Bitwa pod Płowcami | Wywiad z dr. Karolem Kościelniakiem

W 1333 roku rozegrała się bitwa pod Płowcami. Stroną polską dowodził Władysław Łokietek, zaś po stronie krzyżackiej dowódcami byli komtur krajowy chełmiński Otto von Lauterberg, marszałek zakonu Dietrich von Altenburg, wielki komtur Otto von Bonsdorf. Królestwo Polskie przystąpiło do bitwy w sile 5 tys., a Zakon Krzyżacki w sumie 6,3 tys. Wskutek bitwy Krzyżacy odstąpili od marszu na Brześć.

r Karol Kościelniak
Karol Kościelniak

Na temat tej bitwy przeprowadziliśmy wywiad z dr Karolem Kościelniakiem, adiunktem w Zakładzie Historii Wojskowej Instytutu Historii UAM w Poznaniu. Jest on autorem licznych publikacji z zakresu historii wojskowej. Jego zainteresowania naukowe obracają się wokół dziejów oręża polskiego, ze szczególnym uwzględnieniem czasów nowożytnych.

Czy według Pana bitwę pod Płowcami można zaliczyć do grona polskich zwycięstw czy też nie? Jak jest to przedstawiane we współczesnej historiografii? Czy ta bitwa jest kolejną w polskiej historii, o której możemy mówić o zwycięstwie i porażce pod względem strategicznym i taktycznym?

Sądzę, że bitwę pod Radziejowem-Płowcami, bo tak powinno się prawidłowo określać to starcie, możemy zaliczyć do polskich zwycięstw. Jednak należy podkreślić, że nie jest to proste zwycięstwo, ponieważ na polu bitwy był remis, ale pod względem strategicznym było to zwycięstwo wojsk Władysława Łokietka.

Historiografia ostatnich stu lat różnie podchodziła do tej bitwy, doskonale przedstawił to Konrad Ziółkowski w swoim artykule zamieszczonym na łamach Studiów z Dziejów Polskiej Historiografii Wojskowej, gdzie dokonał analizy wszystkich prac mówiących o tejże bitwie. Ja zwrócę uwagę na kilka kwestii poruszanych w pracach historycznych.

Mianowicie zdecydowana większość Autorów uważa bitwę pod Radziejowem-Płowcami za sukces wojsk polskich. Tylko nieliczni uznają, że było to taktyczne zwycięstwo wojsk Łokietka, zdecydowana większość uznaje, że bitwa była taktycznie nierozstrzygnięta, podkreślając sukces strategiczny Władysława Łokietka, ponieważ Krzyżacy opuścili pole bitwy i wycofali się poza Wisłę.

Oczywiście, przytaczając słowa Mariana Biskupa, podkreślić należy, że to, co pozostawiły nam źródła, jest bardzo fragmentaryczne i często niejednoznaczne. W związku z tym, wiele pytań co do tego, komu należy przypisać zwycięstwo taktyczne, oraz jakie było jego znaczenie polityczne i strategiczne pozostaje otwartych.

Osobiście uważam, że bitwa pod Radziejowem-Płowcami była taktycznie nierozstrzygnięta, czyli remis, ponieważ pierwsze starcie pod Radziejowem było zwycięstwem polskim, natomiast drugie, już pod Płowcami, zwycięstwem krzyżackim. Podkreślić należy sukces strategiczny strony polskiej, ponieważ Krzyżacy przerwali kampanię i wycofali do Torunia.

Co z bitwą stoczoną tego samego dnia pod Radziejowem? Dlaczego tak rzadko się o niej wspomina?

Ponieważ tak jest w podręcznikach. W podręcznikach pisze się, że odbyła się bitwa pod Płowcami, nie uwzględnia się najnowszych badań. Bitwa rozegrała się pomiędzy Radziejowem i Płowcami. Dopiero w 1993 roku Tomasz Jurek zwrócił uwagę, że dwie fazy bitwy rozegrały się w dwóch różnych punktach, pierwsza faza niedaleko Radziejowa, a druga faza na wschód od Radziejowa, pod wsią Płowce. Różnica między tymi miejscowościami wynosi 8 km.

