Beata Zdziarska, Chłopiec z ruin. Gdańska opowieść tom 1

Chłopiec z ruin |Recenzja

Beata Zdziarska, Chłopiec z ruin. Gdańska opowieść tom 1

Książka Beaty Zdziarskiej kreśli losy dwóch głównych postaci – małego Niemca, Friedricha, który w wyniku sowieckiej ofensywy zostaje sam w zdewastowanym Gdańsku, oraz Heleny Koszek, Polki, która go przygarnia i pomaga mu zaaklimatyzować się w nowej rzeczywistości. I tak właściwie ta druga postać jest wyjątkowo interesująca.

Kobiece serce

Po pierwsze – Helena jest niezwykle ciekawą kobietą. Z jednej strony oddana, zaradna, a z drugiej, zdaje się nie zauważać jasnych sygnałów o zbliżającej się katastrofie jej ukochanego Gdańska i zbliżającej się pożodze, która ogarnie świat.

Ciekawie czytało mi się o jej perypetiach, o tym jak w końcu zaczyna dojrzewać w niej przerażenie, że świat wymknął się z ustalonych granic, i zewsząd czyhają tylko zagrożenia. Mimo doznawanych życiowych ciosów, dzielnie stawia wszystkiemu czoła. Nikogo stara się nie przekreślać, w każdym dostrzega przede wszystkim człowieka. Swą łagodnością potrafi okiełznać wiele problemów, ugasić cudzy gniew… I kto by pomyślał, że taka postawa może być interesująca?

Helena zyskała w moich oczach zwłaszcza wtedy, gdy odnalazła Friedricha, który został pozostawiony sam sobie. Jego matka zmarła w kościele podpalonym przez Sowietów. Jego krewni, albo wcześniej uciekli z Gdańska, albo zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Chłopak więc włóczy się po gdańskim gruzowisku, szukając śladów dawnego świata, okruchów pożywienia czy bezpiecznego noclegu. Na swej drodze spotyka trzy kategorie ludzi – tych, którzy mu współczują i tych, dla których jest on wyrzutem sumienia, wspomnieniem nazistowskich porządków, oraz tych, dla których jest przezroczysty…

Pogłębiająca się relacja między nim a Heleną jest wzruszająca, tym bardziej, że Autorce udało się uniknąć patosu. Niezależnie od naszej postawy, co do roli Niemców w czasie wojny, czujemy sympatię do małego Niemca, który musi przystosować się do świata którego w ogóle nie zna. Jednocześnie uczy się zrozumienia dla swej stygmatyzacji – z niedawnego pana, staje się wyrzutkiem, ledwo tolerowanym przeżytkiem dawnych porządków.

Gdańsk, którego nie ma

Bardzo podobają mi się opisy odnośnie zmian nastrojów w przedwojennym Gdańsku, gdy naziści i ich sympatycy coraz natarczywiej zagarniają dla siebie tamtejszą przestrzeń społeczną. Ciekawie czyta się o wysiłkach Polaków, którzy pragnęli zachować jak największą część polskiej spuścizny kulturalnej w mieście, które ich już nie chciało. Równie ciekawie brzmią wątki o rodzinnych podziałach, gdy jedni Polacy stawiali opór niemieckim porządkom, a inni woleli fraternizować się z nimi, by poczuć głębszą więź z czymś, co wydawało im się wielkim…

Jednocześnie to fascynujące, gdy mamy możliwość obserwowania jak zmienia się tkanka miasta. Przed wojną, pomimo licznych podziałów społecznych, Gdańsk był metropolią tętniącą życiem. Jednak wraz z stopniowym wprowadzaniem nazistowskiego ordnungu, miasto zaczyna umierać. Najpierw zamiera jego różnorodność – z przestrzeni społecznej znikają tutejsi Żydzi, a później i Polacy. Systematycznie zanika życie kulturalne, w miejsce którego pojawiają się burdy, masówki i coraz natarczywsze milczenie ze strachu. Wraz z postępami wojny, Gdańsk jeszcze bardziej traci ze swego kolorytu, a w momencie walk o Gdańsk, miasto przemienia się w morze ruin. I wszystko trzeba budować od nowa…

Autorka ma ten rzadki dar literacki, który sprawia, że litery i zdania splatają się w pełne emocji dialogi, ale nie zrzucają czytelnika w odmęty skrajnych emocji. Pisarka potrafi nas zasmucić, ale i jednocześnie zbudować, aby, jak Helena, nie poddawać się rozpaczy, aby być sobą pomimo narastających trudności. Uczy nas szacunku człowieka do człowieka, troski o tych, którzy sami nie potrafią o siebie zadbać. Przemyślenia Autorki i bohaterów powieści są niemalże filozoficzne, ale tak przystępne, że nie tylko nie przywodzą na myśl zbędny patos, ale raczej pogłębiają nasze wewnętrzne rozterki, subtelnie kierując nas ku czemuś większemu. No, ale o tym to już musicie przekonać się sami.

Bardzo ciekawie czyta się o Gdańsku. Ten, kto już raz tam był, czytając tę powieść zyskuje możliwość zobaczenia tej metropolii oczami człowieka z lat 30. I 40. ubiegłego stulecia. Oczami wyobraźni widzimy różnej maści lokale, przemierzamy ulicami o niemieckich nazwach, dosłownie czujemy klimat i zapach gdańskich dzielnic. Trochę szkoda, że tamten Gdańsk w wyniku zniszczeń wojennych stracił ten swój niezaprzeczalny czar.

Trochę jestem niezadowolony z zakończenia, które w moim odczuciu pozostawiło mnie samemu sobie. Wiele pytań nie zyskało odpowiedzi, wiele wątków zostało nierozwiązanych. Mimo to, ciekaw jestem kontynuacji tej cudownej historii.

Podsumowanie

„Chłopiec z ruin” to naprawdę fajna powieść, po którą warto sięgnąć. Książkę czyta się w ekspresowym tempie, często z wypiekami na twarzy i drżącym sercem. To niebagatelna historia o Gdańsku, o ludziach tam żyjących, o trudnych wyborach i przetrwaniu w świecie, który nie zna litości dla nikogo. Tak, to coś naprawdę ciekawego i dlatego polecam Wam tę lekturę. Uczy takiej życiowej pokory, „chłopskiej” mądrości i przywraca serce na właściwe miejsce.


Wydawnictwo Replika

Ryszard Hałas

Comments are closed.