Groby kobiet, brak broni, ozdoby zamiast mieczy – archeologia pokazuje, że legenda o Amazonkach nie musi być tylko mitem. Amazonki nad Wisłą to historia odkryć z Mazowsza i Lubelszczyzny, które każą pytać, kim były kobiety spoczywające w gockich nekropoliach. Czy naprawdę tworzyły własne „państwo kobiet”, czy raczej padły ofiarą błędnych interpretacji? Fakty i znaleziska każą spojrzeć na pradzieje Polski z zupełnie innej perspektywy.
W historii lubimy porządek: wojownicy to mężczyźni, kobiety – strażniczki domowego ogniska. Tymczasem archeologia coraz częściej podważa ten schemat. W Kłoczewie, Masłomęczu czy Gródku nad Bugiem odkryto setki grobów kobiet z czasów rzymskich, w których brakowało broni, za to pełno było ozdób, paciorków, zapinek i grzebieni. Badacze z początku nie dowierzali – w końcu gdzie podziali się mężczyźni? Czy zginęli na wojnach, zostawiając po sobie osady pełne kobiet i dzieci, czy też mamy do czynienia z echem dawnej legendy o wojowniczkach spod znaku łuku i włóczni?
Kobiety wojowniczki znane są między innymi z Homerowkiej Iliady, pojawiają się także w opowieści o najsłynniejszym bohaterze greckiej mitologii – Heraklesie. Jedną z jego 12 prac było wykradzenie pasa Hipolity – królowej Amazonek – po który miał się udać do Pontu, na wybrzeże Morza Czarnego. Nieustraszone wojowniczki od wieków intrygo- wały, ale i budziły grozę – jako coś nienaturalnego i odwrócenie porządku świata. Rzeczywistym wyrazem tej fascynacji stały się w Rzymie walki gladiatrices, czyli gladiatorek.
Tekst, który czytasz, jest fragmentem książki Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski, która czeka na Ciebie tutaj:
Okazuje się, że także na ziemiach polskich zachowały się ślady po wojowniczkach. W 1959 roku nauczyciel ze wsi Kłoczew na Lubelszczyźnie zaalarmował wydział kul- tury Powiatowej Rady Narodowej w Rykach o niszczonym w trakcie wybierania piachu starożytnym cmentarzysku.
Jesienią przeprowadzono badania ratunkowe, w czasie których odkryto 80 grobów z III wieku n.e. Okazały się one związane z kulturą wielbarską, czyli z Gotami. Do jeszcze ciekawszych wniosków doprowadziła analiza ich wyposażenia – wynikało z niej, że na kłoczewskim cmentarzysku pochowano głównie kobiety!
Takie kobiece nekropolie z II, III i IV wieku n.e. znane są z północnego i wschodniego Mazowsza oraz jego obrzeży – są to choćby cmentarzyska z Piastowa (Pajek) koło Przasnysza, Brulina-Kosków, leżącego pomiędzy Ostrowią Mazowiecką a Łomżą, z Sarnaków koło Łosic czy wreszcie ze znanego nam już Kłoczewa.
Warto wspomnieć też o położonym znacznie dalej na południe Masłomęczu koło Hrubieszowa, gdzie ze względu na warunki glebowe doskonale zachowały się kości zmarłych. Pozwoliło to na pobieżne zbadanie populacji – i wykazało, że tu również w przypadku grobów osób dorosłych dominują pochówki kobiece. A co z mężczyznami? Goccy mężczyźni z cmentarzysk w Kotlinie Hrubieszowskiej to w większości zniedołężniali starcy, zaś niemal w co drugim grobie złożono szczątki dziecka, co nie- wątpliwie pokazuje skalę umieralności najmłodszych.
Archeologia kontra ryt: gdzie zniknęli mężczyźni?
Nie da się oczywiście wykluczyć, że mężczyzn zmarłych w II i III wieku n.e. chowano zgodnie z odrębnym rytem pogrzebowym, który mógł polegać na przykład na wystawieniu zwłok na czynniki zewnętrzne: słońce, wiatr, mróz czy padlinożerne ptaki. Odmienne sposoby grzebania zwłok kobiet i dzieci oraz mężczyzn znamy z kultur ludów Azji, a także rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej czy Australii; gdyby jednak takie praktyki pogrzebowe były stosowane przez Gotów, prawdopodobnie uchwycono by jakiś ich ślad.
