J. Robert Oppenheimer. Człowiek, który stworzył bombę atomową

J. Robert Oppenheimer. Człowiek, który stworzył bombę atomową |Recenzja

Chris McNab, J. Robert Oppenheimer. Człowiek, który stworzył bombę atomową

Kilka lat temu w kinach można było oglądać film w reżyserii Christophera Nolana pod tytułem „Oppenheimer”. Produkcja zrobiła wielkie zamieszanie i dobrze się sprzedała. Ja – jako oczywisty i zatwardziały zaprzaniec – nie oglądałem filmu. Tak dla zasady, bo wcześniej nic nie czytałem o tej tematyce. Głupio byłoby oglądać to, o czym nie ma się bladego pojęcia, a potem prawić komuś komunały i nauki…

Kilkukrotnie miałem zabrać się jednak za biografie tego światowej klasy naukowca, ale zawsze coś. Po kilku latach udało mi się jednak sięgnąć po biografię Oppenheimera autorstwa Chrisa McNaba. I było warto.

Ten od bomby atomowej…

Przyznam, że nigdy wcześniej nie interesowałem się historią, ani Los Alamos, ani procesem dochodzenia do budowy bomby atomowej. A tym bardziej życiorysami głównych bohaterów tego projektu. Mimo to z lekcji fizyki pamiętam, że ktoś taki istniał. Jednak w tamtym momencie nie bohater publikacji nie wydawał mi się postacią na tyle ciekawą, aby coś o niej poszukać.

Po latach – okazało się, że popełniłem spory błąd. Bo Oppenheimer to postać nietuzinkowa, idąca pod prąd, mocno uprzedzona, ambitna, a jednocześnie z wyraźnymi kompleksami, które sprawiały, że co chwilę wpadał w kłopoty.

Mimo tych swoich wad, ciężkiego charakteru i kłopotów, które sam sobie stwarzał, stał się twarzą, wręcz ikoną bomby atomowej. Jego nazwisko, choć w znacznym stopniu pełnił bardziej rolę koordynatora prac innych naukowców, nierozerwalnie splotło się z powstaniem i użyciem bomby atomowej w Hiroszimie i Nagasaki w 1945 roku. A przecież to nie jedyne rzeczy warte zapamiętania.

Młode lata

Robert Oppenheimer dorastał w rodzinie emigrantów, którzy w Stanach Zjednoczonych mieli już w miarę ugruntowaną pozycję. Dzięki względnej zamożności, Robert zyskał możliwość zdobycia lepszego wykształcenia. Cambridge, Harvard i Getynga. To tam poznał wielu ciekawych ludzi, którzy w późniejszym czasie robili wielkie kariery. Byli w tym gronie i naukowcy, pisarze i wszelkiej maści przyszli ludzie sukcesu.

Po powrocie z Europy udało mu się otrzymać stanowisko wykładowcy – wymagającego, ale za to z ogromna charyzmą. Być może nigdy byśmy o nim szerzej nie usłyszeli, gdy nie wybuch II wojny światowej. W świecie, gdzie różnej maści dyktatorzy rościli sobie pretensje do władzy nad światem, nieoczekiwanie pojawiła się potrzeba wymyślenia i wybudowania cudownej broni, która byłaby w stanie zakończyć każdy konflikt. Władze amerykańskie w tym celu powołały tak zwany „Projekt Manhattan”, do którego zaproszono największe umysły tamtych czasów. Do grona tego wszedł właśnie nasz bohater.

Problemy z charakterem

Oppenheimer przez całe życie borykał się z różnego rodzaju przypadłościami. Przede wszystkim, jako Żyd z pochodzenia, wszędzie czuł się stygmatyzowany. Tym bardziej, że w latach 30. XX wieku również w Ameryce antysemityzm miał się całkiem dobrze. I kto wie, jak potoczyłaby się ich los, gdyby nie Hitler, który wywrócił wszystko do góry nogami. W każdym razie, Robert czuł się gorszy od innych. Z tego też powodu, miewał problemy z nawiązywaniem przyjaźni czy miłości.

