Cyril Azouvi, Julien Peltier, 1942. Przełomowy rok II wojny światowej w infografikach, rysunkach, fotografiach
1942 rok pod wieloma względami stał się czasem przełomu. Po raz pierwszy wojska państw Osi zaczęły ponosić porażki. Niemiecka ofensywa na wschodzie utknęła i załamała się, a Japonia, mimo niewyobrażalnych sukcesów na Dalekim Wschodzie i na Pacyfiku, nie była w stanie rozstrzygnąć wojny na swoją korzyść. Choć wojna zajęła jeszcze trzy lata, 1942 rok był znakiem zmian, jakie zaszły na świecie. Pojawiły się nowa potęgi – Związek Radziecki stał się graczem o kluczowym znaczeniu dla świata, a Amerykanie przystąpili do budowy bomby atomowej, stając się najpotężniejszym państwem globu.
Ponadto potęga Japonii i Niemiec została mocno nadszarpnięta. Hitler, wbrew opinii własnych dowódców, nakazał dalsze oblężenie Stalingradu, co tylko osłabiło jego pozycję na wschodzie kontynentu. Pozwolił również na rozbudowę brytyjskiej floty powietrznej, która zrównoważyła niemiecką przewagę w powietrzu. Alianckie bombowce wkrótce zaczęły również atakowanie niemieckich obiektów wojskowych na terenie Rzeszy. Nagle, Niemcy z atakujących, stali się atakowanymi…
Na Dalekim Wschodzie stało się jasne, że Japonia, mimo sukcesów, nie będzie w stanie podporządkować sobie Chin. Co więcej, walki w tym regionie odciągały sporą część japońskiej armii od walk z Amerykanami. Fakt ten również przesądził o wyniku wojny. Ale to tylko nieliczne przełomowe fakty, które miały miejsce właśnie w tym czasie.
Książkę Azouvi i Peltiera czytało się z niesłabnącą przyjemnością, wręcz rozkoszą. Prosty, ale rzetelny język, wsparty statystyką, zdjęciami oraz pięknymi infografikami jest jak miód na moje czytelnicze serce. To była nie tylko przygoda z historią, ale i świetna zabawa. Nawet moje córki uczestniczyły w lekturze pytając co oznaczają poszczególne ilustracje, mapy czy „figurki” maszyn wojennych. Tak więc – Autorzy kształtują nowe pokolenie czytelników.
Lis pustyni
Erwin Rommel był jednym z najbłyskotliwszych dowódców w czasie II wojny światowej. Robił to, co innym wydawało się niemożliwe. Nawet wśród współtowarzyszy broni pojawiały się wyrazy osłupienia wobec jego działalności. Franz Halden, szef sztabu nazistowskich wojsk lądowych raz miał nawet wykrzyknąć „Ten generał oszalał”.
Dla Rommla nawet przewaga liczebna wroga nie stanowiła problemu – atakował wszędzie, gdy pojawiła się okazja na zwycięstwo. Jego sukcesy i niekonwencjonalne podejście sprawiło, że został wysłany do Afryki (słynny Afrika Korps), aby wspomóc skompromitowane wojsko Mussoliniego, które na Czarnym Lądzie ponosiło porażkę za porażką.
Od razu przystąpił do ofensywy, która doprowadziła do wyparcia Brytyjczyków aż do granic Egiptu. Wpadł również na pomysł produkcji czołgów-atrap, które wykorzystywał do oszukiwania przeciwników. Jego pomysłowość stała się wręcz przysłowiowa, wobec czego nazwano go „Lisem Pustyni”. Jednak w obliczu zdecydowanej przewagi wojsk alianckich, nawet on, prędzej czy później, musiał przegrać. Kres jego chwale przyniosła bitwa pod El-Alamejn, która przypieczętowała o klęsce wojsk Osi w Afryce.
A przecież mogło być inaczej. Gdyby Montgomery’emu nie udało się zmusić Rommla do przyjęcia bitwy w niedogodnym dla niego miejscu (pole bitwy było ograniczone od północy morzem, a od południa depresją Kattara), bitwa mogła skończyć się zupełnie inaczej. W niesprzyjających warunkach terenowych nazistowski dowódca nie miał możliwości wykazania się swym geniuszem. Musiał zastosować powszechnie znane prawidła wojny i przegrał w zaciętej bitwie. Choć Lis Pustyni podjął jeszcze próbę kontrataku, to los Afrika Korps był już przesądzony.
