Bitwa pod Prostkami 1656 roku

Bitwa pod Prostkami odbyła się 8 października 1656 roku podczas trwania potopu szwedzkiego, w trakcie kampanii hetmana polnego litewskiego Wincentego Gosiewskiego, którą uważa się za największą operacje przeprowadzoną przez wojska Rzeczypospolitej w trakcie konfliktu z Prusami Książęcymi[1].

Tło historyczne

Jerzy Waldeck, Źródło: Wikimedia Commons

Do samej bitwy doszło niedługo po tym, jak wojska szwedzko-brandenburskie opuściły ziemię warszawską w tym samym roku, w związku z czym postanowiono przejść do kontrataku i uderzyć na Prusy Książęce. Wojska Rzeczypospolitej pod dowództwem hetmana polnego litewskiego Wincentego Gosiewskiego złożone były z wojsk litewskich, wojsk zaciężnych, pospolitego ruszenia oraz Tatarów. Siły te miały za zadanie związać wroga walką na jego terenie. W tym celu już na początku października oddziały polsko-litewsko-tatarskie przekroczył Narew pod Wizną, tam gdzie były najdogodniejsze brody[2], i ruszyły w kierunku Ełku.

Po wycofaniu wojsk szwedzkich i brandenburskich z Warszawy w 1656 r. zdecydowano się wysłać polskie wojska do Prus Książęcych, czego ubocznym skutkiem było zniszczenie Prus przez Tatarów i zmuszenie księcia pruskiego i elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma do zerwania sojuszu ze Szwecją. Oprócz tego siły te miały za cel związanie sił wroga na tym terenie. Kiedy wieści o mobilizacji sił koronnych dotarły do Fryderyka Wilhelma, ten postanowił posłać na granicę z Rzeczpospolitą grupę wojsk brandenburskich pod dowództwem Jerzego Fryderyka von Waldecka, w tym samym czasie Karol X Gustaw posłał w okolicę Tykocina oddziały szwedzkie nad którymi dowództwo objął Bogusław Radziwiłł. Obie armie połączyły się w okolicach Chorzelami 14 września.

ZDJĘCIE 1

Wieści o koncentracji na Podlasiu wojsk litewskich skłoniły Fryderyka Wilhelma do wysłania nad granicę z Koroną, w okolice Pisza i Ełku, grupy wojsk brandenburskich pod dowództwem generała Jerzego Fryderyka von Waldeck. Karol X Gustaw skierował zaś w okolicę Tykocina grupę wojsk szwedzkich pod dowództwem Bogusława Radziwiłła. Do połączenia obu wojsk doszło 14 września pod Chorzelami. Kiedy 29 września połączone siły brandenbursko-szwedzkie minęły wieś Prostki, Jerzy Fryderyk von Waldeck postanowił przygotować obronę w tym miejscu. Radziwiłł zdecydowanie się temu sprzeciwiał, jednak ostatecznie doszło do kompromisu wedle którego von Wadleck pozostanie pod Prostkami, a Bogusław wraz ze Szwedami uda się w kierunku Rajgrodu. Stacjonował tam do 5 października, dopóki wzrastać nie zaczęło zagrożenie ze strony Wincentego Gosiewskiego.

Wincenty Korwin Gosiecki, Źródło: Wikimedia Commons

 Wtedy Radziwiłł zdecydował się na przesunięcie swoich oddziałów na zachód, w okolice Mieczy, aby znaleźć się bliżej wojsk pod dowództwem generała Jerzego Fryderyka von Waldeck. Nie pozostał tam jednak długo, ponieważ prędko dotarły do niego raporty o marszu wojsk hetmana polnego litewskiego na północ w odpowiedzi na co wycofał się do Brandenburczyków von Waldecka z którymi przegrupował się 8 października.