Tymczasem u znanego nam już gockiego kronikarza Jordanesa znajdujemy wzmiankę o… Amazonkach: „Ze strachu przed wygaśnięciem swojej rasy, poprosiły mieszkających w pobliżu mężczyzn o stosunek. Spotkanie miało się odbywać raz w roku, aby przy następnej okazji oddać ojcu syna, który w tym czasie przyjdzie na świat, a córkę zatrzymać przy matce i wychować na wojownika”*.
Kobiece cmentarzyska i okruchy źródeł historycznych, będące pewnie echem Homeryckich eposów, legły u podstaw elektryzującej hipotezy istnienia na wschodnim Mazowszu „państwa kobiet”. Za tą arcyciekawą teorią przemawiać miała, w opinii badaczy, nawet sama nazwa Mazowsze. Po raz pierwszy wymienia ją w XI wieku ruski kronikarz Nestor, pojawia się ona także u Galla Anonima, a żyjący w XVI stuleciu Marcin Bielski w Kronice Polskiej rozważa, czy Mazowsze nie wzięło czasem swojej nazwy od Amazonek. Wiele wskazuje jednak, że jej źródła należy dopatrywać się raczej w przyrodniczej charakterystyce regionu, który obfituje między innymi w zabagnione doliny rzek – Mazowsze mogłoby więc wywodzić się od mazi, czyli błota (albo smoły drzewnej lub dziegciu).
Amazonki nad Wisłą: kronikarze, kupcy i fantastyka
Niemało zamieszania narobił też Ibrahim ibn Jakub – kronikarz, handlarz niewolnikami i szpieg, przybyły z hiszpańskiej Arabii. Odwiedził on w czasach panowania Mieszka I Pragę, gdzie sporo nasłuchał się o kraju nad Odrą, Wartą i Wisłą. Po- dróżnik skrzętnie spisywał wszystko, co usłyszał od kupców na szlaku – także pogłoski o Amazonkach: „…jest gród kobiet. One władają ziemiami i niewolnikami. Zachodzą w ciążę od swych niewolników, a gdy która porodzi syna, zabija go. Jeżdżą wierzchem i osobiście występują na wojnę, a odznaczają się śmiałością i męstwem”*.
Żyjący w XI wieku kronikarz Adam z Bremy w dziele Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum (Czyny biskupów Kościoła hamburskiego) powtarza ten opis niemalże bez zmian – z tą tylko różnicą, że chłopcy poczęci ze spółkowania z potworami mieli przychodzić na świat jako Psiogłowcy, zamiast posługiwać się ludzką mową – poszczekiwać, spotkać ich zaś było można na Rusi. O ile dzieła te są cennym źródłem informacji o początkach piastowskiego panowania, o tyle doniesienia o Amazonkach należy chyba uznać za fantastyczne historie zasłyszane na krańcach ówczesnego świata, a będące echem archaicznych podań z Lewantu.
Wróćmy jednak do cmentarzysk. Czy nie są one przesłanką, by uznać, że na wschodnim Mazowszu przed setkami lat istniało jednak jakieś państwo kobiet? Znaczące wydaje się, że w grobach nie znaleziono przedmiotów wykonanych z żelaza. Z nieznanych nam powodów ze zmarłymi nie składano broni, której nie brakuje w grobach położonych na zachodnim brzegu Wisły – u przeworsko-wandalskich sąsiadów. W pochówkach Gotek natrafiamy przede wszystkim na zapinki do szat, szklane i bursztynowe paciorki, wiaderkowe zawieszki, w których najpewniej noszone były wonne oleje (odpowiednik perfum), kunsztowne grzebienie.
Między biżuterią a birytuałem: co mówią groby
Odzwierciedlają one ponadczasowe i doskonale nam znane dążenie do piękna. Na cmentarzyskach kultury wielbarskiej występuje też obrządek birytualny: obok grobów ciałopalnych pojawiają się szkieletowe. Nie wiemy, z czego wynikały te różnice, a ustalenie tego w przyszłości wydaje się, niestety, mało prawdopodobne.
