Czy ktoś uczy się z historii?

Mawia się pospolicie, że „historia jest nauczycielką życia”. Czy aby na pewno? Bo niewielu od tej nauczycielki chce się uczyć. Ewentualnie uczniowie tej nauczycielki są bardzo odporni na przekazywaną przezeń wiedzę. I to można dostrzec codziennie. A w ostatnich dniach na arenie międzynarodowej widać to już bardzo wyraźnie.

A ja znów o bieżącej sytuacji na Ukrainie. Nie będzie jednak ściśle o polityce, geopolityce czy zawiłościach dyplomacji i wywiadu. A o tym, że rządzący i wielcy tego świata znów popełniają ten sam błąd, który już kilkukrotnie popełniono w historii. Od nauczycielki życia nie nauczyli się nic.

A w czym rzecz? Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Rosja szykuje się do czegoś grubszego. Od dawna się zbroi, otwarcie mówi o konieczności odbudowy swojego Imperium. I od jakiegoś czasu chyba zaczyna realizować swój plan. A w tym roku chyba ta realizacja jeszcze przyśpiesza. Media na świecie, w ślad za wywiadami amerykański, brytyjskim i ukraińskim donoszą, iż na granicach Ukrainy kraj prezydenta Putina postawił już prawie ćwierć miliona żołnierzy. Nie tylko na tej rosyjsko-ukraińskiej, ale w tym celu wykorzystano także terytorium Białorusi.

Czy idzie wojna? Tego nie do końca wiemy. Dlatego nie oczekuj tej odpowiedzi i ode mnie.

Ja chciałbym dziś tylko zaznaczyć, że taka sytuacja przecież już na teatrze europejskim już kilkukrotnie wystąpiła. Ba! Kilkukrotnie sama Rosja była głównym bohaterem takich spektakli. Tamte wydarzenia mogą być dziś dla nas bardzo ciekawą lekcją. Tylko, że Ci którzy powinni z nich skorzystać nie korzystają.

Przecież ekspansjonizm Kremla nie jest niczym nowym. Od wieków władcy moskiewscy, a potem także rosyjscy byli właściwie „genetycznie zaprogramowani” na dążenie do ekspansji podbojów. I nie ważne czy mówimy o państwie Wielkich Książąt, carów czy I sekretarzy albo prezydentów. Rosja uwielbia podbijać o czym ostatnio przekonała się i zaraz znów może przekonać Ukraina.

Czy jest jakieś panaceum na tę tendencję? No właśnie trzeba byłoby sięgnąć do tych historycznych lekcji. A tymczasem… Wielcy tego świata robią dokładnie to samo co w 1756, 1853 1914 czy 1939. Już przecież przebąkuje się o „karmieniu krokodyla”. Już zaczyna się bratania z potencjalnymi zwycięzcami, potencjalnej wojny. Beż żadnej refleksji. Bez deka pomyślunku.

A najlepsze w tym wszystkim jest o, że wszyscy mówią, że dążą do pokoju, a tymczasem przeładowują broń, odpalają czołgi, startują myśliwce i otwierają silosy rakietowe.

I nie wierzcie w żadne opowieści o pretekście. To tylko kłamstwo, które można wcisnąć opinii publicznej. Dzięki jakiejś prowokacji można spróbować usprawiedliwić to, że używa się broni i przelewa krew. Nie ma to jednak nic wspólnego z rzeczywistością. Bo odpowiedzialność za wybuch wojny nigdy nie spoczywa na jednostce, czy niewielkiej grupie ludzi. Za jej wywołanie zawsze odpowiada większa społeczność.

Generał Mirosław Różański powiedział kiedyś: „Wojny wywołują politycy, ale polityków wybierają wyborcy”. Kto, więc tak naprawdę wywołuje wojny?

Każdy kto popiera polityków, wywołujących wojny, też w jakimś stopniu ma krew jej ofiar na rekach.

 A wojny najbardziej uwielbiają populiści. Uwielbiają o nich gadać, ale nie zamierzają brać odpowiedzialności za swoje słowa. Jakie to prawdziwe! I tego też powinniśmy nauczyć się z historii! Populizm bardzo często kończy się takim czy innym rozlewem krwi!

W czasie kiedy politycy i światowi decydenci nie uczą się nic od „nauczycielki życia”, ucz się choć Ty! Żebyś nie musiał powtarzać tych błędów, które popełniali Twoi przodkowie!

Dawid Siuta

One Comment

  1. Bardzo mądre słowa, niestety większość idzie ślepo jak stado baranów za głosem polityków.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*