Armie walczące

Wojska polskie liczyły od 8 do 9 tysięcy[3] i składały się głównie z jazdy litewskiej, oddziałów zaciężnych Rzeczypospolitej, pospolitego ruszenia oraz Tatarów. Jak już zostało powiedziane, na ich czele stanął hetman polny litewski Wincenty Gosiewski, za doradcę służył mu polski oficer, pułkownik Gabriel Michał Wojniłłowicz[4]. Tatarzy posiadali swojego dowódcę, Subchan Ghazi aga (wciąż podlegał dowództwu Gosiewskiego), którego przysłał na pomoc Rzeczypospolitej chan Mehmed IV Gireja[5].

Strona szwedzko-brandenburska była o połowę mniej liczna, bowiem posiadała około 4 tysięcy żołnierzy za to wspieranych przez dziewięć dział[6]. W skład oddziałów brandenburskich wchodziła rajtaria, dragonia, pospolite ruszenie pruskiej szlachty. Szwedzi pod dowództwem Radziwiła składali się z rajtarii.

Bitwa

Generał von Waldeck dostając kolejne raporty o nadciągających siłach Korony zdecydował się w końcu na ewakuacje w celu połączenia z siłami stacjonującymi bliżej Ełku. Wierzył, że nieliczne wojska polsko-tatarskie nie będą w stanie rozbić jego wycofujących się sił, które cofać się miały w następującym porządku:   jako pierwsze wyruszyć miały tabory, za nimi natomiast działa i dragoni. Dla zabezpieczenia przeprawy, przez most w okopach pozostawiono dwa działa oraz nieco jazdy.

Kiedy tabor począł opuszczać obóz do ataku rzucili się Tatarzy w celu spędzenia z pola oddziałów Brandenburgii, które po prawej stronie brzegu odsłaniały odwrót swoich sojuszników. Pierwsze natarcie nie trwało jednak długo i nie było natychmiastowo kontynuowane. Nim nastąpił drugi atak, tym razem wyprowadzony przez Litwinów, Radziwiłł zdążył rozkazać ludziom ściągnąć na swoje pozycje dwa porzucone przy okopach działa.

Generał von Waldeck zdawszy sobie sprawę z tego, że nie ma do czynienia tylko z grupą Tatarów, ale z całą dywizją hetmana polnego litewskiego, zrozumiał, że trzeba zmienić pierwotny plan, ponieważ ewakuacja pod Ełk była w zaistniałej sytuacji niemożliwa. Zdecydował się więc na zorganizowanie obrony na linii rzeki oraz skoncentrował się na obronie przepraw przez rzekę i mosty, tak aby powstrzymać wojska Korony.

Tatarsko-polskie skrzydło miało szukać brodu w dole rzeki, równocześnie z działaniami tej grupy na prawym skrzydle wojska litewskie zaatakowały opuszczone umocnienia, próbując przy tym oflankować wrogie siły od strony północnej, w razie możliwości blokując także grupę brandenburskiej drogi na most. Pełen sukces połączonego ataku mógłby doprowadzić do okrążenia i całkowitego rozbicia wroga, jednak tak się nie udało. Radziwiłł wraz ze swoimi Szwedami skutecznie bronił brodu w dole rzeki. Jednocześnie grupa Litwinów, która miała dokonać oskrzydlenia z północy spóźniła się, przez co większość jednostek wroga ewakuowała się z szańca za most, a na miejscu pozostała tylko straż tylna, która ominęła litewską jazdę blokującą most i wpław pokonała rzekę, dołączając tym samym do reszty wojsk po drugiej stronie mostów.

Von Waldeck rozpaczliwie próbował podjąć obronę swoich pozycji, dlatego sam osobiście objeżdżał swoją linie obrony, aby wzmocnić morale swoich żołnierzy, którzy wykazywali większą ochotę do ucieczki, niż prowadzenia walki. Sprawdzał też, które pozycje należy wzmocnić aby nie pozostawić nigdzie słabego punktu, który wykorzystać mogliby Polacy.