Czy zgadza się Pan zatem ze stwierdzeniem J. Wyrozumskiego, że militarne zwycięstwo Łokietka z września tegoż roku w bitwie pod Płowcami z częścią armii krzyżackiej było tylko sukcesem doraźnym?

Tak, zgadzam się, ponieważ ten sukces nie dał Łokietkowi żadnych materialnych korzyści, tylko prestiżowe, polityczne. Przez kolejne kilkadziesiąt lat Polacy zmagali się z Zakonem, nim uzyskali jakieś konkretne materialne korzyści. Proszę pamiętać, że Zakon nie doznał w tym starciu druzgocącej klęski, jak to miało miejsce pod Grunwaldem i już kilka miesięcy później najechał i zajął Kujawy. Jednak znaczenie polityczne, prestiżowe i mentalne już doraźnymi nie były.

Jan Długosz podaje nam przekaz, w którym mowa o tym, że król wycofał z pola bitwy swojego jedynego syna, Kazimierza, bo miało mu bardziej zależeć na potomku, niż na sukcesie militarnym. Czy gdyby jednak tego nie zrobił, losy bitwy mogłyby się potoczyć inaczej?

Kwestia Kazimierza jest dyskusyjna. Co też widać w historiografii. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy prześledzić przebieg starcia. Pierwsza faza bitwy, która rozegrała się pod Radziejowem zakończyła się sukcesem polskiego rycerstwa, które następnie ruszyło traktem w kierunku Brześcia Kujawskiego, czyli miejsca do którego udała się pierwsza część wojsk krzyżackich.

Krzyżacy z pierwszej grupy zawiadomieni o przedpołudniowym starciu szli drugiej grupie na pomoc. Zmęczone oddziały polskie natknęły się na świeże siły krzyżackie, doszło do drugiej fazy bitwy w okolicach wsi Płowce. Tutaj zmęczenie i zamieszanie, a nawet chaos walki spowodował, że część chorągwi polskich wycofała się z walki, a za nimi pozostałe. Teraz kwestia Kazimierza. Kazimierz był przy chorągwiach małopolskich.

Marian Biskup uważa, że Kazimierz wraz z niektórymi oddziałami, między godziną 15.00, a 17.00, ogarniętymi paniką opuściły wraz z księciem pole bitwy. Tomasz Jurek także pisze o ucieczce większości polskich oddziałów. Piotr Strzyż, Autor monografii pt. Płowce 1331, zwrócił uwagę na rosnące, w trakcie starcia, siły krzyżackie czego nie wytrzymały zmęczone już oddziały polskie, które zaczęły ustępować z pola bitwy. Pierwsze załamało się skrzydło prawe, na którym stały chorągwie małopolskie, a wśród nich Kazimierz. Załamanie się prawego skrzydła spowodowało zagrożenie dla samego Władysława i pozostałych chorągwi nadal walczących z Krzyżakami.

Do jakich wniosków nas to prowadzi? Mianowicie do takich, że druga faza bitwy zakończyła się chaotyczną ucieczką polskich oddziałów. Prawdopodobnie po kolei wycofywały się (żeby nie mówić uciekały) poszczególne chorągwie polskie, wśród nich był także Kazimierz, który ratował własne życie. Krzyżacy mieli przewagę liczebną (siły Łokietka szacuje się na 4-5 tys. natomiast Krzyżaków na 6-7 tys.).

Dodatkowo na pole drugiego starcia przybywały świeże, nie zmęczone oddziały krzyżackie. Sam Kazimierz nie był wstanie odmienić losów tej bitwy. Jednak, gdyby powstrzymał uciekających Małopolan, któż wie co by się stało?

Pomijając efekt końcowy, jak Pan ocenia organizację wojskową obu stron?

