Na szlakach pustynnego losu

Na szlakach pustynnego losu |Recenzja

Bartosz Janczak, Na szlakach pustynnego losu. Armia Polska na Wschodzie w latach 1942-1944

Książka Bartosza Janczaka Na szlakach pustynnego losu opowiada nam o tym, jak wyglądały losy Armii Polskiej na Wschodzie. Zapewne zdecydowana większość czytelników ma świadomość, iż był to czas niemal heroicznej walki o przetrwanie. Dzięki kontrowersyjnej decyzji generała Sikorskiego (układ Sikorski-Majski), z radzieckich więzień i łagrów udało się uratować dziesiątki tysięcy Polaków obu płci, choć niestety, nie wszystkich.

Ci, którym udało się dotrzeć na południe Związku Radzieckiego też nie było łatwo. Rosjanie, wbrew umowom, dokładali wszelkich starań, aby powstające Wojsko Polskie nie miało łatwo. Nie dość, że nie dostarczano im obiecanego wyposażenia, to jeszcze zaczęto ograniczać dostawy żywności, co groziło zagładą nie tylko armii, ale i całej ludności towarzyszącej wojsku.

Źródła i zdjęcia

W publikacji znajdziemy mnóstwo ciekawych fragmentów źródeł z epoki. Wprawdzie nie wszystkie były dla mnie zrozumiałe (zarówno pod względem wyboru, jak i jakości informacji), ale są na tyle sugestywne, że warto się nad nimi pochylić. Zresztą język, którym operowali świadkowie tych wydarzeń, pełny jest terminów wojskowych (dla mnie nie zawsze zrozumiałych), jak i specyficznego sposobu prowadzenia toku wypowiedzi (czasem miałem wrażenie, że dzieliła nas nazbyt wielka odległość czasowa). Szacuję, że ¼ objętości książki to same fragmenty źródeł. Szczerze, wolałbym raczej interpretację opisywanych wydarzeń. Ale są gusta i guściki.

W książce jest trochę zdjęć, niektóre są naprawdę piękne, ale czuję pewien niedosyt. Zabrakło mi czegoś, co pokazywałoby los żołnierzy – ich głód, zmęczenie, rany. To, co znajdziemy w publikacji ukazuje raczej apele, przeglądy… Trochę mija się to z celem i tytułem książki. Bo jeśli piszemy o dramatach tysięcy ludzi, to warto byłoby pokazać część tego, czego doświadczyli. Jeśli brak takich dowodów, czytelnik odczuwa pewien dysonans poznawczy. Nie mówiąc już o młodym czytelniku, który uzna to za wymysł, nie potwierdzony faktami (tak przynajmniej powiedział mi syn, gdy przeglądał książkę).

Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich

Formacja ta została utworzona na terenach francuskiej Syrii w kwietniu 1940 roku z rozkazu generała Sikorskiego. Dowódcą mianowano pułkownika dyplomowanego, Władysława Kopańskiego. W planach jednostka miała zostać wykorzystana podczas alianckich działań na Bałkanach.

Jednak w sytuacji, gdy Francja padła łupem Hitlera, zdecydowano o ewakuacji Brygady na terytorium brytyjskiej Palestyny. Tutaj miała miejsce reorganizacji formacji, a także jej dozbrojenie. W tym czasie naziści podporządkowali sobie Grecję, więc ponownie zmieniono cel operacyjny – Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich została wysłana na front afrykański. W sierpniu oddziały te przerzucono do oblężonego Tobruku. Polacy walczyli tutaj wspólnie z Australijczykami aż do grudnia tego roku, gdy Brytyjczykom udało się przełamać atak Afrika Korps.

Kolejne miesiące to walka w uciążliwych warunkach w Afryce. 17 marca 1942 roku jednostka została wycofana z frontu. Doszło wówczas do jej podziału. Z Brygady utworzono 3. Dywizję Strzelców Karpackich, która następnie została przerzucona do Włoch, gdzie wespół z 2. Korpusem Polskim walczyli z Niemcami.

Armia Andersa w ZSRR

Po podpisaniu układu Sikorski-Majski w 1941 roku na terenie Związku Sowieckiego zaczęto tworzyć polską armię. Składała się ona z Polaków uwolnionych z łagrów i więzień. Dowództwo tej jednostki objął generał Władysław Anders.

