Błysk pierwszych fleszy Patronat medialny

Błysk pierwszych fleszy |Patronat medialny

Pierwsze fotografie wymagały cierpliwości, światła, chemii i sporej odwagi. Portret oznaczał bezruch, specjalne ustawienie ciała, zacisk podtrzymujący głowę i oczekiwanie na obraz, który dla wielu ludzi był pierwszym trwałym zapisem własnej twarzy. „Błysk pierwszych fleszy” Aniki Burgess pokazuje początki fotografii, pierwsze próby, błędy, ambicje, ryzyka i zachwyt nad obrazem wydobytym ze światła.

Historykon objął książkę patronatem medialnym, ponieważ publikacja dobrze wpisuje się w sposób opowiadania o historii, który cenimy: konkretny, źródłowy i bliski człowiekowi. Fotografia pojawia się tu jako wynalazek, który szybko wyszedł poza pracownię i zaczął zmieniać naukę, sztukę, dokumentację, pamięć oraz codzienne myślenie o świecie. Burgess prowadzi czytelnika przez około siedemdziesiąt lat rozwoju fotografii, od 1839 roku do okolic 1910 roku, skupiając się głównie na Wielkiej Brytanii, Francji i Stanach Zjednoczonych.

Książka czeka na Ciebie tutaj:

Książka otwiera czytelnikowi drzwi do świata, w którym wykonanie zdjęcia było wydarzeniem. Dagerotyp na metalowej płycie pokrytej srebrem dawał obraz szczegółowy, o lustrzanej powierzchni, ale pojedynczy i niepowtarzalny. Kalotypia pozwalała wykonywać odbitki z papierowego negatywu, lecz dawała obraz mniej ostry. Mokra płyta kolodionowa połączyła ostrość i możliwość powielania, jednak wymagała pracy pod presją czasu, zanim chemikalia wyschły. Fotograf w plenerze musiał zabierać aparat, statyw, szklane płyty, wodę, chemię, kuwety i przenośną ciemnię. Jeden z przywołanych w książce fotografów wspominał wyprawę z ekwipunkiem ważącym ponad 50 kilogramów.

Burgess bardzo dobrze pokazuje, że historia fotografii nie była prostą drogą od słabszego aparatu do lepszego aparatu. Każdy rozdział opowiada o innym przesunięciu granicy. Fotografowie schodzili pod ziemię, patrzyli w stronę Księżyca, próbowali zdjęć z balonów, schodzili pod wodę, eksperymentowali ze skalą obrazu, manipulacją, ruchem, migawką i promieniami X. Czasem osiągali przełom. Czasem zostawiali po sobie próbę, anegdotę albo bardzo dobry materiał ostrzegawczy dla przyszłych pokoleń.

„Błysk pierwszych fleszy” dobrze prowadzi czytelnika przez zmianę perspektywy. Fotografia nie zatrzymała się na portrecie. Szybko stała się narzędziem patrzenia dalej, wyżej, głębiej i dokładniej. Rozdział o Księżycu pokazuje, jak trudnym obiektem dla XIX-wiecznego fotografa było ciało niebieskie zmieniające wygląd zależnie od fazy, pogody, miejsca obserwacji i godziny.

Książka opowiada o historii przez konkret: sprzęt, miejsca, eksperymenty, porażki, reakcje ludzi i skutki wynalazków. Burgess nie sprowadza fotografii do dat i nazwisk. Pokazuje, jak nowe medium powstawało w pracy wielu osób, w sporach o pierwszeństwo, w patentach, laboratoriach, atelier, kanałach, katakumbach, balonach, ciemniach i pracowniach naukowych.

Książka łączy naukę z opowieścią o ludzkiej potrzebie widzenia. W XIX wieku fotografia była cudem, narzędziem, eksperymentem i obietnicą; pozwalała zachować twarz bliskiej osoby, zobaczyć nocne miasto, zajrzeć pod skórę, sfotografować Księżyc, zejść z aparatem pod wodę i udokumentować warunki życia ludzi, których wielu wolało nie zauważać.

Comments are closed.