Dary losu

Dary losu |Recenzja

Krystyna Demska-Olbrychska, Daniel Olbrychski, Katarzyna Rygiel, Dary losu

Dary losu czyta się nad wyraz… ciekawie. Aż byłem zaskoczony. Sądziłem, że będę się nieco nudził wynurzeniami dwójki bohaterów publikacji, ale wcale tak nie było. Książka napisana jest ze swadą, pełna poczucia humoru, otwartości, momentami zakrawającej na ekshibicjonizm. Znalazłem tutaj wiele odnośników do polskiej kultury wysokiej – do wierszy, do ludzi kultury, sztuki, a nawet polityki.

Kmicic od kuchni

Daniela Olbrychskiego poznałem jako 9-latek, gdy po raz pierwszy oglądałem „Potop” Sienkiewicza w TVP. Grał tam Kmicica, postać dwuznaczną, dramatyczną, rozdartą między warcholstwem, a obowiązkiem wobec innych i ojczyzny. Bardzo podobała mi się ta kreacja, i co tu dużo mówić – też chciałem być tak przystojnym facetem, do którego wzdychałyby kobiety.

Jednak uległem pewnemu uproszczeniu. Założyłem, że Olbrychski jest jakby kontynuacją Kmicica. Błędnie sądziłem wówczas, że dlatego zagrał tak dobrze tę rolę, bo ma taki sam charakter. I tak jakoś, zawsze uważałem, że jest to postać nie do końca inteligentna, że jest to amant, którego jedynym celem jest łamanie damskich serc. Koniec końców – przestałem się nim interesować, mimo tego, że grał w innych filmach równie wspaniale. Odkryłem później Ziemię Obiecaną, w której mnie zachwycił. Ale oceny swej już nie zmieniłem. Aż do teraz.

Okazuje się bowiem, że jest to postać zupełnie odmienna niż w moich wcześniejszych osądach. To człowiek wysokiej kultury, osobistej, ale i intelektualnej. Z jego wypowiedzi przebija pewien cień arystokratyzmu, takiego czegoś szlachetnego, co przyciąga obserwatora do niego. Im dalej byłem z  lekturą, tym bardziej odczuwałem potrzebę poznania tego człowieka, zapytania o wiele rzeczy. I łatwiej jest mi zrozumieć, skąd u niego ta maniera wypowiadania się poetycko (co wcześniej mi przeszkadzało, bo nie rozumiałem, skąd to wynika).

Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że po lekturze tej książki moja recepcja Daniela Olbrychskiego odmieniła się o 180 stopni. Nie jest już dla mnie przedstawicielem niezrozumiałego, ale przemijającego świata, ale częścią naszej spuścizny kulturowej. Jest mi łatwiej zrozumieć jego rolę w czasie niedawnych wyborów, jego wypowiedzi o podniesienie naszej świadomości literackiej, historycznej i zwykłego człowieczeństwa. Słowem – jestem zachwycony.

Krystyna Demska-Olbrychska

Podobnie ma się sprawa z Panią Krystyną, którą znałem wcześniej tylko z widzenia. Z książki wyłania się ona jako osóbka z temperamentem, ale zawsze uśmiechnięta, przyjazna i szczera. A ja bardzo cenię sobie takie cechy charakteru. Podobnie jak w przypadku Pana Daniela, chciałbym mieć możliwość zapoznania się z nią, i usłyszenia wszystkich tych, mniej lub bardziej zabawnych anegdot, z ich życia.

Trochę szkoda, że te śmieszne historie napisane są tak skrótowo, ale podejrzewam, że to taka konwencja, której należało się trzymać, aby książka nie stała się zbyt rozwlekłą. Niemniej odnosi się wrażenie, iż Pani Krystyna stanowi tło dla swego męża.

