Joanna Stovrag, Chwila na miłość
Wojna na Bałkanach, oblężenie Sarajewa oraz hańba, jaką okryła Organizację Narodów Zjednoczonych masakra w Srebrenicy to temat trudny. Wolelibyśmy myśleć, że okrucieństwa, jakich dopuszczają się obecnie wojska rosyjskie na Ukrainie to coś, co nie miało miejsca w Europie od zakończenia II wojny światowej. Jednak masowe egzekucje, rozbudzana propagandowo nienawiść na tle etnicznym i religijnym, a także walka napastnicza uzasadniana rzekomą obroną to wydarzenia zupełnie nieodległe. Jeszcze dziś wiele słynnych nazwisk neguje bałkańskie zbrodnie (jednym z takich negacjonistów jest laureat literackiej Nagrody Nobla w 2019 r. Peter Handke – oficjalnie obrońca i admirator Slobodana Milosevicia).
Mając na uwadze to, co wydarzyło się po rozpadzie Jugosławii i jak bardzo okrutna była wojna wyniszczająca Bałkany (przy homeopatycznej próbie rozwiązania problemu przez ONZ) trudno uwierzyć, że znalazła się tam przestrzeń na miłość i to mającą w sobie wszystko to, co każda z walczących stron uważała za niemożliwe, a więc miłość pomiędzy dwoma nacjami i dwoma religiami. A taka historia wydarzyła się naprawdę. Jej uczestniczka Joanna Stovrag postanowiła opisać wszystko w książce Chwila na miłość.
Studia za granicą pierwszym krokiem do zakochania
Joanna była studentką slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. W drugiej połowie lat 80. udało jej się zdobyć stypendium i wyjechać na studia do Sarajewa. Nie była to jej wymarzona destynacja, ponieważ cały czas żyła przekonaniem, że jeśli jej się uda, to pojedzie do Zagrzebia. Jednak jak się okazało nic nie dzieje się bez przyczyny. Po pierwsze mogła zobaczyć na własne oczy świat egzystujących obok siebie różnych kultur, czerpiący pełnymi garściami z odmienności, utożsamiający się przede wszystkim z samym sobą i dumny ze swoich osiągnięć. Świat, w którym jeszcze dobrze się miała stara sarajewska raja – dokładnie ta sama, która za chwilę zostanie zmuszona do strzelania do siebie.
Dobrze, że pierwsza część książki skupia się nie tylko na życiu studenckim, ale przedstawia historię miasta i najważniejsze miejsca. Bardzo ciekawe są również opisy odmienności językowych, jakimi posługiwały się poszczególne nacje. Zdecydowanie jest to część, która najbardziej przypadła mi do gustu. Nie daje się wtedy aż tak bardzo odczuć infantylizmu autorki, która czasami zachowuje się, jak mieszkaniec XIX-wiecznego Podola, który trafiłby do Nowego Jorku XXI wieku. A przecież mieszkała ona od urodzenia w Krakowie, które jako miasto nie powinno mieć kompleksów pod względem historii. Być może dużą rolę odgrywa tutaj konstrukcja Joanny, która jest dość uroczą mieszanką kołtunerii i dulszczyzny podlaną sosem katolicyzmu ogłaszanego na sztandarach. Za nieodpowiednie uważa m. in. pójście kobiety na stadion na mecz…
Pomimo pierwszego oporu autorka zakochała się w mieście, ale również w człowieku. Sejo był Bośniakiem i muzułmaninem. Jest to dość nietypowy wybór, ponieważ Joanna Stovrag należy do katolików deklinujących swoją wiarę przez wszystkie możliwe przypadki. Niestety, na drodze do ich szczęścia stanęła wojna i oblężenie Sarajewa. Sejo walczył w obronie swojego miasta, zaś Joanna – bezpieczna w Krakowie – podejmowała próby wyciągnięcia go z tego piekła. Nie waha się nawet spróbować do niego dotrzeć. Poznaje najbardziej znane postacie, jak Janina Ochojska, Wojciech Tochman czy Waldemar Milewicz. Każdy z tych ludzi stara się pomóc Joannie i Sejowi, a finalnie Milewicz nakręci o ich historii reportaż.
Infantylizm pośród ludzkiej tragedii
Joanna – pomimo tego, że dokonała tak wiele, żeby ułożyć sobie życie z Sejem – jest osobą o skłonnościach do infantylnego hamletyzowania. I o ile rzeczywiście w opowieści zakochanej kobiety może się taki styl bronić, to jednak nie współgra to z moją estetyką. Osobiście pewne rozwlekłe opisy dramatycznych emocji przysłaniały mi to, czego doświadczał Sejo, a co chwilami wybrzmiewa z jego listów. Jak się wydaje takie podejście autorki jest wynikiem otrzymanego wychowania, co przemknęło mi przez myśl, gdy przeczytałam, jak jej matka stwierdza, że lepiej, żeby Sejo został w niestabilnym, dopiero co odblokowanym Sarajewie i żeby dokończył tam studia. Biorąc pod uwagę co przeżył i jak niestabilna była sytuacja polityczna jest to opinia godna Marii Antoniny. Cóż z tego, że może zginąć lub na zawsze ugrzęznąć w kraju targanym konfliktami – ważne, żeby zdobył dyplom.
Choć sprawy poruszane w recenzowanej pozycji należą do bardzo ważkich, to jednak wybrany sposób narracji może czytelników mniej zaprawionych w romansach (jak ja) irytować lub nawet skłonić do porzucenia lektury. A jest to ze wszech miar efekt niepożądany, ponieważ nie ma zbyt wiele polskich pozycji opisujących losy zwykłych ludzi w czasie oblężenia Sarajewa i później, już po zawieszeniu broni, próbujących odbudowywać swoje życie na niestabilnych wciąż gruzach. Czytanie, zdobywanie wiedzy o wojnie w byłej Jugosławii, powinno stać się imperatywem, zwłaszcza, że co jakiś czas do opinii publicznej przenikają bulwersujące opisy zachowania w tym czasie Zachodu. W tym roku była to zapewne publikacja o “ludzkim safari” – bogaci obcokrajowcy płacili za możliwość zabawienia się w weekendowych snajperów i postrzelania z serbskich pozycji do cywilów.
Chwila na miłość – czy warto?
Choć recenzowana pozycja stylem i sposobem narracji pozostaje niezmiennie daleko od mojej estetyki, to zachęcam wszystkich do zapoznania się z nią. Jest to opowieść niepokojąco aktualna i dziejąca się nadal, tyle że w innych krajach, pod innymi szerokościami geograficznymi.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Daria Czarnecka
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.