Husarz, Źródło: Wikimedia Commons

Most w Ostrymkole, w miejscu, gdzie broniła przejścia grupa Szwedów wraz z taborem, zarwał się. Nim udało się uformować w miarę stabilną i spójną linię obrony, stracono wiele dział, które przydałyby się w odpieraniu ataków hetmana. Zostały bowiem tylko 3 z czego jedno niezdatne do użytku[7]. Wkrótce także dawać we znaki zaczęły się braki amunicji. Dodatkowo zachodzące słońce świeciło Szwedom i  Brandenburczykom prosto w oczy. W świetle tych utrudnień i nieustającego naporu przeważających sił wroga, oczekiwano od dowództwa komendy odwrotu. Ta jednak nie nadchodziła. Dlatego, kiedy kul i prochu zaczęło brakować zwłaszcza na nowym moście, posłano do generała z pytaniem, jak długo jeszcze należy stawiać opór. Miast odpowiedzi, von Waldeck pojechał na miejsce osobiście, by powstrzymać pozbawione zasobów oddziały przed ucieczką. Jednak morale były tragicznie słabe i w kilku miejscach utrzymanie w pozycji żołnierzy okazało się niemożliwe.

Pierwsze przełamanie linii brandenburskiej obrony nastąpiło w centrum, tam gdzie obrona była nieliczna, a przeprawę utrudniała płonąca wieś i przeszkody ciśnięte do rzeki. Litwinom udało się jednak przedrzeć tam bez walki, więc 50 konnych stanowiących obronę odcinka musiało zatem uciec. Pojawiające się po wschodniej stronie rzeki wojska koronne całkowicie zdruzgotał i tak panicznie słabe morale Brandenburczyków, którzy stopniowo zaczęli porzucać swoje stanowiska, pozostawiając Radziwiłła i jego szwedzkie regimenty same sobie. W wyniku tego prędko znalazły się w okrążeniu.
Generał von Waldeck chciał uderzyć jeszcze na wojska Rzeczypospolitej z prawego skrzydła, jednak dowiedziawszy się o odcięciu Radziwiła i porzuceniu pozycji przez Brandenburczyków, zdecydował się na ucieczkę. Za uciekającymi ruszała pogoń, która skutecznie ścigała ich i zabijała.

W tym samym czasie dokańczano wyżynać Szwedów, a sam Bogusław Radziwiłł trafił do tatarskiej niewoli, z której jednak został siłą odebrany przez Wojniłłowicza. Wkrótceresztę jeńców Brandenburskich pułkownik odebrał także Tatarom, co przełożyło się na późniejszy konflikt między dowództwem polsko-litewskim, a wodzem tatarskim Subchanem Ghazi agą.

Podsumowanie

Bitwa pod Prostkami zakończyła się całkowitym rozbiciem korpusu szwedzko-brandenburskiego. Straty w siłach Gosiewskiego nie były duże. Nie można powiedzieć tego samego o jego oponentach. Samych Szwedów na polu walki zginęło około 1,5 tysiąca, a 18 chorągwi trafiło w ręce Polaków. Straty Brandenburczyków nie są znane, bowiem większość ich sił wymknęła się z niedomkniętego okrążenia. Mimo domniemanych małych strat w żołnierzach, von Wealdeck stracił mimo wszystko cenne działa i tabory.