Świat, który przemija

Ale wracając do rzeczy. Znalazłem tutaj naprawdę ogromne źródło informacji o przemijającym już świecie dawnych gwiazd, zarówno ze świata kinematografii, jak i muzyki, kultury, a nawet polityki. Choć nie do końca zgadzam się co do roli Adama Michnika, którego Olbrychski tak gloryfikuje na początku publikacji. Jednak rozumiem, że to wynika z braku podobnych doświadczeń, obserwacji i nie brania udziału w tamtych wydarzeniach. Kto wie – może będę musiał zweryfikować swoją ocenę.

W książce znaleźć można wiele wspaniałych nazwisk, choć nie wszystkie opisane są szerzej. A szkoda, bo byłbym niezmiernie ciekaw tego, jakimi ludźmi byli lub jeszcze są. Niemniej, siedząc nad lekturą, miałem wrażenie, nie jakbym czytał książkę, ale jakbym siedział z Państwem Olbrychskimi przy kawie, słuchając ich swobodnych, wesołych opowieści. I to było naprawdę fajnie przeżycie.

Z ich historii przebija taka radość z życia, radość z kontaktu z innymi ludźmi, a to takie nietypowe, tak rzadkie w naszej zabieganej rzeczywistości. Aż ma się wrażenie, że tamten PRL-owski świat, mimo swych wad, był bardziej kolorowy, bardziej bajeczny, bardziej ludzki – przynajmniej pod pewnymi względami.

Początkowo oczekiwałem jakiś wytłumaczeń, rozliczeń ze skandalami, których byli świadkami lub uczestnikami. Oczekiwałem jakiegoż rozliczenia ze swymi czynami. Zawiodłem się pod tym względem. Ale to dobrze. W zamian otrzymałem szeroki obraz świata polskiej, i europejskiej kultury filmowej. Bohaterowie tak często odtwarzanych w telewizji filmów, typu „Potop”, „Pan Wołodyjowski” czy „Ziemia Obiecana”, przeistoczyli się nie tyle z aktorów, ile w zwykłych ludzi, ze swymi wadami, zaletami, pasjami, życiowymi zawirowaniami. Hmm, to tak jakbym czytał o czasach niemal heroicznych.

Wypowiedzi obojga bohaterów doskonale się uzupełniają. Pani Krystyna, mimo, że jej głos jest nieco mniej słyszalny (przepraszam, z głosem Pana Daniela bardziej się zżyłem), dopowiada to, o czym zapomniał jej małżonek. Oboje doskonale się uzupełniają. Aż im tego zazdroszczę.

Tak się zastanawiam, czy tytuł sugeruje nam pewne zadowolenie z przeżytego życia bohaterów? A może to tylko nawiązanie do piosenki Jacka Cygana, która mówi o tym, żeby wszystko traktować jako wspaniała przygodę, jako coś, co jest zarówno wyzwaniem, jak i niespodzianką, czasem złą, czasem dobrą? Czytając tę książkę, w mojej wyobraźni pojawiały się różne możliwości odpowiedzi na postawione powyżej pytanie. Bo może chodzi o bogactwo doświadczeń. Mnogość ciekawych ludzi, którzy stanęli na ich życiowej ścieżce, a może o to, że udało im się odnaleźć szczęście we własnym spotkaniu, a w dalszej konsekwencji – miłości?

Dary losu – podsumowanie

Dary losu liczą sobie 456 stron tekstu. To była naprawdę fajna przygoda. Polecam wam wszystkim.

Publikacja napisana jest żywym, ale mocno literackim, bogatym językiem. Podejrzewam, że część czytelników będzie miała problem z przyzwyczajeniem się do takiego nietypowego stylu wypowiedzi, ale proszę mi wierzyć – naprawdę warto. W moim odczuciu książka jest subtelna, ale i pełna emfazy dla życia, dla ludzi, dla tego, co w nas dobre. Choć pewne kwestie nie do końca były dla mnie zrozumiałe, to jednak nie dało się nie uśmiechnąć, nie zatęsknić do tych lat młodości (może bardziej moich własnych, niż bohaterów książki).


Wydawnictwo Agora
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Agora. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.