Fenomen cmentarzysk Amazonek najłatwiej można wytłumaczyć ekspansją Gotów na południe, w kierunku mitycznej krainy Oium. Kobiety, dzieci i starcy zostawali w bezpiecznych osadach na północy, a mężczyźni ruszali na południe, gdzie mogli zginąć albo trafić do niewoli – lub postanawiali nie powracać do rodzin, tylko osiąść na nowej ziemi.
Wydaje się, że ci, którzy ostali się przy życiu, utrzymywali kontakty z pozostawionymi lub porzuconymi kobietami – dowodem mogą być bogato wyposażone groby Amazonek, pełne cennych importów z terenów Cesarstwa Rzymskiego. Można się też jednak zastanawiać, czy kobiety same nie mogły prowadzić wymiany handlowej z odległymi krainami, skoro radziły sobie świetnie z organizacją życia w osadach?
Odwołajmy się raz jeszcze do kronikarza wielbarskiego ludu. Jordanes tak pisze o odejściu mężczyzn i wojowniczych kobietach: „Po śmierci Tanausisa, jego następca wyru- szył z wojskiem w inne okolice, a kobiety Gotów zostały za- atakowane przez sąsiednią ludność. Dzielnie się opierały i odparły ich ku wielkiemu zawstydzeniu wszystkich napastników”*. Tak najpewniej należy rozumieć fenomen kobiecych cmentarzysk.
Amazonki nad Wisłą: migracje, analogie, pomyłki
Zjawisko to może się nam kojarzyć z wielką migracją polskich mężczyzn w poszukiwaniu lepszego życia z początku XXI wieku. Wielu dotarło na Wyspy Brytyjskie oraz nad rzekę Wall w Holandii – i już stamtąd nie wróciło. Trwają w nowej rzeczywistości, często przesyłając swoim partnerkom pieniądze na wychowanie dzieci, a te, pozostawione przez nich, dzielnie walczą z codzienną rzeczywistością jako samotne matki-Amazonki.
Dokonując takiej analogii, trzeba jednak pamiętać, że do Wielkiej Brytanii ruszyło także wiele kobiet, choć i w tej fali migracyjnej przeważali mężczyźni. Warto też zaznaczyć, że dominację kobiecych pochówków może tłumaczyć również… błędna interpretacja płci zmarłych. Znakomitym przykładem może być słynny Kłoczew, gdzie w wielu grobach nie zachował się materiał kostny, nie odnaleziono też ich wyposażenia.
Wynika to po części z warunków glebowych, które spowodowały, że kości w większości uległy demineralizacji, pozostawiając jedynie zarys ciała. Być może kolejne odkrycia, a przede wszystkim badania zalegającego w magazynach materiału z wykopalisk prowadzonych w PRL, przyniosą nowe informacje.
Kobiety bez głów, amulety z ludzkich kości
Masłomęcz oraz Gródek nad Bugiem to urokliwe wsie o zdumiewającej historii, położone niedaleko nadgranicznego Hrubieszowa. W czasie badań wykopaliskowych profesor Andrzej Kokowski z Uniwersytetu Marii Curie–Skłodowskiej w Lublinie przebadał tu kompleks stanowisk związanych z napływem Gotów z północy. Dotarli oni do Kotliny Hrubieszowskiej w III wieku i osiedli tu aż do schyłku VI wieku n.e.
Wyjątkowość zdarzeń i procesów, które zachodziły na tym terenie w okresie wpływów rzymskich, sprawiła, że w archeologii używa się pojęcia „grupa masło- męcka kultury wielbarskiej”. Ten położony obecnie tuż przy granicy z Ukrainą obszar od pradziejów przyciągał ludzi, kusząc obfitymi w ryby rzekami oraz żyznym czarnoziemem; przebiegał tędy także szlak handlowy, łączący Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym.
Rozmiary odkrytej w Masłomęczu gockiej osady są zdumiewające: liczyła ponad 1500 mieszkańców i była stolicą tak zwanej grupy masłomęckiej. W czasie badań odsłonięto tu między innymi dołki posłupowe długich domów, podobnych do tych znanych z terenów Skandynawii. Czy powstały one dzięki międzypokoleniowemu przekazowi pamięci wśród przybyszów z północy, czy są śladem podtrzymywania przez nich kontaktów z ojczyzną?
