Aleksandra Szarłat, Jan Nowicki. Trochę anioł trochę bies
Jan Nowicki to postać niezwykła. Aktor, birbant, intelektualista… Ale czy tymi epitetami da się opisać człowieka, który nie pasował do żadnej miary? Czy jego miłostki, filmowe kreacje, nie były tylko kolejną rolą, którą sam sobie narzucił? A może kryło się za tym coś więcej? Aleksandra Szarłat w swej nowej publikacji – „Jan Nowicki. Trochę anioł, trochę szatan” stara się znaleźć prawdziwego Jana Nowickiego. Czy się jej to udało?
Uprzedzenie
Jana Nowickiego, jak pewnie większość Polaków, kojarzę z roli Wielkiego Szu, w którą wcielił w 1982 roku. Chcąc nie chcąc, już zawsze nim pozostał, a może był nim od samego początku? W każdym razie była to, w moim odczuciu, jego druga najlepsza rola po Biesach Dostojewskiego, gdzie grał Mikołaja Stawrogina.
Mimo szacunku dla tych kreacji, nie bardzo przepadałem za tym aktorem. Dla mnie był zawsze bawidamkiem, człowiekiem niezwykle wymownym, bezkompromisowym, takim magnetycznym szarlatanem. W moim odczuciu żył jak chciał – nigdzie za bardzo nie zagrzewając miejsca. I opinie tę, jak mi się wydawało, potwierdził sam Nowicki już na początku książki:
„Mnie zawsze niosła fala […] Wyjechałem z Kowala, mając trzynaście lat, i już nigdy tam nie wróciłem. Rzucała mną fala – po miastach, liceach, kopalniach, szkołach teatralnych, teatrach, filharmoniach, do których wtedy chodziłem, i po kobietach. Nigdy tą falą nie kierowałem. Jak ktoś mnie pytał czy pyta: „Jakie pan ma plany?”, wk… mnie to nieprawdopodobnie, no nie mam żadnych planów. Niczego nie zamierzam” (s. 58). Jak się okazało, tę samą opinię, którą przytoczyłem powyżej, współdzieli ze mną dosyć spore grono znajomych, z którymi rozmawiałem o tym aktorze. Ale czy taki był naprawdę?
Nieuchwytny
Autorka w swej publikacji zebrała ogromną ilość wspomnień i wypowiedzi nie tylko samego Jana Nowickiego, ale i jego znajomych, przyjaciół, bliskich (choć nie wszystkich)… Co ciekawe, ani on sam, ani inni, nie próbują wtłoczyć go w jakieś ramy, jakby te były na niego zdecydowanie za małe? A może niekompatybilne z jego „nieuczesanym” charakterem, światopoglądem i byciem sobą?
Przyznam, że mam ogromny kłopot z dobraniem słów, aby scharakteryzować tę postać. Bywał dupkiem. Ale szlachetnym. Umiał ranić, ale i wiernie stał przy tych, których kochał. Wybaczał, nienawidził… Świetnie opanował warsztat aktorski, i jestem pewien, że gdyby nie ograniczało go środkowoeuropejskie pochodzenie, byłby gwiazdą światowego formatu. Jednak chyba był lepszym aktorem, niż człowiekiem.
W środku znajdziemy kilkadziesiąt zdjęć. Ja chciałbym więcej, zdecydowanie więcej. Jednak muszę pewną rzecz uściślić – Aleksandra Szarłat wybrała te zdjęcia bardzo szczęśliwie. Jan Nowicki ukazuje się w nich jakby odsłonięty, jakby najbardziej naturalny. I to nawet pomimo faktu, że część z nich pochodziła z fragmentów spektakli i ekranizacji filmowych.
Przebija z nich człowiek na wskroś skupiony na czymś, co pozostaje poza uwagą innych. Jest z innymi, ale w oddaleniu, jakby myślami błądził gdzieś daleko, poza zasięgiem ludzkich słów, znaczeń, granic… Zresztą sprawdźcie sami. Zawsze wydaje się na nich nieobecny duchem, myślą, czasem i ciałem.
