Bogini ꘡ Recenzja

A. Summers, Bogini. Tajemnice życia i śmierci Marilyn Monroe

Uwięziona

Są książki, które zmieniają nasz światopogląd tak diametralnie, że człowiek czuje się wręcz wyrwany ze swego bezpiecznego środowiska. Są tacy ludzie, o których mówi się jeszcze długo potem, gdy ich czas na tym padole przeminął. Jedną z takich postaci jest właśnie Marilyn Monroe, jak sugeruje Autor, „Bogini”. Lektura też jest fascynująca, choć nie wszystko w niej zachwyca.

Chyba każdy, a na pewno niemal każdy mężczyzna zetknął się z mitem ponętnej, nieziemsko ładnej, choć niezbyt inteligentnej Marilyn. A przecież to kolejny zafałszowany obraz człowieka. Owszem była piękna, ale nie najpiękniejsza, była pociągająca, ale nie jako ona sama, ale raczej jako mit ładnej, łatwej kobiety. I na pewno nie była głupia, jak zdają się to sugerować wszelkiej maści artykuły i prace dotyczące jej biografii. Czytaliście jej wiersze? Z pewnością nie. A szkoda, bo wyłania się z nich obraz zupełnie odmienny od tego, jaki utarł się w naszej „historiografii”. Czegoś takiego nie mogła napisać osoba tak płaska, jaka wyłania się z ekranów telewizorów i kin.

Jakoś nigdy wcześniej nie zdarzyło się, żebym był zainteresowany jej postacią. Owszem, co nieco obiło mi się o uszy, ale nie skradła mojego serca na tyle, abym poświęcił jej więcej uwagi. Co więcej, nigdy nie uważałem, aby była jakoś ponadprzeciętnie ładna. Nie zaprzeczam, że ma to coś w oczach, ale nie na tyle żebym się w niej mógł podkochiwać. Naprawdę. Zawsze była dla mnie zwyczajną kobietą, tyle że znaną. Nie umiałem dojść tego, co sprawiało, że inni wariowali na jej punkcie. Wszystko do czasu, gdy sięgnąłem po książkę Summersa pod tytułem „Bogini”. Jakby spadł grom z jasnego nieba – i już wiedziałem wszystko, choć wiedza ta nie napawa mnie niczym pozytywnym. Wręcz przeciwnie – nabrałem jeszcze większej odrazy do świata showbiznesu, polityki… i mężczyzn.

Przyznam, że książka mną wstrząsnęła. I to z kilku powodów. Po pierwsze – definitywnie upadł mit „Bogini”, jaką, rzekomo, była Monroe. Neurotyczka, ogromnie nieszczęśliwa, samotna, wykorzystywana, zagubiona w kreacji siebie samej, której do końca chyba nie zrozumiała, którą pożądał świat, ale nie dla niej samej, tylko dla jej ciała.

Po drugie – jako bogini seksu, też przepadła z kretesem. I nie chodzi mi już o same jej łóżkowe dokonania, ale o sam fakt, iż była postrzegana przez innych tylko jako obiekt seksualny. Nikt nie dostrzegał w niej kobiety, istoty, która czuje, która pragnie przywiązania, przyjaźni, bliskości… a nie tylko seksu. Autor sugeruje wręcz, że Marilyn była puszczalska bezgranicznie. Może i tak było, ale dlaczego zapomniano o tym, że ten stan z czegoś wynikał, że nie definiował jej wyłącznie? No cóż, świat zawsze upraszcza to, co może być głębokie…

Po trzecie – wszelkie wypowiedzi mężczyzn i kobiet, dotyczą głównie kwestii jej rozbujałej seksualności. Czy to nie straszne być traktowanym aż tak przedmiotowo? A gdzie jakieś głębsze przemyślenia? Gdzie jakieś przywiązanie? Kobiety nią gardziły, bo nie mogły jej dorównać. A mężczyźni myśleli tylko o tym, jak dobrać się jej do majtek. To naprawdę coś strasznego! Chyba nigdy nie czytałem tak smutnej historii o gwieździe. Całość biografii Marilyn Monroe to istne pasmo udręki, samotności w świecie, gdzie ciągle była na świeczniku. Mimo tego, że otaczało ją tyle osób, była pozbawiona oparcia, przyjaźni, i kreacja którą stworzyła, aby się bronić, przyćmiła jej osobowość. A śmiem twierdzić, że była naprawdę ciekawą osobą. Ale o tym musicie przekonać się sami. Pomimo obszerności lektury, naprawdę warto. Tym bardziej, że Summers, ostatecznie zniszczył utarty mit o szczęściu tej kobiety.

Przeczytaj też nasz tekst, o powstawaniu filmu „Blondynka”

W książce brakło mi przypisów do poszczególnych wypowiedzi, i to nie tylko naszej głównej bohaterki, ale i innych postaci, które zdają się sugerować, iż tylko one poznały dogłębnie odmęty jej osobowości. Nie wiem, czy Autor zdawał się podejrzewać, że każdy zna na pamięć wszystkie wypowiedzi znanej aktorki, ale tak nie jest. Bez przypisów książka wiele straciła, stając się czymś na wskroś bulwarówki, choć bardzo obszernej. Nawet metody krytycyzmu wobec wypowiedzi świadków życia Marilyn, bądź samych wypowiedzi „Bogini” pozostawiają wiele do życzenia.

Summersowi udało się również uchwycić sylwetki tych, którzy ją otaczali. Mam tutaj na myśli braci Kennedych, którzy rywalizowali między sobą o jej „miłość”. O aktorach, reżyserach i wszystkich tych, którzy przewijali się na ścieżce jej kariery.

Podsumowując, to naprawdę interesująca książka, po którą warto sięgnąć. Lecz obraz, jaki się z niej wyłania, mocno odstaje od tego, co znane nam było z programów telewizyjnych czy magazynów plotkarskich. I już choćby z tego powodu trzeba ją przeczytać.

Wydawnictwo: Znak Literanova

Ocena recenzenta:  5/6

Ryszard Hałas

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*