Każdy z masłomęckich długich domów był zorientowany na osi północ–południe, a jego wnętrze podzielono na dwie odseparowane od siebie części. Pierwsza, przeznaczona dla ludzi, zajmowała powierzchnię ponad 40 metrów kwadratowych, była wykona- na z bali, łączonych ze sobą w technice sumikowo-łątkowej, i miała drewnianą podłogę oraz piec, czyli system grzewczy. W drugiej części, gospodarczej, trzymano zwierzęta; wbite w ziemię pale połączone były tu plecionką wykonaną z gałęzi i uszczelnioną za pomocą gliny.
Całość łączył wspólny dach. Pod nim być może znajdował się strych, gdzie można było bezpiecznie, w suchych warunkach, przechowywać ziarna zbóż lub zebrane wiosną zioła. Do wnętrza gockiego domostwa warto zajrzeć w Centrum Dziedzictwa Archeologicznego i Kulturowego w Masłomęczu. Odbywają się tu również pokazy gockiego rzemiosła, a w chwili oddania tej książki do druku kończą się właśnie prace przy budowie nowoczesnej siedziby muzeum, wkomponowanej w rekonstrukcję osady w ramach projektu „Laboratorium Historiae Gothorum”.
Pieniądz, rzemiosło i szkło
Na podstawie licznych znalezisk rzymskich denarów – odnajdowanych zarówno jako pojedyncze monety, jak i większe skarby – można byłoby zaryzykować hipotezę o istnieniu w tych stronach w III i IV wieku n.e. obiegu pieniądza rzymskiego. Pamiętajmy, że był to pieniądz kruszcowy – bity częściowo z brązu, ale przede wszystkim ze srebra i złota.
O wartości monety decydowała jej waga i zawartość metalu szlachetnego, z którego była wykonana. Z pewnością w państwie masłomęckim kwitła obróbka metali kolorowych (produkcja zapinek) oraz rogownictwo (produkcja grzebieni). Odkryta w osadzie w Gródku szklana szlaka, czyli odpady hutnicze, wskazuje również na lokalny wytop szkła. Technologia jego produkcji mogła została pozyskana od pontyjskich Greków.
Zajrzyjmy też na pobliskie cmentarzysko. Skrywa ono mroczne historie. Patrząc na rysunki i zdjęcia dokumentują- ce nekropolie w Masłomęczu i Gródku nad Bugiem, można odnieść wrażenie, jak gdyby na złożone w wykopach ciała ktoś rzucał bomby, a ich wybuchy kompletnie przemieszały ludzkie kości! Doskonałe warunki, jakie zapewniają lessowe gleby, sprawiły, że szkielety na cmentarzyskach grupy masło- męckiej zachowały się – pomimo upływu ponad 1800 lat – w doskonałym stanie. To cenne, bo obserwacji podobnych do tych podhrubieszowskich nie udało się przeprowadzić na piaszczystych ziemiach Mazowsza, Podlasia czy Pomorza.
Rytuały po latach: groby otwierane, głowy zabrane
Dawniej kościany bałagan tłumaczono działalnością plądrujących groby rabusiów – proceder ten odnotowuje się przecież od pradziejów po współczesność. Znaleziono tu jego ślady: przykładowo, w grobie numer 411 w Masłomęczu odkryto szyb prowadzący w kierunku stropu jamy grobowej – na tyle wąski, że mogło się nim przecisnąć wyłącznie dziecko.
Możemy sobie tylko wyobrazić, jak w bezksiężycową noc jakiś maluch dokopuje się do wieka trumny wy- drążonej w pniu, następnie wybija w niej otwór i po omacku szuka precjozów, składanych najliczniej na klatce piersiowej, po czym z garścią paciorków próbuje wydostać się na powierzchnię. Scena jak z horroru! Na szczęście przypadki rabowania grobów były w okolicach Hrubieszowa wyjątkowo rzadkie. Leżące w nieładzie kości muszą więc być efektem niezrozumiałych dla nas obrzędów, podczas których groby ponownie otwierano. W jakim celu? Między innymi po to, by pozbawić ciała głów! A mówiąc dokładniej, odciąć – naj- częściej na wysokości dziesiątego kręgu piersiowego – górną część tułowia razem z czaszką.