Jednak warunki, zarówno terenowe, jak i organizacyjne, sprawiły, że egzystencja Polaków była zagrożona. Wobec tego generał Sikorski podjął się osobistej interwencji u włodarzy Moskwy (grudzień 1941 rok). Nie przyniosło to oczekiwanych skutków, bowiem Stalin już miał konkretne plany wykorzystania polskiej formacji. Gdy w lutym 1942 roku Stalin wydał rozkaz wymarszu, generał Anders odmówił. Związek Sowiecki uznał to za zerwanie umowy. Pod naciskiem Churchilla, ale bez udziału polskich polityków, ustalono wówczas, że blisko 25 tysięcy naszych żołnierzy zostanie przeniesione na terytorium Iranu. Tam też miała zostać doposażona.

W początkach 1942 roku Armia polska liczyła już jednak około 75 tysięcy osób. Wokół obozu koczowały również dziesiątki tysięcy polskich obywateli, którym udało się opuścić łagry i więzienia. Liczyli oni, że wraz z polskim wojskiem uda się im opuścić terytorium ZSRR.

Jednak mimo sojuszu, współpraca polsko-radziecka nie układała się najlepiej, była bowiem sabotowana przez Rosjan. Tworzenie nowej armii było utrudnione – wbrew układom, Rosjanie nie dostarczali ani odpowiedniego uzbrojenia, ani żywności, wobec czego żołnierzom i towarzyszącym im cywilom zaczęła grozić śmierć głodowa (marzec 1942 roku). Interwencje polskiego dowództwa sprawiły, że Stalin wydał zgodę na wyprowadzenie na Bliski Wschód 30 000 żołnierzy i 12 000 ludności cywilnej. Dzięki osobistej interwencji Winstona Churchilla, udało się wymusić na radzieckim dyktatorze zwiększenie tej liczby.

Wobec tych trudności, zdecydowano się na ewakuację Polaków na terytorium Bliskiego Wschodu. Do Iranu, w dwóch turach, przetransportowano blisko 117 tysięcy Polaków. Na terenie Związku Sowieckiego pozostała ambasada polska, ale władze radzieckie zaprzestały naboru do wojska polskiego.

Z wojsk Andersa i oddziałów Wojska Polskiego na Środkowym Wschodzie utworzono Armię polską na Wschodzie. Tam utworzono 2. Korpus Polski, liczący ok. 50 tysięcy żołnierzy, który w najbliższym czasie miał brać udział w walkach we Włoszech. Doszło do tego na początku 1944 roku. Już w maju polska formacja brała udział w bitwie pod Monte Cassino, gdzie Korpus stał się częścią 8 Armii brytyjskiej. Polakom powierzono zdobycie wzgórza od strony rzeki Rapido. Obsadzone one były przez niemiecką dywizję spadochronową oraz jednostki wysokogórskie. Zacięte walki trwały od 11 do 29 maja 1944 roku.

Ostatecznie polska formacja przełamała tak zwaną linię Gustawa, na której wojska państw Osi stawiały opór wojskom alianckim. Jednak zwycięstwo zostało okupione znacznymi stratami w ludziach. W czasie walk zniszczono również klasztor znajdujący się na szczycie wzgórza. Wkrótce u jego stóp powstał polski cmentarz wojskowy. Wiktoria spod Monte Cassino częściowo zdyskredytowała również radzieckie argumenty o unikaniu przez Polaków udziału w walkach z nazistami.

W publikacji znajdziemy nieco źródeł, które opisują dramatyczne losy polskich żołnierzy. Jednak nie wszystkie są szczęśliwie wybrane. Zabrakło mi bardziej rzeczowych opisów losów szeregowych żołnierzy. To, co opisywali poszczególni dowódcy formacji, jest uproszczone, formalne, dostosowane do czytelnika wywodzącego się z armii. A przecież dowódcy żyli w nieco lepszych warunkach niż zwykły żołnierz.

Zabrakło mi również opisu losów cywilów, którzy towarzyszyli armii Andersa. A przecież to dziwne, bowiem nie tylko sami żołnierze bardzo starali się im pomóc, ale i cała ta rzesza ludności szła śladem wojska. Razem z nim przeżywała trudy wędrówki, najpierw przez Sowiety, a później Bliski Wschód. Za to mały minus.

Na szlakach pustynnego losu – podsumowanie

Książka dzieli się na sześć większych rozdziałów, a całość daje 319 stron tekstu. Lektura nie zawsze jest prosta, i – moim skromnym zdaniem – ma pewne braki, o których pisałem powyżej. Niemniej jestem zdania, że stanowi wprowadzenie do innych tego typu pozycji.


Wydawnictwo IPN
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa IPN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.