Gdy zaproszony do Stambułu artysta trafia w sam środek politycznych napięć i dworskich fochów, most Michała Anioła przestaje być ambitnym projektem, a staje się testem jego cierpliwości, dumy i odporności na cudze kaprysy. W mieście, które jednocześnie go zachwyca i przytłacza, rzeźbiarz próbuje odnaleźć się między władzą sułtana, własną frustracją i nagą codziennością Imperium Osmańskiego. To tu, w cieniu pałacowych bram i na oczach tłumu, dojrzewa historia bardziej ludzka niż monumentalna.
Mathias Enard bawi się historią tak, jakby zaglądał między jej szczeliny — wybiera półprawdy, niedopowiedzenia i to, co mogło wydarzyć się „pomiędzy wersami” dawnych kronik. „Opowiedz im o królach, bitwach i słoniach” przenosi Michała Anioła do Konstantynopola, gdzie wielki rzeźbiarz ma stworzyć projekt, który samym rozmachem ma zawstydzić Europę. Z tej literackiej rekonstrukcji wyłania się opowieść o ambicji, dumie i samotności twórcy – i właśnie ten świat staje się tłem pytania, które prowokuje Enard: co naprawdę wydarzyło się w Imperium Osmańskim, gdy Florentyńczyk negocjował własną przyszłość między sułtańskim przepychem a europejską polityką?
W tym tekście wracamy do tej fikcji opartej na faktach, by zobaczyć, jak literatura potrafi nadać drugie życie historii, której ślady zachowały tylko listy i domysły.
Dwudziestego siódmego maja wielki wezyr Ali Pasza za pośrednictwem Mesihiego wzywa do siebie Michała Anioła. Życzy sobie zapoznać się z postępami prac. Poeta przekazuje tę prośbę Florentyńczykowi z pewnym niepokojem, wyczuł bowiem w poleceniu wezyra niejakie zniecierpliwienie, płynące bezpośrednio od samego sułtana.
Bajazyd gorączkuje się kwestią mostu.
Tekst jest fragmentem książki Opowiedz im o królach, bitwach i słoniach, która czeka na Ciebie tutaj:
Ceremoniał jest mniej imponujący niż podczas pierwszego spotkania. Ali Pasza przyjmuje rzeźbiarza po zakończeniu dywanu, ten musi więc długo czekać w cieniu drzewa w towarzystwie oficjela Mesihiego, który z trudem ukrywa zdenerwowanie, chodząc tam i z powrotem niby małpa w klatce.
Wreszcie Falachi przybył, by zaprowadzić Michała Anioła i jego towarzysza przed oblicze namiestnika cienia Bożego na ziemi. Genueńczyk jest mniej uprzejmy niż zazwyczaj, a Michałowi Aniołowi zaczyna się też udzielać lęk miotający jego kompanem.
Ali Pasza, siedzący na podwyższeniu i otoczony przez ministrów oraz sługi, gestem przywołuje do siebie Mesihiego. Michał Anioł z szacunkiem pozostaje w tyle.
Rozmowa trwa króciutko, wezyr wypowiada zaledwie dwa zdania, na które jego podopieczny odpowiada pojedynczymi słowami.
Teraz pora na Florentyńczyka.
Tym razem wezyr przemawia po turecku, a Falachi tłumaczy.
– Sułtan chce pilnie obejrzeć twoje projekty, mistrzu. I my również.
– Wkrótce będzie to jak najbardziej możliwe, panie. W ciągu najwyżej dziesięciu dni.
– Powiadomiono nas, żeś nie wykorzystał inżynierów i rysowników pozostawionych do twej dyspozycji i że nie zaglądasz do pracowni, którą ci przeznaczyliśmy. Dlaczego? Czy ci nie odpowiada?
– Ależ bardzo, panie. Jest po prostu jeszcze za wcześnie. Gdy już wykonam stosowną liczbę szkiców, zlecę przygotowanie modeli i realizację planów.
– To dobrze. Czekamy więc na efekty. Wracaj do swego dzieła i niech Bóg ma cię w swej opiece.
Michał Anioł odgaduje sens tego zdania: ma się oddalić. Składa pełen szacunku ukłon, po czym Falachi ujmuje go pod ramię, by go wyprowadzić. Na stojąco czekają jeszcze kilka sekund, podczas gdy Ali Pasza kieruje do Mesihiego ostatnie zalecenie, radę, która wywołuje uśmiech na twarzy pazia. Gdyby Michał Anioł znał turecki, zrozumiałby, że wezyr żywi nadzieję, że jego podopieczny nie dokonał konwersji zaproszonego przez sułtana architekta na swe rozpustne obyczaje i że opóźnienie nie zostało spowodowane zbyt częstymi odwiedzinami w gospodzie.
Po audiencji i przekroczeniu drzwi dywanu Michał Anioł jest znów na dziedzińcu – i dopada go zły humor
Pod każdym niebem trzeba się ukorzyć przed możnymi.
Nie ma nowych pieniędzy.
Nie ma nowej sakiewki asprów na pokrycie kosztów.
Nie ma ani grosza z kwoty przewidzianej umową.
Czy to prawda więc, że bogactwu i ostentacji zawsze towarzyszy skąpstwo?
