Mieczysław Jałowiecki, Na skraju imperium i inne wspomnienia

Na skraju imperium i inne wspomnienia |Recenzja

Mieczysław Jałowiecki, Na skraju imperium i inne wspomnienia

Zawsze zastanawiałem się, czy można uchwycić ducha dawnych czasów, większy fragment dziejów, konkretnych miejsc albo ogólnego obrazu społeczeństwa. Okazuje się, że można i świetny tego przykład stanowi książka Mieczysława Jałowieckiego pod tytułem „Na skraju imperium i inne wspomnienia”. To subtelny, choć nie zawsze obiektywny zapis tego, co działo się na przełomie XIX i XX wieku. Autor wspomnień kreśli nam ostatnie tchnienia dawnych światów – szlacheckiej Rzeczypospolitej, a właściwie ziemiańskiej Polski pod zaborami, życia dawnych polskich kresów nadbałtyckich oraz upadku carskiej Rosji.

Świat dawnych snów

W publikacji znajdziemy całe mnóstwo ciekawych informacji. Dowiemy się na przykład jak funkcjonowały szlacheckie dwory na ziemiach nadbałtyckich, jak żyło się w Petersburgu, o różnicach w funkcjonowaniu gospodarek „dworskich” – w Niemczech, ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, czy Rosji.

Znajdziemy tu mnóstwo znanych nazwisk – nie tylko polskich, ale i niemieckich, rosyjskich, szkockich, brytyjskich… I wychodzi na to, że cała arystokracja to była jedna wielka rodzina, zazwyczaj dobrze żyjąca ze sobą. Autor przytacza mnóstwo anegdot, ciekawych przemyśleń, które czasem nie są przyjemne dla czytelnika.

Tak, rozumiem książęce korzenie i poczucie wyższości, elitarności w stosunku do ludzi, ale bardzo czuć tutaj niechęć do tych, którzy żyli po swojemu. Nie udało się ustrzec od uprzedzeń, co wynika z rodzaju wychowania w takim, a nie innym środowisku. Jedne jestem w stanie zrozumieć, może nawet zaakceptować, ale niektóre mnie rażą. Ciekaw jestem jak wy postrzegacie te aspekty, które pozostawię w milczeniu.

Niewątpliwie Jałowiecki świetnie pisze, jest oczytany i przytacza niesamowity ogrom różnych informacji. Są więc fragmenty dawnych pieśni, wierszy, tradycji, choć brakło mi przypisów przy niektórych tego typu rzeczach, które mogłyby nakreślić czytelnikowi co z czego wynika, czy po prostu o co konkretnie chodzi. Albo gdzie szukać dalszej części… A tak, wiele spraw pozostaje wiadomych tylko samemu zainteresowanemu.

Rosja kochana, Rosja znienawidzona

Autor ciekawie pisze o Rosji i Rosjanach i to pomimo swego uprzedzenia wobec tej nacji. Niby sam wywodzi się z środowiska ruskich książąt, ale czuje się Polakiem. Kreśli o rosyjskim nihilizmie, takiej nieumiejętności bycia gdzieś po środku. Rosjanie zdają się być ludźmi absolutnych skrajności – albo źli, albo dobrzy, albo bogaci, albo skrajnie ubodzy, albo święci, albo diabły. Jeśli ktoś jest pomiędzy, ma obce pochodzenie. Zresztą z opowiadań Jałowieckiego wyłania się obraz Rosji podzielonej na enklawy, zjednoczone tylko osobą panującego, które żyją wprawdzie obok siebie, ale jakby z musu, jakby ostentacyjnie. Rosja to świat wielkich kontrastów i mimo upływu stu lat od opisywanych wydarzeń, chyba nic się nie zmieniło. Szkoda.

Bardzo wyraziste są opisy Autora stanu rosyjskiego ducha, mechanizmów władzy, która coraz bardziej się degenerowały – razem i osobno. Autor, jak i inni przedstawiciele jego stanu, zdawali się sugerować, iż jest to wynik „niemieckiej krwi” na tronie Romanowów. Ja nie byłbym tego aż taki pewien. Tak sobie myślę, że Rosja zwyczajnie nie była już w stanie utrzymać dawnych ram, w których uwięziła swoje społeczeństwo. Chyba nikomu tak naprawdę na tym nie należało. Arystokracja zajęta była balami, wystawnym życiem i całą resztę miała gdzieś. Ustępowała tam, gdzie ustępować jej nie można było. Z kolei rządzący bardziej zajęci byli wewnętrznymi rozgrywkami dworskimi, niż pilnowaniem spraw państwa. A władcy, zwłaszcza Mikołaj II, nie byli przygotowani do rządzenia imperium. Ten ostatni mógł abdykować, ale brakło mu odwagi. A kto wie, czy nie uratowałby dynastii…

Na skraju…

Ciekawie wygląda również opis życia ziemian na kresach dawnej Rzeczypospolitej. Z jednej strony mamy zapatrzonych w dawny blask maruderów, którzy żyją siłą inercji, nie czyniąc nic, aby podnieść swój poziom życia. Jest więc bród, bieda, głupota, zakłamanie… Z drugiej strony mamy „oświeconych” ziemian, którzy dążą do odzyskania zagarniętych przez carat ziem, pomnożenie majątku i kultywowanie spuścizny po Rzeczypospolitej. Są oni przedsiębiorczy, ale tak jakoś wyobcowani. Zresztą sprawdźcie sami, może tez to wychwycicie?

Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że społeczeństwo dawnej Rzeczypospolitej coraz bardziej się dzieli, dystansuje się. Autor nie ukrywa bowiem, że w narodach byłej Polski, zalęgł się nacjonalizm, antagonizm wobec Polaków, a przede wszystkim arystokracji i szlachty, który został stworzony i świetnie wykorzystany przez carskie władze. Ciężko się czyta o takich rzeczach.

Świat, który opisuje Jałowiecki to faktycznie świat na skraju, nie tylko imperium, ale i świata. To skraj dwóch imperiów, dawnej Rzeczypospolitej, po której został przeogromny dorobek kulturalny i materialny, a który powoli znikał z oczu tamtejszych mieszkańców.

To również skraj drugiego imperium, carskiego, które nie było, nawet wbrew swej polityce, gotowe, aby przetrawić taki szmat ziemi, ludzi i silnie zakorzenionych obyczajów.

To również skraj imperium rozumianego w sensie kastowym – imperium arystokracji europejskiej, która nie mogła zrozumieć, że świat przyspieszył, i że teraz to nie ona ma wszystkie karty w ręku.

Prawda leży gdzieś po środku…

W ogóle w książce pełno jest sprzeczności, których nie da się pogodzić. Choć Autor wspomnień jest człowiekiem oczytanym, z wykształceniem o jakim ja pomarzyć nie mogę, zdaje się nie zauważać pewnych dziejowych procesów, których nie da się przeskoczyć. Jednocześnie, pewne negatywne sygnały, choćby tylko płynące z carskiej Rosji, bagatelizuje, stara się im zaprzeczyć. I nie bardzo wiem, skąd to się wzięło. W tak wielu innych miejscach jego diagnozy zdawały się być słusznymi…

Jałowiecki w wielu sprawach jest dobrym obserwatorem i komentatorem, ale nie ustrzegł się przed przywarami swego stanu, swego wychowania. Jego tożsamość jest na wskroś ziemiańska, arystokratyczna. Wiele wniosków nie pochodzi z jego własnych przemyśleń, ale z tego, czym uraczyło go jego środowisko. Jeśli na swej życiowej drodze spotykał jakieś autorytety, ulegał im wręcz całkowicie. Tylko czasem nachodziły go wątpliwości, czy odmiana zdania (często po latach). Świat widziany oczami Autora jest paternalistyczny, skupiony na celebrowaniu arystokratycznej spuścizny, a nie na dostosowywaniu się do przemian, które ogarniały świat. Być może dlatego, w okresie starczym, był tak zawiedziony, że przegrał własne życie.

„Na skraju imperium i inne wspomnienia” to dla mnie ciekawy zapis świata, który wtedy przemijał. Tekst jest piękny, rzeczowy i naprawdę ciekawy, ale trzeba do niego podejść jednak z linijką, by odmierzać to, co jest albo przekłamaniem, albo mimowolnym uprzedzeniem, niedociągnięciem, czy brakiem obiektywizmu. Bo Autor świetnie rozumie swoje środowisko, ale procesy dziejowe są dla niego niezrozumiałe, niedoceniane, a czasem bagatelizowane.

Oczywiście łatwo pisze się o kimś, kogo się nie spotkało, z perspektywy człowieka, który nie liznął nic z tego, o czym przeczytał. Ale bardzo bym chciał przekonać się, kto ma rację. By przekonać się, czy wtedy tak łatwo byłoby mi ferować ocenę i osobowości Autora, i czasów, w których przyszło mu żyć. Bo zdaję sobie sprawę, że moja subiektywna ocena też jest wynikiem jakiegoś bagażu doświadczeń, uprzedzeń czy wychowania.

Podsumowanie

Książkę polecam, bo jako źródło czyta się ją świetnie. Początkowo z pełnym zachwytem, ale w miarę postępów w lekturze, człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, że to nie wszystko było takim, jak widział i opisywał książę Jałowiecki. Bo jak zawsze świat jest bardziej złożony niż człowiek.

Książka zawiera się na 776 stronach. Świetna pozycja, ale trzeba do niej podejść z dystansem.


Wydawnictwo Czytelnik
Ocena 5/6
Ryszard Hałas

Czytaj również:

Comments are closed.