Wacław Kostek-Biernacki. Człowiek do zadań specjalnych

Wacław Kostek-Biernacki |Recenzja

Krzystzof Drozdowski, Wacław Kostek-Biernacki. Człowiek do zadań specjalnych

„Czy historia potrafi wybaczyć człowiekowi, który całe życie służył jednej idei? Czy bezwzględna lojalność wobec wodza lub państwa, nawet wbrew prawu, etyce czy sumieniu, jest cnotą czy raczej przekleństwem?” (s. 293). Tymi słowami Krzysztof Drozdowski kończy opowieść o Wacławie Kostku Biernackim, człowieku, który mocnymi zgłoskami, nie zawsze chwalebnymi, zapisał się w krótkich dziejach II Rzeczypospolitej. Był człowiekiem niezwykłym, bezwzględnym, inteligentnym i oddanym do granic. Jednak historia o nim niemal zapomniała. Czy słusznie?

Wacław Kostek Biernacki to postać prawie że symboliczna. Jego życie wyznacza przejście pomiędzy trzema epokami – końcem rozbiorów, kształtowaniem i upadkiem II RP, a także przejęciem władzy przez komunistów. Mało któremu człowiekowi dane jest taki wyczyn.

Postać opisywana przez Drozdowskiego bohatera była niezwykła – rewolucjonista, bojówkarz, oficer legionów, urzędnik, pisarz, więzień. Mimo zmian, jakie następowały na świecie, Biernacki pozostał wierny jednej idei – przywrócenia Polski na łono Europy i jej umacnianie. Dla idei tej był gotów zrobić wszystko – i to nie przebierając w środkach. Wyznam, że boję się takich ludzi – bezwzględnych idealistów, którzy do celu idą po trupach.

Jednak opisanie Biernackiego tylko przez pryzmat jego złych czynów, nie jest do końca takie proste. Dawno nie spotkałem się z tak złożoną osobowością, pełną tylu sprzeczności.

Biernacki był postacią, która świetnie oddaje obraz swej epoki. Idealista, bohater, pragmatyk, „zły”, a wreszcie wrak człowieka. Tak się zastanawiam, czy jego losy nie są aby symbolicznym odzwierciedleniem 30-lecia II Rzeczypospolitej? Tak wyczekiwanej, tak hołubionej, a w końcu opresyjnej, by w ostatecznym rozrachunku znów upaść? Odrodzona Polska była krajem pełnym sprzeczności, kryzysów, wielkości, ale i miałkiej krotochwili, podszytej snami o dawnej potędze. Tacy ludzie jak Biernacki żyli snem, w imię wielkości popełniającymi różne świństwa, choć doskonale zdawali sobie sprawę, że ich czyny niczego dobrego nie wniosą?

W książce znajdziemy wiele ciekawych anegdot. Jedną z nich są na przykład przebieranki Biernackiego, który – podobno – w stroju zwykłego chłopa, miał przemierzać poleskie miasteczka i wsie, sprawdzając, jak żyją zwykli ludzie, i czy aby urzędnicy nie za bardzo dociskają im pasa.

Czy kogoś do szpiku zepsutego obchodziłby los zwykłych, maluczkich śmiertelników? Chyba nie. Ale podobnych, „ludzkich” zachowań Biernackiego było więcej. a mój szacunek wzbudziła jego niezłomna postawa w czasie odsiadywania więzienia już w Polsce komunistycznej. A jednak na jego koncie jest słynna Bereza…

Bereza Kartuska

Przyznam, że Autor pisze w taki sposób, że ciężko jest nie unosić się emocjami. z jednej strony czujemy szacunek dla dzielnego bojownika, by wkrótce uciekać od człowieka bezwzględnego, egzekwującego to, co uważał za konieczne.

Biernacki, chcąc nie chcąc, stał się twarzą Berezy Kartuskiej na Polesiu, gdzie przebywali więźniowie polityczni – ukraińscy nacjonaliści, działacze Obozu Narodowo-Radykalnego, komuniści, przestępcy gospodarczy i polityczni, nieskazani prawomocnym wyrokiem sądowym. Trafiały tutaj więc i osoby niesłusznie obwinione, jak choćby osoby związane z PPS czy Stronnictwem Ludowym. Według szacunków, przez obóz przewinęło się około 3000 osób.