W Masłomęczu i Gródku wśród grobów osób pozbawionych głów zdarzają się też pochówki kobiet – które, jak już wiemy, dominują na gockich cmentarzyskach wśród pochówków osób dorosłych. Dzięki badaniom wiemy, że czasami odciętą górną część ciała po wyjęciu z grobu palono i ponownie zakopywano.
Za praktyką taką mogą stać wierzenia nakazujące oddać część ciała ziemi, a część – niebu. Nie zawsze jednak postępowano w ten sposób; nie wiemy też, co stało się z pozostałymi czaszkami. Czy zostały zabrane jako święte kości przodków, gdy masłomęccy Goci wyru- szyli dalej na południe? Nie potrafimy również wytłumaczyć sensu obrzędów, w których czaszka była zastępowana na przykład żuchwą konia.
Dzieci, matki i pamięć kości
To nie koniec niesamowitości! Około połowy pochówków stanowią groby dziecięce. W ich przypadku zaobserwowano praktyki związane z pokrewieństwem, polegające na składaniu do grobu dziecka kości osoby dorosłej – naj- pewniej matki. Przykładem takiego obyczaju są groby nu- mer 49, 52 i 52a w Masłomęczu, gdzie w trzech różnych ja- mach znaleziono szczątki… tej samej kobiety. Profesor Andrzej Kokowski interpretuje to znalezisko jako pochówek dziecka i matki; oboje zmarli najprawdopodobniej w trakcie porodu, a kobieta osierociła dwoje starszych dzieci.
Gdy niedługo po pogrzebie matki i noworodka odeszło mniej więcej roczne dziecko, grób kobiety otwarto, by górną część jej tułowia złożyć przy zmarłym dziecku. A gdy do krainy umarłych przeniosło się kolejne dziecko, w wieku około 4 lat, rozkopano grób jego rocznego krewniaka, wyjęto z niego niektóre z należących do matki kości (fragmenty czaszki i ramion), a następnie połamano je i złożono ponownie w wyższej warstwie – w drewnianej skrzyni, wraz z ciałem najstarszego z dzieci.
W ten sposób obok trójki potomstwa – noworodka, roczniaka i 4-latka – spoczęła na wieczność ich mama. Byłby to ślad pradziejowej rodzinnej tragedii. Pamiętajmy jednak, że nie stanowiło to odosobnionego przypadku – jeszcze w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku śmiertelność wśród dzieci była bardzo wysoka. Co więcej, wyniki analiz kości spod Hrubieszowa dalekie są od kreowanego dziś mitu o idyllicznym życiu naszych praprzodków w zgodzie z naturą. Wiele szkieletów nosi ślady wskazujące na niedożywienie, awitaminozę, zakażenie pasożytami, gruźlicę czy nowotwory.
Rytualne otwieranie grobów z pewnością umożliwiało też pozyskiwanie ludzkich kości do wykonania amuletów-zawieszek. Na cmentarzysku znaleziono takie przedmioty wyrzeźbione z kręgów, kości udowej oraz zębów. Czy był to sposób na leczenie bólu albo innych dolegliwości kręgosłupa, kończyn dolnych lub uzębienia? Tego raczej nie ustalimy. Niezwykle zastanawiający jest również przypadek zmarłego z zębami pożyczonymi od innej osoby – mimo że własne miał w bardzo dobrym stanie! Może chodziło więc o zyska- nie mocy lub wiedzy, jaką byli obdarzeni ci, z których kości wykonywano amulet? A może zmarli stawali się przez to strażnikami żyjących?
Grób 427: ofiara dla zmarłej i otwarty szyb
Wspominając o kolejnych niezwykłych odkryciach na cmentarzysku w Masłomęczu, o których szerzej można przeczytać w książce profesora Andrzej Kokowskiego Polska starożytna, nie sposób pominąć grobu numer 427. Złożono w nim kobietę w imponującej trumnie, ale najbardziej zdumiewa fakt, że szybu grobowego nie zasypano – jak zazwyczaj – lessem, tylko wapiennym rumoszem.
