Stachna córka Bartosza

Stachna córka Bartosza |Recenzja

Donata Maria Dominik-Stawicka, Stachna córka Bartosza

Niektóre książki przyciągają już samym tytułem. Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z lekturą Stachna córka Bartosza. Najpierw moją uwagę zwróciła okładka, potem dopiero tytuł. Sięgnąłem po fabułę z nadzieją, że dorówna pierwszemu wrażeniu. I okazało się, że obietnica została w pełni dotrzymana. Autorka prowadzi narrację zakorzenioną w lokalnych wątkach, czerpiąc z historii i tradycji rodzinnych stron. Dzięki temu opowieść nabiera autentyczności i wyjątkowego uroku. Na uwagę zasługuje także fakt, że książka przełamuje stereotypy. Średniowieczne kobiety nie są tu ukazane jako bezwolne, lecz jako postaci z charakterem, różnorodne i niejednoznaczne. Historia zyskuje nowego wymiaru, a utrwalone schematy tracą swoją moc. To lektura, która wciąga i jednocześnie skłania do refleksji. Podważa utarte dogmaty i pokazuje, że przeszłość była znacznie bardziej złożona, niż często chcemy ją widzieć.

Media aetas inne niż nam się zdają

Średniowiecze pozostaje epoką pełną sprzeczności i tajemnic. A jednak wciąż potrafi nas zachwycać romańskimi i gotyckimi katedrami, chorałem gregoriańskim, łacińskimi zwrotami czy ręcznie iluminowanymi manuskryptami. To właśnie w tamtym czasie ukształtował się fundament naszej kultury i państwowości.

Jako Polacy w dużej mierze zawdzięczamy tamtej zachodniej cywilizacji to, kim jesteśmy. Czasem warto postawić pytanie, jak wyglądałyby nasze dzieje, gdyby Mieszko przyjął chrzest nie od Czechów, lecz od Niemców. To oczywiście tylko wariacja na temat historii alternatywnej, którą można rozważać w ograniczonym zakresie, ale trudno odmówić jej atrakcyjności. Bywa przecież tak, że to, co wydaje się oczywiste, ginie w gąszczu pytań zupełnie zasadnych i wciąż aktualnych.

Gdyby zapytać przypadkowych przechodniów o skojarzenia ze średniowieczem, zapewne padłyby odpowiedzi takie jak feudalizm czy brak praw dla kobiet i dzieci. Trudno temu zaprzeczyć, bo w tamtych czasach najwięcej do powiedzenia miał ojciec albo mąż. Nie oznacza to jednak, że wszystkie kobiety pozostawały w cieniu. Historia zna przecież postaci o silnym charakterze.

Wystarczy wspomnieć cesarzową Teofano, Rychezę, żonę Mieszka II, a także królową Jadwigę i Elżbietę Bośniaczkę. Niekiedy  los zabierał męża wcześniej, a część władzy przechodziła w ręce wdowy. Wyroki opatrzności okazywały się nieprzewidywalne, a kobiety musiały przejąć odpowiedzialność. Mężczyźni, wspierani najczęściej przez duchowieństwo, niechętnie dzielili się przywilejami.

Chętnie natomiast powoływali się na słowa Chrystusa czy cytaty z Biblii, uzasadniając nimi własną dominację. Na tym tle bohaterka recenzowanej książki prezentuje się szczególnie interesująco. To kobieta, która potrafi bronić swojego zdania i nie ustępuje w obliczu przeciwności. Łączy w sobie siłę charakteru, odwagę i biegłość w posługiwaniu się bronią – cechy, które w średniowieczu częściej przypisywano mężczyznom niż kobietom.

Najważniejszy jest cel

Spotkanie z tą książką od początku miało nieco wyjątkowy charakter. Sięgając najpierw po drugi tom serii, miałem świadomość, że zaczynam lekturę niejako w połowie drogi. Czytelnik zaznajomiony z pierwszą częścią zyskałby zapewne pełniejszy obraz, jednak nie stanowiło to dla mnie przeszkody. Z czasem wieczorne spotkania z książką stały się naturalnym rytuałem, a kontynuacja opowieści o rodzie Bartosza z Wezenborga herbu Tur okazała się w pełni satysfakcjonująca.

To w dużej mierze zasługa Autorki, która nie unika zadawania trudnych pytań i chętnie prowokuje do namysłu nad historią, zamiast powielać schematy. Jej przygotowanie naukowe – doktorat z literaturoznawstwa i specjalizacja w historii literatury – zapewniają solidne podstawy, dzięki którym potrafi odtworzyć klimat epoki z niezwykłą wiarygodnością.

Centralne miejsce akcji zajmuje Stachna, córka kasztelana. Po śmierci ojca zdaje sobie sprawę, że czekają ją trudne chwile, lecz ufa własnej sile i determinacji. Wychowana na kobietę niezależną i pewną swego, potrafi zdobyć posłuch i nie zawaha się podnieść głosu, gdy zajdzie potrzeba. Bez tych cech z góry skazana byłaby na porażkę, a na to nie zamierzała pozwolić. Dążyła do ocalenia rodzinnego dziedzictwa i w pewnym stopniu zdołała go osiągnąć. Cena, jaką przyszło jej za to zapłacić. Tylko ona wie, jaką cenę musiała zapłacić, bo w tej historii splatają się zarówno chwile triumfu, jak i bolesne upadki.