Bitwa o Midway
Po ataku na Pearl Harbor można było odnieść wrażenie, że Japonii nie da się powstrzymać. Japończycy odnosili zwycięstwo za zwycięstwem, w wyniku czego w strefie ich wpływów znalazł się ogromny obszar południowo-wschodniej Azji i Oceanii. Jednak lotniskowce, które pozostały niezauważone przez Japończyków podczas ataku na Pearl Harbor, szybko miały zemścić się na atakujących. Wzięły one udział między innymi w bitwie o Midway, która przesądziła o wygranej Stanów Zjednoczonych.
Dosyć szybko okazało się, że Japonia jest kolosem na glinianych nogach. W sobotni poranek 18 kwietnia 1942 roku 16 amerykańskich samolotów zbombardowało Tokio, które, jak się zdawało, leżało daleko za linią frontu. Choć szkody wyrządzone przez Amerykanów były niewielkie, to jednak szok propagandowy był ogromny. W maju doszło do bitwy na Morzu Koralowym, która była zapowiedzią tego, jak będzie wyglądała walka pomiędzy Japonią a Amerykanami na oceanie.
W czerwcu 1942 roku Japońska Cesarska Marynarka Wojenna podjęła próbę rozstrzygnięcia wyniku wojny na Pacyfiku. Podjęto próbę wciągnięcia Amerykanów w pułapkę, lecz posunięcia Japończyków były tak nieporadne i czytelne, że stało się to przyczyną ich klęski. Na wyspie znajdowała się amerykańska baza, której utrata mogłaby przesądzić o amerykańskiej klęsce. Był to jeden z elementów operacji „Mi”, opracowanej przez admirała Isoroku Yamamoto. Japończycy liczyli, że wciągną flotę admirała Chestera Nimitza w pułapkę. Nie mieli jednak świadomości, iż Amerykanie już potrafili deszyfrować japońskie szyfry wojskowe.
Ostatecznie zwycięstwo odnieśli właśnie Amerykanie, którzy stracili lotniskowiec „Yorktown”. W przeciągu pół roku od ataku na Pearl Harbor Japończycy zostali zatrzymani. Stracili również cztery z sześciu lotniskowców, a plan odizolowania Australii legł w gruzach. Wszem i wobec ugruntowała się nie tylko przewaga gospodarcza Amerykanów, ale ich dominacja na Pacyfiku. Od tego momentu Japończycy byli w zasadzie tylko w defensywie (małe uproszczenie na potrzeby recenzji).
Grafika – małe dzieło sztuki
W książce znajdziecie mnóstwo przepięknych grafik i infografik, które są niczym dzieło sztuki. Mnie najbardziej spodobały się mapy, opisy kampanii czy ruchów poszczególnych części armii, zarówno nazistowskich, jak i alianckich. Jest w nich zawarte wiele szczegółów – od podziału na odcinki frontu, po nazwy konkretnych jednostek, które uczestniczyły w danym starciu.
Wielki plus przyznaję również za uświadomienie czytelnikom nazw poszczególnych operacji, pod którymi prowadzono działania wojenne. Przyznam, że nie znałem wcześniej kryptonimów takich jak operacja „Fall Blau” czy „Mały Saturn”. Choć może wynika to z mojej nonszalancji w odniesieniu do II wojny światowej.
Są tutaj również opisy poszczególnych elementów wyposażenia walczących armii – samochodów, samolotów, czołgów i innych tego typu maszyn. Są one rzeczowe, i pod wieloma względami przewyższają to, co możemy przeczytać w standardowych książkach czy podręcznikach historii. Na plusa są również dane statystyczne, dotyczące na przykład spraw gospodarczych, stanu zaopatrzenia czy strat w sprzęcie czy ludziach.
W książce znajdziemy również całą masę ciekawych fotografii oraz inspirujących do nich komentarzy. Słowem – jestem ogromnie zadowolony. To jedna z najpiękniejszych publikacji, jakie kiedykolwiek miałem w dłoniach. Z tego też powodu przyznaję jej najwyższą ocenę w naszej skali.
Podsumowanie
Książka dzieli się na dziewięć rozdziałów (Pacyfik, Japonia traci inicjatywę; Narody Zjednoczone. Wizja przyszłości; Front wschodni. Koniec niemieckich ambicji; Bombardowania strategiczne. Miasta jako cel; Szoa. Zbrodnia staje się przemysłem; Złoty wiek komandosów; Afryka Północna Lis wypędzony z pustyni; Projekt „Manhattan”. Ameryka przystępuje do wyścigu atomowego; Ruch oporu w budowie). Całość dzieli się zawiera się na 246 stronach. Z czystym sercem i duszą – gorąco polecam wszystkim. To naprawdę coś przepięknego.
Wydawnictwo Rebis
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Rebis. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.