M.C. Bishop, Gladiatorzy. Krew i igrzyska
Książka o gladiatorach jest czymś, co z pewnością wzbudzi naszą ciekawość. Właśnie taka jest książka Gladiatorzy. Krew i igrzyska M.C. Bishopa. Napisana jest ona w formie anegdot, krótkich informacji ukazujących najważniejsze pojęcia i dzieje, które dotyczą tego tematu. Autor przytacza nam najnowsze ustalenia badaczy tematu, ukazuje nam, że to, co znamy z filmów, nie zawsze odpowiada rzeczywistości.
I choć forma wypowiedzi trochę dla mnie za krótkich nieco razi, to i tak dowiedziałem się z niej wielu ciekawych informacji. Jakich? Pierwszy z brzegu przykład. Dotąd sądzono, że Rzymianie ustanowili krwawe igrzyska, inspirując się tradycją etruską. Ale najwyraźniej to nie prawda, tylko historyczne uproszczenie, stworzone na potrzeby rzymskiej tożsamości.
Kolejną ciekawą rzeczą jest sprawa słynnego zdania, które gości w każdej ekranizacji dotyczącej gladiatorów. „Przy okazji tej naumachii stający do walki najpierw zaprezentowali się cesarzowi i pozdrowili go okrzykiem Ave, Vaesar, morituri te salutant! (Witaj, cesarze, idący na śmierć cię pozdrawiają!). Choć panuje przekonanie, że tak brzmiało zwyczajowe pozdrowienie gladiatorów, to o ile wiadomo, nie zostało ono użyte nigdy poza tym jednym przypadkiem. Co więcej, w tej naumachii występowali skazańcy, a nie gladiatorzy. Znacznie rzadziej przytacza się odpowiedź Klaudiusza na to pozdrowienie, która brzmiała „Albo i nie”. Skazańcy zinterpretowali ją jako ułaskawienie i trzeba było ich przymusić, aby jednak stanęli do walki” (s. 61-62).
Spartakus
W książce zabrakło mi jednak szerszego opisu postaci najsławniejszego z gladiatorów. O kogo chodzi? Oczywiście o Spartakusa, bohatera późniejszej komunistycznej propagandy, która chciała w nim widzieć rewolucjonistę, inspiratora ludowego zrywu. Przygody tego „herosa” w dawnych komunistycznych opracowaniach stały się początkiem mojej miłości do historii świata starożytnego (i w ogóle całej).
Jednak ten tracki żołnierz, wcale nie był takim wielkim bohaterem. Być może za dezercję, został skazany na życie gladiatora. Zesłano go do Kapui, gdzie w 73 roku p.n.e. zorganizował bunt w szkole niejakiego Batatiusa. Do buntowników, którzy schronili się na zboczach Wezuwiusza, szybko zaczęli zbiegać się okoliczni niewolnicy oraz zrujnowani chłopi, którzy w sukcesach powstańców, dostrzegli szansę na polepszenie własnego nędznego losu.
Pewni siebie Rzymianie, długo nie doceniali Spartakusa, który gromił kolejne oddziały i armie wysyłane przeciwko niemu. Sytuacja stała się tak niebezpieczna, że w końcu musiano wysłać przeciwko niemu regularną armię pod wodzą Krassusa i Pompejusza Wielkiego. Dopiero Krassusowi udało się stłumić powstanie, choć cała chwała przypadła Pompejuszowi… Koniec końców, rebelia, mimo krwawego finału, przyczyniła się do poprawy losu niewolników.
W publikacji znaleźć można sporą ilość fragmentów źródeł z epoki. Może nie wszystkie są dobrze dobrane, niemniej dają one szeroki obraz życia nie tylko samych gladiatorów, ale i rzymskich elit, które tak bardzo lubowały się w oglądaniu krwawych zmagań ówczesnych herosów areny. Na plus są również liczne fotografie, czy grafiki, które ożywiają nie tylko narrację, ale i dają nam przedsmak tego, jak mogło wyglądać życie gladiatorów.
Ciekawym zabiegiem jest również odniesienie do całej serii seriali telewizyjnych, żeby wymienić tylko dwa z nich – „Spartakus: Krew i piach” oraz Spartakus: Revenge”. To one utrwaliły w powszechnej świadomości obraz życia gladiatorów. I choć jest on mocno uproszczony i przekoloryzowany, daje jednak pojęcie o tym, jak wyglądał ówczesny świat. Autor rozprawia się z kilkoma mitami, utrwalonymi w serialu, choć w mim odczuciu, mógł temu wątkowi poświęcić zdecydowanie więcej uwagi. Mimo to, z nieukrywanym zainteresowaniem czekam na ‘Dom Ashura”, który będzie opisywał trudy życia nie tylko gladiatorów, ale i rzymskiej arystokracji. To będzie coś naprawdę wstrząsającego.
Nieco historii
Na plus można przypisać sprawne przejście poprzez ewolucję krwawych zawodów. „Być może zaskoczeniem będzie informacja, że pis walk gladiatorskich pojawia się już w Iliadzie Homera, gdy relacjonuje on igrzyska pogrzebowe po śmierci Patroklesa. Tuż przed zapaleniem stosu pogrzebowego przyjaciela Achilles ścina głowy dwunastu trojańskim jeńcom, następnego dnia Trojańczycy biorą udział w szeregu konkurencji sportowych” (s. 19).
O ile w początkach swej historii, walki gladiatorskie służyły głównie rozrywce najbogatszych, chcących uhonorować swoich przodków, o tyle w dalszej perspektywie, igrzyska gladiatorskie zaczęły przekształcać się w rozrywkę dla mas.
Z próżnej zabawy stały się ważnym narzędziem polityki, najpierw co ambitniejszych rzymskich polityków i wodzów, a później cesarzy. Pod zarządem cezarów, igrzyska pełniły głównie funkcję zasłony dymnej wobec problemów imperium. Walki gladiatorów były również emanacją potęgi państwa i jego głowy. I nie ważne, że cena dla społeczeństwa była naprawdę ogromna. „Chleb i igrzyska” były tym, co utrzymywało państwo w równowadze, w sprawnym rozładowywaniu negatywnych emocji.
Gladiatorzy. Krew i igrzyska – podsumowanie
Publikacja bardzo mi się podobała. Autor szybko, konkretnie, bez zbędnego bajdurzenia wprowadza czytelnika do tematu. Wszystko jest proste, jasne i napisane z historycznym zacięciem. Choć jestem zwolennikiem nieco obszerniejszych książek, to doceniam chęć uporządkowania dostępnych informacji i podania ich w formie, która zainteresuje nie tylko fascynatów starożytności, ale i młodszych czytelników. Zdecydowanie polecam.
I tak na marginesie. Autor wysuwa ciekawą tezę, że świat krwawych rozrywek wcale nie jest nam taki obcy, jakby nam się zdawało. Wprawdzie, zazwyczaj nie jesteśmy świadkami krwawych zmagań na arenie, ale już jednak z ogromną emfazą oglądamy filmy akcji, gdzie główny bohater (rzadziej bohaterowie) niszczą i wykrwawiają czarnych bohaterów. Nie zależnie czy są to ludzie, potwory czy najeźdźcy z kosmosu. Krew prawdziwa zastąpiła krew sztuczna…
Nie wspomnę już zmagań na galach KSW czy podobnego typu zawodach. Tak więc, czy nasza kondycja moralna uległa zmianie przez te tysiące lat? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta.
Książka liczy sobie 190 stron. Całość podzielona jest na siedem krótkich rozdziałów.
Wydawnictwo RM
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem RM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.