W tym czasie organizacja wojskowa Państwa Krzyżackiego była lepsza od polskiej. Polska opierała się na pospolitym ruszeniu, natomiast Krzyżacy to był zakon rycerski, w którego strukturze znajdowali się „zawodowi żołnierze”, jeżeli tak mogę to określić. Podsumowując to jednym zdaniem, za Krzyżakami przemawia stal, a za Polakami „fantazja”, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Jak duże znaczenie propagandowe, według Pana, miał uroczysty wjazd Łokietka do Krakowa wraz z jeńcami? Czy faktycznie wzmocniło to polskie morale i jakie to miało znaczenie? Czy bitwa ta miała w ogóle znaczenie militarne?

Stanisław Zajączkowski w 1929 roku napisał, że bitwa pod Płowcami przyniosła wielką ilość poległych i garść jeńców. Jednak należy podkreślić, że strona polska bardzo dobrze wykorzystała to starcie propagandowo. I rzeczywiście, pod względem propagandowym to był sukces Polski.

Władysław Łokietek urządził uroczysty wjazd do Krakowa prowadząc jeńców, w ten sposób pokazał swoim poddanym, że Krzyżaków da się pokonać. I to było najważniejsze, czyli że da się pokonać wojska krzyżackie, co bardzo mocno wzmocniło morale rycerstwa polskiego. Do tej pory to były ciągłe porażki, uciekanie, chowanie się. A teraz pokonaliśmy niezwyciężoną armię, mimo, że była to tylko mała cząstka armii krzyżackiej, ale polscy rycerze tego dokonali.

Czy bitwa miała w ogóle znaczenie militarne? Nie miała. Wojska polskie wycofały się ze stratami, tak samo wojska krzyżackie. Jednak dla Krzyżaków nie była to druzgocąca klęska, po której mieli by problemy się podnieść. Pod względem militarnym ta bitwa nie miała większego znaczenia, tym bardziej, że taktycznie była nierozstrzygnięta.

Jak się Pan odniesie do stwierdzenia, że Krzyżacy odnieśli pyrrusowe zwycięstwo?

Krzyżacy opanowali pole bitwy, jednak z dużymi stratami. Bojąc się, pod osłoną nocy opuścili pole bitwy (rycerski zwyczaj nakazywał posiedzieć jakiś czas na polu bitwy, aby ugruntować swoje zwycięstwo). Dla Krzyżaków straty musiały być znaczące.

Dlatego pyrrusowe zwycięstwo, ale tylko przy założeniu, że przyznamy Krzyżakom taktyczne zwycięstwo w tej bitwie. A według mnie, pod względem taktycznym bitwa była nierozstrzygnięta. Ja byłbym skłonny stwierdzić, że to Polacy odnieśli pyrrusowe zwycięstwo. Z ok. 4-5 tysięcznej armii polskiej zginęło ok. 2 tys. zbrojnych (ok. 48-50%), a do Torunia odprowadzono 56 jeńców.

Z armii krzyżackiej, wynoszącej ok. 6-7 tys. zbrojnych, w bitwie miało zginąć łącznie ok. 2200 zbrojnych w służbie krzyżackiej, dodatkowo do niewoli polskiej poszło 32 jeńców. Łącznie Krzyżacy stracili ok. 30% armii, choć ubytek ludzi zdolnych do dalszej walki mógł być większy, jeśli weźmiemy pod uwagę rannych.

Straty, jakie poniósł w bitwie król polski, zwiększały także przewagę liczebną wojsk krzyżackich, które mogły nadal wystawić w polu ok. 3,7-4,7 tys. zbrojnych, wobec 1,9-2,2 tys., jakimi dysponował Łokietek. Przy czym nie możemy zapominać, że część ocalałych z pogromu Małopolan uciekła wraz z królewiczem na południe, co dodatkowo osłabiało potencjał militarny króla polskiego. Przy takich danych i tym, że jeszcze tego samego roku Krzyżacy najechali i złupili Kujawy, można odnieść wrażenie, że stroną zwycięską są Krzyżacy.

Jak jednym zdaniem określiłby Pan tą bitwę?

Bitwa pod Płowcami to bardzo ciekawy epizod w stosunkach polsko-krzyżackich, który jedna i druga strona uznały za swoje zwycięstwo.

Rozmawiała Agnieszka Popiak

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*