Obóz, którym zarządzał Biernacki funkcjonował od lipca 1934 do września 1939 roku. Nad więźniami znęcano się fizycznie i psychicznie, wykorzystując to, co robiono w obozach w Niemczech (Dachau) czy w sowieckich łagrach. Ci, którzy stamtąd wychodzili, pod groźbą zesłania, mieli zabronione opowiadanie o tym, co działo się za murami Berezy.

Dlaczego warto przeczytać?

Książkę Drozdowskiego czyta się świetnie, bo pisana jest z pasją, oddaniem i nastawieniem, że odbiorcą będzie zwykły śmiertelnik, a nie kolejny historyk, z którym będzie można prowadzić sensowną debatę. Język, którym operuje jest prosty, ale rzetelny. Teksty są ubogacone fragmentami źródeł z epoki, co tylko uwypukla złożoność osobowości opisywanej postaci. Zresztą, Biernacki sam był literatem, więc to, co pisał, pełne jest swoistej finezji, gracji i sensu, nawet jeśli jest to prawda brutalna. W środku znajdziemy sporą ilość reprodukcji zdjęć (miejsc, pomników, dokumentów czy grafik), choć ich jakość mogła być nieco lepsza.

Wrócę jeszcze jednak do okładki, na której widnieje obraz głównego bohatera publikacji. Sama twarz była mi znajoma, lecz już konkretne personalia nic mi nie mówiły. Jednak jego wzrok – pewny, skupiony, wręcz bezwzględny niemal hipnotyzuje. Ot co – jakiś dawny bohater. Jak się jednak okazało, z tym bohaterstwem to rzecz niezmiernie skomplikowana, bo miał na swoim koncie takie rzeczy, o których trochę wstyd pisać czy mówić.

Bardzo podoba mi się, że Krzysztof Drozdowski starał się zachować względną obiektywność. Nie mówi wprost, czy dane czyny bohatera publikacji były złe czy dobre. Ocenę moralną pozostawia nam. Jedyne co z jego strony mamy to zasugerowanie, czy aby takie oddanie sprawie, nawet jeśli jest ona szlachetna, ma sens, gdy przynosi cierpienia innym? Czy to wszystko co czyni się w imię dobra/idei – usprawiedliwia każdą cenę, każdą zbrodnię? Wreszcie – czy w sytuacji, gdy świat wywraca się do góry nogami, trzeba pozostać nieugiętym temu, co było wcześniej?

Marny koniec

Zazwyczaj sporo piszę o tym, jak ktoś kończy. Jednak tym razem oddam głos Autorowi, bowiem ujął jak mało kto ogólny sens, nie tylko życia Biernackiego, ale i wielu innych ludzi. opis jest dosadny, beznamiętnie prosty i uderzająco warty uwagi:

„Kostek umierał w ciszy. Nie w glorii bohatera, nie  w blasku odznaczeń i wieńców. Umierał samotnie, niemal zapomniany, po latach więzienia, w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego i moralnego. Zredukowany do figury człowieka wynoszonego z celi na noszach, pozbawiony środków do życia, zależny od opieki dozorczyni i dobrej woli żony. Dla tych, którzy znali go jako silnego, dumnego oficera Legionów i twardego wojewodę kresowego, był to obraz upadku niemal biblijnego. […] Po wyjściu z więzienia nie czekało na niego ani współczucie, ani zrozumienie, ani nawet nienawiść – tylko obojętność. Największa kara dla człowieka czynu to wymazanie z pamięci zbiorowej. Odmówiono mu prawa do roli bohatera, ale też nie do końca uznano za zbrodniarza. Stał się wyrzutkiem, kimś kogo nie sposób uczcić, ale i trudno jednoznacznie przekląć” (s. 293-294).

Podsumowanie

Książka zawiera się na 302 stronach. Publikacja podzielona jest na jedenaście większych rozdziałów, znamionujących kolejne ciekawe etapy życia tej dosyć kontrowersyjnej postaci. Myślę, że warto się nad tą książką nieco dłużej pochylić, bo bohater był kimś naprawdę niezwykłym, bliższym naszym czasom niż może się wydawać.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.