Boznańska. Zbliżenia

Boznańska. Zbliżenia |Recenzja

Paulina Szymalak-Bugajska, Boznańska. Zbliżenia

Rok 2025 to rok Boznańskiej – i zupełnie słusznie, bo 160. rocznica urodzin artystki przyciągnęła masę inicjatyw. Na tym tle album Boznańska. Zbliżenia Pauliny Szymalak-Bugajskiej wskakuje od razu do pierwszej ligi: niemal trzystustronicowy kolos w twardej oprawie, z obwolutą i ponad setką świetnych reprodukcji z muzeów i prywatnych zbiorów. Każdej towarzyszy rozbudowany komentarz. Nie jest to biografia ani katalog – raczej osobista opowieść o malarce i jej dorobku, z własnym tempem i wyczuwalnym stylem autorki.

Szymalak-Bugajska prowadzi czytelnika przez życie Boznańskiej i jej obrazy płynnie łącząc wątki. Zaczyna od dzieciństwa w krakowskim domu, gdzie polsko-francuska rodzina dbała o edukację i kontakt ze sztuką. Dalej książka rozwija się w rozdziałach tematyczno-chronologicznych. Pierwszy z nich – „Wczesne prace. Portrety najbliższych” – pokazuje portrety domowników i ludzi z najbliższego otoczenia, dzięki którym zaglądamy w intymny świat młodej Olgi.

Kolejne odsłony prowadzą nas przez monachijski start, paryskie lata i dojrzały okres twórczości, porządkując ją według gatunków: psychologizujących portretów, nastrojowych wnętrz, miękkich pejzaży czy oszczędnych martwych natur. Każdą część otwiera krótki komentarz autorki – a to o realiach monachijskiej bohemy, a to o specyfice paryskiego środowiska. Za tym wstępem następują reprodukcje z obszernymi omówieniami.

Te teksty nie mają nic wspólnego z suchym katalogiem. Szymalak-Bugajska pisze mini-eseje: wyjaśnia okoliczności powstania obrazów, technikę, symbolikę, relacje z modelami, nierzadko ich emocjonalny kontekst. Robi to prosto, bez zadęcia, ale z dużą wiedzą. Reprodukcje są świetnej jakości – duże, czytelne, z oddaniem niuansów szarości i zieleni, które są wizytówką Boznańskiej.

 Edytorsko album trzyma poziom typowy dla Arkad: kredowy papier, sensowna typografia, przejrzysty układ. Obok absolutnych klasyków („Dziewczynka z chryzantemami”, „W oranżerii”, „Japonka”) pojawiają się mniej znane szkice i studia, dzięki czemu książka daje pełny obraz rozwoju stylu malarki – od akademickiego realizmu po dojrzały, wibrujący kolorystycznie język.

Autorka i jej styl

Autorka ma talent do klarownego, obrazowego opowiadania. Swobodnie spina fakty biograficzne z opisami dzieł, a czytelnik nawet nie zauważa, jak przyswaja kolejne informacje. Styl jest wyważony – ani naukowa hermetyka, ani lekka publicystyka. To idealny środek: przystępny dla szerokiego odbiorcy, ale nie banalny. Pojawiają się też trafne porównania – np. zestawienie szaro-zielonych tonów z klimatem dawnego Krakowa czy odniesienia do wspomnień samej malarki.

Najmocniejszym zabiegiem jest konsekwentne „odczarowywanie” Boznańskiej. Szymalak-Bugajska sama zauważa, że gdy mowa o artystce, rozmowa zwykle skręca w biograficzne klisze: „nieszczęśliwą miłość, smutną starość, niemal nieustającą biedę, staromodne suknie czy historie z myszkami harcującymi w jej atelier”. Autorka odpina od malarki tę anegdotyczną łatkę ekscentrycznej samotniczki – pokazuje, że pod powierzchnią stereotypów była świadomą, zdeterminowaną twórczynią, która podejmowała trudne decyzje i wybory, by zachować artystyczną autonomię. To odmładzające spojrzenie naprawdę działa.

Zbliżenie – ale bez lukru

Idea „zbliżeń” polega tu na tym, że poznajemy Boznańską nie poprzez katalog jej dzieł, lecz przez pryzmat jej sztuki – a właściwie jej elementów, które pięknie łączą się w spójna całość. Szymalak-Bugajska konsekwentnie szuka tego, co naprawdę kształtowało malarkę: relacji rodzinnych, wpływu wychowania w dwukulturowym domu, doświadczeń miłosnych i wyborów życiowych. Portrety matki, ojca czy siostry Izabeli pokazują emocjonalne korzenie artystki, a późniejsza samotność i zawód miłosny stają się dla autorki kluczem do zrozumienia intensywności jej późniejszych obrazów. Nie jako melodramat, ale jako doświadczenie pogłębiające wrażliwość.