Michelangelo, posługując się sabirem wypracowanym podczas dotychczasowych spotkań, wywnętrza się przed Mesihim, odrobinę zirytowanym uwagą poczynioną przez artystę. Nie, Bajazyd i Ali Pasza nie są skąpcami ani niewdzięcznikami. Niech tylko rzeźbiarz pokaże im jeden rysunek, a obsypią go złotem.
Może nawet zostanie przyjęty osobiście przez sułtana, co jest bardzo rzadkim przywilejem udzielanym cudzoziemcom.
Na placu, tuż przy monumentalnej bramie do nowego pałacu, trwa wielkie zgromadzenie, dudnią bębny, krzyczy herold, oddział janczarów odpycha tłum.
– To egzekucja, maestro. Podążajmy swoją drogą.
Ale Michał Anioł chce popatrzeć. On, który poznawał anatomię dzięki sekcjom gnijących zwłok w kostnicach Florencji, który widział śmierć Savonaroli na stosie[28], nie boi się widoku krwi ani gwałtu zadawanego ciału. Podchodzi, Mesihi kroczy za nim z niechęcią.
– To nie jest spektakl dla ciebie, mistrzu. Chodźmy.
Michał Anioł nalega. Staje w tłumie w pierwszym rzędzie. Zsiniałego skazańca ciągną za więzy, delikatnie zmuszają go do uklęknięcia. Ten posłusznie daje sobą powodować, jakby był już nieobecny, sam wygina kręgosłup, odsłaniając kark.
Zbliża się kat, słońce rozbłyska przez chwilę w ostrzu jego szabli. Zupełna cisza w tłumie pozwala usłyszeć trzask kości szyjnych, rozrywanie ciała, głuchy stukot głowy o bruk, chlupot krwi tryskającej na ziemię.
Michał Anioł przymyka na moment oczy i poleca Bogu duszę skazańca.
Pomocnicy kata z uszanowaniem zbierają szczątki i owijają je w płótna.
Mesihi już wcześniej odwrócił wzrok z niesmakiem.
Michał Anioł nie może się nadziwić posłuszeństwu skazańca.
– Zapewne podano mu opium, by załagodzić jego męczarnie. Chodźmy natychmiast.
Rzeźbiarz, rozumiejąc, że nie ma już czego oglądać, idzie za swoim przewodnikiem.
– Mesihi?
– Tak, maestro?
– Właśnie, przestań zwracać się do mnie maestro. Przyjaciele mówią na mnie Michelagnolo.
Zaszczycony i poruszony poeta przyśpiesza kroku, bo nie chce, by dostrzeżono jego rumieniec.
***
Na jednym z żagielków w Kaplicy Sykstyńskiej, naprzeciwko malowidła przedstawiającego Judytę niosącą z dostojeństwem głowę Holofernesa, Dawid przymierza się do odcięcia głowy Goliatowi. Na jego napięte od wysiłku, namalowane czystym niebieskim pigmentem ramię, dzierżące szeroką szablę równolegle do ziemi, pada smuga światła.
Oczywiście Michał Anioł nie myśli na razie o freskach, które sporządzi trzy lata później i które przyniosą mu jeszcze większą chwałę. W tej chwili rozmyśla wyłącznie o moście, którego projekt chciałby ukończyć jak najszybciej, żeby móc otrzymać obiecane wynagrodzenie i wyjechać wreszcie z tego niespokojnego miasta, zarazem znajomego i kompletnie obcego, po którym jednak wciąż ma ochotę spacerować i zbierać widoki, twarze i barwy.
Michał Anioł pracuje, co oznacza rysowanie od rana, od kiedy tylko pierwszy brzask na to pozwala. Następnie zjawia się Manuel, by mu trochę poczytać, po czym nadchodzi pora drzemki. Pod wieczór rzeźbiarz rusza z Mesihim, ceni sobie jego towarzystwo na równi z urodą. Rozstają się jeszcze przed nocą, kiedy to poeta udaje się do gospody i pije aż do świtu.
Michał Anioł nie był zbyt urodziwy – czoło zbyt wysokie, nos krzywy, złamany w wyniku bójki z czasów młodości, brwi nadto krzaczaste, uszy nieco odstające. Podobno nienawidził własnego oblicza. Ludzie dodają, że szukał pięknych twarzy, idealnych rysów, ponieważ sam był ich zupełnie pozbawiony. Jedynie starość i sława, kładące się szlachetną patyną na niegdysiejszą brzydotę, nadadzą mu niezrównaną aurę. Może właśnie z tej frustracji czerpie energię do tworzenia – z czasów pełnych przemocy, z upokarzania artystów, z buntu przeciwko naturze, z żądzy zysku: nieumiarkowane pragnienie majątku i chwały to najpotężniejsza motywacja.
Michał Anioł szuka miłości.
Michał Anioł drży ze strachu przed miłością tak samo jak przed piekłem.
Odwraca wzrok, gdy czuje, że Mesihi nań patrzy.
Tekst jest fragmentem książki Mathiasa Enarda, Opowiedz im o królach, bitwach i słoniach, tłum. Filip Łobodziński, i powstał we współpracy z Wydawnictwem ArtRage. Wstęp i opracowanie: Agnieszka Cybulska.
Fot. Daniele da Volterra, portret Michała Anioła (fragment), ok. 1545