Drugim jego kłopotem było niezwykłe, wręcz niepohamowane zamiłowanie do rozmyślania, do nieustannego rozwijania swojej wiedzy. Starał się w ten sposób aspirować do wyższych klas w amerykańskim społeczeństwie. Jednocześnie był mocno przewrażliwiony wobec ludzkiej głupoty, nieumiejętności podejmowania samodzielnego myślenia czy lenistwa. W związku z tym, często popadał w konflikty z różnej maści osobistościami…

Skomplikowana psychika sprawiała, że miewał różnego rodzaju problemy emocjonalne. Obsesje, stany depresyjne, a nawet dwie próby morderstwa. Słowem – człowiek charakterny, i impulsywny, a czasem mocno stonowany (w zależności od stanu umysłu). Był człowiekiem nieprzewidywalnym. Ale o tym najlepiej przeczytajcie sami. Gwarantuję, że nudno nie będzie.

Ze swej strony powiem tak – bardzo podobał mi się właśnie nacisk na stan emocjonalny Oppenheimera, a nie takie nastawienie na historię samego projektu zmierzającego do budowy bomby atomowej. Dzięki temu widzimy tego naukowca jako człowieka, który przez całe życie borykał się z własnymi demonami. Raz z nimi wygrywał, innym razem ponosił porażkę. Ten geniusz, miotał się między własną inteligencją, możliwościami, które dawał mu świat, a tym, czego nie potrafił zrozumieć.

Jeśli mogę się pokusić o pewne uproszczenie – Oppenheimer bardzo przypomina mi Gregorego House’a. Ta sama niezgrabność towarzyska, te same zapędy do mitygowania innych, ta sama aspołeczność. Ale najlepiej przekonajcie się sami.

Projekt Manhattan

Robert Oppenheimer został naukowym dyrektorem projektu. To on wybrał lokalizację dla „Projektu Manhattan” w Los Alamos na pustyni w Nowym Meksyku. Decyzję podjął z kilku powodów, ale dwa przeważyły – oddalenie od wszelkich zamieszkałych ośrodków, a także sentyment dla miejsca, które kiedyś zwiedzał.

Laboratorium znane jako „Lokalizacja Y”, zostało uruchomione w marcu 1943 roku. Od tego momentu zaczęli się tutaj pojawiać najważniejsi naukowcy zachodniego świata, wytypowani przez bohatera książki. Byli tu między innymi Niels Bohr, James Chadwick, Enrico Fermi, Otto Frisch, Klaus Fuchs, Edward Teller, Wiktor Weisskopf, Eugen Wigner i wielu, wielu innych.

16 lipca 1945 roku miała miejsce pierwsza eksplozja nuklearna na pustyni w Alamogordo w Nowym Meksyku. Wyniki testu przeszły najśmielsze oczekiwania, zarówno polityków, generałów, jak i samych naukowców. Gwałtowny, niszczący wiatr, ogłuszający huk, oraz charakterystyczna chmura zdawały się sugerować, że oto nastał czas końca świata. Nic więc dziwnego, że Oppenheimer stracił pewność, co do zasadności użycia takiej broni przeciw komukolwiek. Ale w tym momencie było już za późno – teraz decyzja należała już do polityków.

Dalsze losy Roberta Oppenheimera to borykanie się z tym, co stało się w Nagasaki i Hiroszimie. A do tego, późniejsze problemy z nagonką na prawdziwych i wyimaginowanych komunistów w Stanach Zjednoczonych, przez które nasz naukowiec musiał ciągle się tłumaczyć. Słowem – nie było łatwo. Ale o tym to najlepiej doczytajcie już sami w biografii autorstwa Chrisa McNaba.

J. Robert Oppenheimer. Człowiek, który stworzył bombę atomową – podsumowanie

Książka liczy 231 stron. znajdziecie tu kilkanaście-kilkadziesiąt zdjęć (oczywiście czarno-białych) i sporo fragmentów wspomnień tych, którzy stykali się z tym niezwykłym naukowcem. Czytało się fajnie, szybko, z zacięciem. Gorąco polecam.


Wydawnictwo RM
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem RM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.