To samo dotyczy psychologicznego wymiaru portretów. Szymalak-Bugajska tłumaczy, że Boznańska „malowała spojrzenie”, a nie tylko oczy – emocję, a nie wyłącznie kształt twarzy. Ucieka od banału o „malowaniu duszy”; zamiast tego pokazuje, co konkretnie sprawia, że portrety Boznańskiej są tak nasycone psychologią. Ten sposób opowiadania łączy biografię, technikę i emocje, bez popadania w ckliwość.

Mocne strony albumu

Największym atutem jest warstwa wizualna – jakość reprodukcji robi robotę. Widać fakturę farby, rozedrganie konturu, pulsowanie światła. To książka, którą można nie tylko czytać, ale i „oglądać”. Układ stron jest logiczny, komentarze nie zagłuszają obrazów, a tam, gdzie potrzeba, jest miejsce na pełniejszą analizę. Do tego projekt graficzny w spójnym klimacie epoki.

Merytorycznie album również się broni. Szymalak-Bugajska pisze z empatią, ale bez hagiograficznego przesłodzenia. Umie tłumaczyć zjawiska artystyczne bez żargonu. Tam, gdzie używa terminów, natychmiast podkłada pod nie konkret z obrazu. To narracja, która pozwala poznać Boznańską na serio, a nie jedynie podziwiać reprodukcje.

Osoby oczekujące biograficznych fajerwerków mogą poczuć niedosyt – Szymalak-Bugajska świadomie wygasza melodramat. Album nie zajmuje się barwnymi scenami z pracowni pełnej ptaków i myszy. Tu priorytetem jest sztuka, nie anegdota. Dla jednych to plus, dla innych brak „pikanterii”.

Trzeba też pamiętać, że to wybór prac, nie pełna monografia. W porównaniu z katalogiem Kozakowskiej-Zauchy (niemal dwieście reprodukcji) tutaj mamy nieco ponad sto. Dobór jest przemyślany, ale perfekcjoniści mogą żałować, że książka nie jest jeszcze obszerniejsza. Autorka również nie wikła się w ostre spory historyków sztuki – jej celem nie jest rewolucja w badaniach, lecz spójna, przystępna synteza. Brakuje też drobnych dodatków typu chronologia czy indeks, ale to cena za lekkość formy.

Na tle innych publikacji

W zestawieniu z biografią Kuźniak album Arkad idzie w diametralnie inną stronę. Kuźniak postawiła na reportażowy portret ekscentrycznej osobowości, pełen scen i detali życia codziennego. Szymalak-Bugajska skupia się na sztuce, kontekście i osobowości Boznańskiej jako artystki działającej w trudnych realiach przełomu wieków. Obie książki można czytać jako komplementarne: jedna czaruje literacką opowieścią o życiu, druga porządkuje twórczość i pozwala ją naprawdę zobaczyć.

W serii opracowań o Boznańskiej miejsca starcza dla obu podejść. Album Arkad wypełnia lukę między naukową monografią a literacką biografią – daje piękne obrazy, sensowne analizy i narrację, która nie zakrywa sztuki biografią, ale pozwala je czytać razem.

Boznańska. Zbliżenia – ocena

Szymalak-Bugajska robi dokładnie to, czego brakowało w pisaniu o Boznańskiej: usuwa filtr legend i zostawia człowieka z krwi i kości. Album Boznańska. Zbliżenia jest znakomicie wydany, dobrze napisany i pozwala patrzeć na jej malarstwo ostro, bez zniekształceń. To książka kompletna w swojej klasie – idealna dla kogoś, kto chce zrozumieć Boznańską, a nie tylko obejrzeć jej obrazy.

Jeśli w domowej bibliotece ma stanąć jedna publikacja o Oldze Boznańskiej, ta spokojnie może być tą jedyną. Dzięki takiemu ujęciu malarka wraca do nas nie jako zakurzona legenda, ale jako twórczyni nowoczesna, odważna i świadoma swojej drogi. A to właśnie obiecuje seria „Zbliżenia” – i tu obietnica zostaje spełniona w całości.


Wydawnictwo Arkady
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Arkady. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.