Bitwa pod Prostkami była sukcesem militarnym, ponieważ udało się rozbić wojska Szwedzkie i pojmać Bogusława Radziwiłła. Nie jest jednak przykładem kunsztu taktycznego hetmana polnego litewskiego Wincentego Gosiewskiego. Manewr okrążenia nie udał sie mu przez co nie rozbił do końca sił Brandenburskich, zamiast tego doprowadził tylko do ich rozproszenia. Jego zwycięstwo prędzej przypisywałbym przewadze liczebnej oraz błędom (takim jak zbyt późno podjęta decyzja o ewakuacji w stronę Ełku) i brakom w zaopatrzeniu przeciwnika. Nie można jednak odebrać mu, że błędy te potrafił wykorzystać. Z tego też powodu nie można zarzucić mu braku myśli taktyczno-strategicznej, należy jednak dostrzec, że nie stała ona na tym samym poziomie, co u największych dowódców Europy, czy nawet samej Polski. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego błędy operacyjne jeszcze sprzed bitwy, kiedy to rozsyłał posłańców wzywających do wierności polskiemu królowi, którzy z łatwością wpadali w ręce przeciwnika i wyjawiali informacje na temat lokalizacji oraz stanu jego oddziałów[8].

Żołnierz polski, Źródło: Wikimedia Commons

Pod względem politycznym zwycięstwo pod Prostkami nie zostało wykorzystane w najmniejszym stopniu. Elektor odrzucił propozycję do niego wysłaną aby porzucił sojusz ze Szwedami w zamian za pokój. Była to, więc świetna okazja by uderzyć i zyskać dla Rzeczypospolitej. Pod groźbą miecza wymusić to czego Polska najbardziej wtedy potrzebowała. Pomocy i pokoju. Ewentualnie zdezorganizować obronę i armię wroga do stopnia, w którym nie mógłby na długo stanowić realnego zagrożenia w tej trudnej sytuacji. Prusy Książęce stały otworem, jednak hetman nie wykorzystał tego fakt. Zamiast działać, skupił się na pertraktacjach i rozmowach z elektorem.

Na dodatek utracił wsparcie Tatarów, czyli blisko tysiąca jeźdźców przez fakt, że odebrano im tak znaczącego jeńca jak Bogusław Radziwił. W wyniku czego oni najpierw spustoszyli  część Prus, a następnie, wracając do Krymu,  niektóre ziemie polskie. Wedle pierwotnych założeń to właśnie Tatarzy mieli pozostać na zdobytych terenach i siać tam niepokój, a nie wracać na swoje ziemie.

Biorąc pod uwagę te wszystkie fakty, a także to jak potoczyły się dalsze losy konfliktu, nie pozostaje żadna wątpliwość, że bitwa pod Prostkami i odniesiony tam sukces nie miał żadnego wpływu na przebieg wydarzeń politycznych w tym rejonie. Konflikt z Fryderykiem Wilhelmem rozstrzygnięto dyplomatycznie i nie za sprawą presji jaką wywarło zwycięstwo, a jego własnych interesów kiedy arena polityczna Europy zaczęła nabierać nowych kształtów.

Oskar Danielak

Artykuł pierwotnie opublikowany 03.04.2018 roku

Bibliografia:

Augusiewicz Sławomir, Prostki 1656, Warszawa 2001.

Płosiński Jacek, Potop Szwedzki Na Podlasiu 1655-1657,  Zabrze 2006.

Podhorodecki Leszek, Chanat Krymski I Jego Stosunki Z Polską W XV-XVIII Wieku, Warszawa 1987.

Wimmer Jan, Wojna polsko-szwedzka, 1655-1660, Warszawa 1973.

Przypisy:

[1]Sławomir Augusiewicz, Prostki 1656, s. 3.

[2]Sławomir Augusiewicz, Prostki 1656, s. 98.

[3]Jacek Płosiński, Potop szwedzki na Podlasiu 1655-1657, s. 113.

[4]Jan Wimmer, Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, s. 156.

[5]Leszek Podhorodecki, Chanat Krymski i jego stosunki z Polską w XV-XVIII wieku, s. 196.

[6] Jacek Płosiński, Potop szwedzki na Podlasiu 1655-1657, s. 119.

[7]Sławomir Augusiewicz, Prostki 1656, s. 111.

[8]Sławomir Augusiewicz, Prostki 1656, s. 74.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*