Usunięto w tym celu około 35 metrów sześciennych ziemi, po czym wypełniono szyb materiałem przetransportowanym z odległości prawie 35 kilometrów! Czy żałobnicy pragnęli w ten sposób uchronić się przed ewentualnym oddziaływaniem z zaświatów? Po pewnym czasie grób otwarto ponownie, by rozłupać czaszkę oraz przemieszać kości. Co ważne, z wyposażenia grobu nic wówczas nie zginęło. Na tym jednak nie koniec: w szybie, ponad trumną, umieszczono ciało mężczyzny – najprawdopodobniej ofiarę złożoną zmarłej!
Nie był to jednak piękny młodzian, tylko starzec kaleka. Przy odrobienie wisielczego humoru można by pokusić się o żart, że innych mężczyzn w masłomęckiej enklawie zwyczajnie już nie było. A mówiąc serio, trzeba dodać, że otwór grobowy długo pozostawał otwarty – świadczą o tym nacieki spływającego do wnętrza błota. Ofiarę ze starca zasypano dopiero, gdy jego zwłoki zaczęły się rozkładać, wydzielając trudną do zniesienia woń.
Pochówki na brzuchu, kręgi, epidemie?
Uwagę badaczy zwróciło również kilka grobów, w których ciało zmarłego złożono na brzuchu, a nie na wznak. Z czego wynikała taka decyzja? Czy są to na przykład pochówki osób, które zmarły tak zwaną złą, czyli nagłą, śmiercią? Czy obawiano się, że mogą wyjść z grobu? Jeśli tak, to być może grzebano ich na brzuchu dla bezpieczeństwa, by zmylić im drogę na powierzchnię.
Powrót utrudniałyby też skierowane ku ziemi ręce – gdyby chcieli użyć ich do wydostania się z grobu, kopaliby coraz głębiej i głębiej. To jednak tylko domysły – prawdziwych powodów takiego ułożenia ciał zapewne nie poznamy. Nie rozwikłamy też raczej zagadki przepalonych w ogniu świętych kamieni, które wkładano pod prawe ramiona zmarłych.
Warto zauważyć, że groby w Masłomęczu orientowano wedle osi północ–południe – wyznaczającej też kierunek wędrówki Gotów – a ich rozmieszczenie było planowe. Nie budowano tu co prawda kręgów, jak na Pomorzu, ale symbolicznym nawiązaniem do nich mógł być centralny plac, na którym prawdopodobnie znajdowała się studnia lub beczka z wodą do rytualnych ablucji. Czy ten powstały w IV wieku swego rodzaju krąg służył do wysypywania skremowanych szczątków kostnych? A może zmiana ta wynikała z upowszechnienia się obrządków ciałopalenia, na przykład na skutek epidemii?
Co dalej z Gotami: czerniachowska i sîntana de mureș
Co stało się później z egzotycznymi mieszkańcami Kotliny Hrubieszowskiej? Czy zniknęli w dziejowej zawierusze? Wiemy już, że Goci przemieszczali się dalej na południe. Na obszarze Ukrainy ich materialną pozostałością jest kultura czerniachowska, a w dzisiejszej Rumunii – kultura Sîntana de Mureș.
Co ciekawe, na terenach tych nie obserwujemy na cmentarzyskach dominacji pochówków kobiet, brak też śladów skomplikowanych praktyk związanych z wtórnym otwieraniem grobów. Być może to tam powinniśmy szukać mężczyzn, którzy pomaszerowali ze wschodniego Mazowsza i Lubelszczyzny w świat?
Bez wątpienia zaś dzieje Ostrogotów i Wizygotów, mieszkających nad Morzem Czarnym i Dunajem, zostały gwałtownie przerwane przez huńskich wojowników. Ich pojawienie się na arenie historii zapoczątkowało okres wielkich migracji, które zburzyły porządek rzymskiego świata. Ślady Hunów odnajdziemy między innymi w południowej Polsce.
Tekst jest fragmentem książki Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski i powstał we współpracy z Wydawnictwem Wielka Litera. Opracowanie, wstęp i śródtytuły: Agnieszka Cybulska.
Fot. poglądowa, Królowa Amazonek Thalestris w obozie Aleksandra Wielkiego, Johann Georg Platzer