Z pewnością emanował jakimś zwierzęcym magnetyzmem, częściowo wyuczonym, częściowo naturalnym. Jego głos przyprawia człowieka o ciarki. Jego wypowiedzi są niesztampowe, pełne głębszych znaczeń. Zresztą nie zawsze pochlebnych wobec ludzi, z którymi, i o których mówił. Fascynował chyba wszystkich, niezależnie od płci. Ten jego czar sprawiał, że sporą część jego życia stanowiły kobiety.
Piękne, eteryczne, z pasją, namiętne, delikatne… W pewnym momencie odniosłem nawet wrażenie, jakby to kobiety określały jego żywot. One stanowiły w jakimś stopniu jego sens, jego dążność do bycia kochanym. Ale czy potrafił kochać, skoro nikt tego Jana Nowickiego nie nauczył? Dlaczego tak piszę? Tego dowiecie się już na początku, gdy Autorka zacznie poruszać temat jego lat młodzieńczych. Tak, później już tylko konsekwentnie kochał swój sen o miłości idealnej, której szukał niemalże na siłę. Zupełnie jakby pragnął przekonać się, że w swej ocenie życia może się mylić.
Jakim był człowiekiem?
Jednak w miarę lektury, zacząłem dostrzegać też jego inne oblicze, bardziej ludzkie. Bo pomimo całego tego sukcesu, był człowiekiem skromnym, nieco wyobcowanym, z wielkim dystansem do siebie, a jeszcze większym wobec ludzi, których spotykał.
Momentami miałem wrażenie, że ludzie mu przeszkadzają, drażnią go swą nieumiejętnością kochania, cieszenia się chwilą, tym, co się akurat ma. On, świadek wielu tragedii, kochał tak jak potrafił. Zresztą nikt nie nauczył go kochać tak do końca. Obserwując świat z perspektywy niewielkiego Kowala na Kujawach, zaczął spoglądać na świat przez pryzmat natury – jej praw, chwilowych uniesień. Jedynym obowiązkiem, który znał i w miarę jasno akceptował, było pozostanie wiernym sobie.
Bywał człowiekiem trudnym w obyciu. Potrafił być bardzo opryskliwy, dosadny, wręcz brutalny. Kochał prowokować, hulać, swawolić jak Pan Twardowski w balladzie Adama Mickiewicza. Nie jestem w stanie określić, czy jego kreacja bardziej go przerosła, czy też raczej był nią w całości. Nie da się ukryć, że Jan Nowicki cały czas grał, zupełnie jakby nie umiał wyjść z roli, którą właśnie przed chwilą skończył odgrywać.
A przecież tak łatwo jest oceniać kogoś, komu się zazdrości – osiągnięć, barwnego życia towarzyskiego, uczuciowego, intelektu, przekory, znajomości ludzi.
Jaki był Jan Nowicki? Hmm – myślę, że odpowiedzi na to pytanie nie poznamy nigdy. Za trudne to, za mało czasu, za mało cierpliwości. Zresztą poszczególni z rozmówców Autorki opisywali bohatera książki różnie. Jak w tytule, bywał aniołem, bywał diabłem. Tak jak my. Nas interesuje głównie dlatego, że znało go wielu ludzi. Sławnych ludzi. Nas interesują skandale, nie człowiek.
A przecież nie da się ukryć, że Nowicki był człowiekiem nieuchwytnym, skrytym, a w moim odczuciu ta jego emancypacja od świata była tylko granicą, za którą skrywał swoje kruche, poranione życiem jestestwo. Może nie wprost, ale pośrednio Aleksandrze Szarłat udało się uchwycić błysk tego wnętrza, które skrywał pod maską człowieka przebojowego. Ale o tym przekonajcie się sami.
Podsumowanie
Książka o Janie Nowickim liczy sobie 752 strony. Całość podzielona jest na cztery większe części. Publikacja pod wieloma względami porusza, wzbogacając nie tyle samą legendę tej legendy polskiej kinematografii, ale czyniąc z „Wielkiego Szu” człowieka – pełnego pasji, dystansu do siebie i świata. Przyznam, że po tej lekturze moja ocena tej postaci uległa zmianie – oczywiście na plus. Jeśli macie odrobinę czasu, zapraszam Was do poznania wielkiego człowieka. Myślę, że warto.
Wydawnictwo Agora
Ocena 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Agora. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.