci. Nie wspomnę, że nie chodzi tutaj o oddanie rozumiane jako umiłowanie rodzinnego honoru, na krwawej zemście kończąc.

Szkoda jest mi również tych wszystkich kobiet, które nie mają – zazwyczaj żadnych szans – aby wyrwać się z narzuconego im kieratu, kultu przemocy i podporządkowania. Autor w kilku miejscach pisze o trudach bycia obywatelką Krety. I tak sobie myślę, że lepiej doczytajcie sami. Nie chciałbym nic przekręcić.

„Władza wiejskiej kobiety sprowadza się do tego, co ona ugotuje na obiad {…} Ale kobieta już nie podejmie decyzji w sprawie rodzinnych finansów czy edukacji dzieci, nie będzie też miała ostatniego słowa, jeśli chodzi o małżeństwo syn,  tym bardziej córki. Na prowincji dalej zdarzają się śluby piętnastolatek” (s. 58)

Małe niedociągnięcie?

W książce znalazłem pewno sformułowanie, które się wyklucza. Jest nielogiczne, lub po prostu pojawił się błąd logiczny. Autor pisze najpierw: Przed podróżą na Kretę chcę się dowiedzieć czegoś więcej na temat trzęsień ziemi, o których co rusz czytam w wyspiarskich mediach, przygotowując się do kolejnej wyprawy, by później zasugerować, że mimo lektury, nie wie czym jest subdukcja i konwekcja… W 95% tekstów posiada taką informację i wytłumaczenie czym ów terminy są. Chyba, że to był żart.

Pasterzy jest coraz mniej. Reportaż z Krety – podsumowanie

Książka zajmuje 207 stron. W środku znajdziecie kilkanaście czarno-białych zdjęć, głównie postaci, niż miejsc czy krajobrazów.

Publikację czytało się ją ciekawie, choć odniosłem wrażenie, że to bardziej obraz przemijania, z którego nie powstaje nic dobrego. I trochę szkoda, że kilkadziesiąt stuleci barwnej, miejscowej kultury, przemija na naszych oczach. Tylko nie jestem w stanie zdecydować, czy to dobrze, czy źle.

Z drugiej strony, fajnie byłoby, gdyby lokalni mężczyźni odrobili lekcję empatii, i dostrzegli to dobro, które ich otacza. Być może wówczas mogliby nie tylko ocalić dawną spuściznę, ale pójść do przodu, by tworzyć coś nowego, wspaniałego? Ale wiecie – każdy posiada wolny wybór. Nawet jeśli czasem bywa zły.

Publikację wam polecam. Świat sportretowany przez Thomasa Orchowskiego jest niezwykle ciekawy, barwny, nawet jeśli momentami zionie zniechęceniem i razi brutalnością. Kto wie, czy właśnie nie jesteśmy świadkami tworzenia się czegoś nowego, co wkrótce wybuchnie… Tylko jaka będzie tego cena i jakość? Zastanówcie się sami.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.