Czytanie od tyłu

Lektura Stachny okazała się zarazem przyjemna i wymagająca. Niekiedy brakowało mi kontekstu, ponieważ wiele kwestii zostało omówionych w poprzednim tomie, którego nie znałem. Część informacji nadrabiałem dzięki przypisom. Najtrudniejsze było jednak zetknięcie się z bohaterami, którzy dla odbiorców pierwszej części są postaciami znajomymi, a dla mnie pojawiali się po raz pierwszy. Niektóre momenty sprawiały, że gubiłem się w chronologii wydarzeń czy w plątaninie wspomnień. Oczywiście byłem świadomy, że taki efekt jest nieunikniony. Na szczęście Autorka, wszędzie tam, gdzie było to możliwe, wprowadzała elementy retrospekcji, które ułatwiały orientację.

To literatura, która wymaga od czytelnika więcej uwagi i namysłu, zwłaszcza gdy koncentruje się na historii lokalnej, rzadziej przywoływanej w ogólnym obiegu. A jednak to właśnie takie opowieści warto pielęgnować i przekazywać – zarówno dla zachowania pamięci, jak i z myślą o młodszych pokoleniach. Podjąłem to ryzyko i nie żałuję.

Książka wciągnęła mnie bez reszty. Nie czytałem jej może w swoim zwyczajowym tempie, ale i tak pochłonąłem ją sprawnie, z rosnącym zainteresowaniem. Na kartach tej opowieści znalazłem pełen wachlarz średniowiecznych emocji: konflikty, bitwy, najazdy, romanse, łzy, a także ambicje – raz wybujałe, innym razem przygaszone. To średniowiecze pokazane w całej swojej ostrości, lecz tym razem z perspektywy kobiecej, rzadziej spotykanej, a dzięki temu niezwykle cennej.

Dobre, lepsze, najlepsze

Jak to mam w zwyczaju przy omawianiu książek, chciałbym zwrócić uwagę także na stronę graficzną. Tym razem otrzymujemy okładkę w odcieniach szarości, prostą, ale wyrazistą. Okładka robi wrażenie spójnej z treścią i dobrze oddaje klimat książki, zwłaszcza że wewnątrz kryje się cała paleta bohaterów wymykających się tej jednolitej tonacji.

Spotykamy tutaj postaci uczciwe, lojalne i oddane, ale także bezwzględnych zbrodniarzy, którzy nie cofną się przed niczym. Między nimi zaś przewijają się ludzie o niejednoznacznych charakterach – sprytni, przebiegli, niemający granic w swoich działaniach. Nie jest to jednak lektura całkowicie pozbawiona lekkości. Autorka zadbała, aby od czasu do czasu na twarzy czytelnika pojawił się uśmiech.

Nie mam wprawdzie porównania z pierwszym tomem, ale jeśli utrzymany został podobny styl, można mieć pewność, że niczego w niej nie zabrakło. Układ treści pozwala czytać bez pośpiechu, z pełnym skupieniem, choć moim zdaniem czcionka mogłaby być nieco większa. Udało się również zachować równowagę pomiędzy wątkami dotyczącymi samej Stachny i Odolanowa a tymi, które odnoszą się do losów Polski rozdartej rozbiciem dzielnicowym i próbami zjednoczenia kraju.

Stachna z krwi i kości

Nasuwa mi się jedno spostrzeżenie dotyczące głównej bohaterki. Stachna ma wiele cech, które moglibyśmy przypisać kobietom XX i XXI w.: jest samodzielna, potrafi o siebie zadbać, nie obawia się nowych wyzwań, umie prosić o pomoc, a jednocześnie świadomie korzysta z tego, co w jednych sytuacjach stanowi atut, a w innych bywa ciężarem.

Nie pozwala się usuwać w cień i przede wszystkim nie godzi się na to, aby ktoś decydował o jej losie. Początkowo można odnieść wrażenie, że jest zamknięta w sobie, lecz to szybko się zmienia, gdy otwiera się z pełną szczerością i emocjonalną hojnością. Towarzyszą jej także zwyczajne ludzkie słabości, które stara się przekuć w siłę.

Doskonale rozumie, że droga, którą wybrała, jest kręta i nieprzewidywalna, a przy tym nie daje gwarancji sukcesu. Odnoszę wrażenie, że młoda szlachcianka została obdarzona pewnymi przymiotami swojej twórczyni Donaty Marii Dominik-Stawickiej. Obie wyróżnia determinacja w dążeniu do celu i konsekwencja, która nie pozwala im się poddać. To zapowiedź, że kolejna część cyklu będzie równie interesująca, a ja czekam na nią z niecierpliwością.


Wydawnictwo Avalon
Ocena recenzenta: 5/6
Dominik Majczak


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Avalon. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.