Łukasz Modelski, Dziewczyny wojenne. Opowieść o zwykłym bohaterstwie
Wśród wojennych wspomnień dominują historie mężczyzn, którzy walczyli na froncie, ale to właśnie kobiety – często zapomniane przez historię – niejednokrotnie niosły ciężar wojennej rzeczywistości. Książka Dziewczyny wojenne przywraca pamięć o niezwykłych bohaterkach, które stawiały czoła bestialstwu wojny, niejednokrotnie dokonując rzeczy, które wydają się niepojęte. Ich historie, pełne bólu, odwagi i poświęcenia, to opowieści o sile, która rodzi się w najciemniejszych czasach.
Dzidzia Rajewska, Magda Rusinek, Hala Chlistunow, Zenia Żurawska, Basia Matys, Jagoda Piłsudska, Irka Baranowska, Wanda Cejkówna, Lala Lwow, Ala Wnorowska i Zosia Wikarska – to nazwiska wojennych bohaterek, o których, najpewniej, nie przeczytacie w podręcznikach do historii. A szkoda, bo ich życiorysy pełne są nie tylko bohaterstwa, ale i ogromnej siły ducha, przemyślności dochodzącej do brawury i chęci życia. Ale do rzeczy.
Losy kobiet podczas II wojny światowej
II wojna światowa wywróciła życie milionom osób na świecie, w Europie i Polsce, do góry nogami. Wielu historyków, ale i świadków tych brzemiennych w skutki wydarzeń, stara się udokumentować II wojnę światową. Jednak zdecydowana większość literatury poświęconej tej tematyce, opiewa dzielnych żołnierzy, czy szeroko pojętych mężczyzn, którzy swymi czynami przynieśli sobie i krajowi chwałę. Ale to tylko jedna strona medalu – męska.
Drugą stanowią historie kobiet, tych, o których bardzo często się zapomina. Bo przecież to główna część ciężarów wojennych – wychowanie dzieci, opieka nad rodziną, zdobywanie pożywienia – były, najczęśćiej, ich brzemieniem. Mężczyźni głównie walczyli, przybierając pozę „rycerzy”, zdrajców, uciekinierów… One – najczęściej nie miały wyboru.
Łukasz Modelski w swej książce pod tytułem „Dziewczyny wojenne” opowiada nam losy jedenastu niezwykłych, dzielnych ponad miarę, kobiet, którym przyszło stawić czoła niespotykanemu dotychczas bestialstwu. Książka może nie tyle porywa, co uczy pokory i szacunku dla tych skrytych bohaterkach. Pewne historie są momentami zabawne, bowiem większość z nich, dopiero wkraczała w dorosłe życie. Mamy tutaj więc pierwsze porywy serca, nie zawsze mądrze podjęte decyzje. Jednak zdecydowaną część lektury stanowią historie poważne, momentami dramatyczne, nad którymi nie da się przejść bez namysłu.
Wojna oczami kobiet
Jak może wyglądać twoje wesele w czasie wojny? Historię swego ślubu, a raczej tragedii opisała Dzidzia Rajewska: „Zęby wybili mi jeszcze w domu, bo chcieli się dowiedzieć, kto mnie ostrzegł, skąd wiedziałam, że oni przyjdą. Zabrali mnie do ratusza w Szczebrzyszynie. Jak stałam. Miałam taką ładną sukieneczkę z żorżety. Zabrali mnie w tej sukience. Jak potem mnie bili, rozbierali, to ta sukienka była cała pocięta. Bili mnie trzcinami. W ratuszu położyli mnie na takie dwa wysokie stołki i lali mnie po prostu. Mam jeszcze ślady po tym, jak gestapowiec gasił mi papierosa na nodze.
Ten folksdojcz, Łepniak, próbował mnie bronić, jakoś wytłumaczyć, coś wymyślał. Nie dał rady. Cała noc trzymali mnie w ratuszu i bili. Byłam przytomna, ale w pewnym momencie polali mnie wodą. Przypuszczam, że mogłam zemdleć. Byłam cała mokra. Ciągle odpowiadałam: Ja nic nie wiem, dajcie mi spokój, przestańcie mnie bić”.
Byłam pewna, że mnie zabiją, chciałam, żeby jak najprędzej. Jeden walił mnie w głowę pasem z taką dużą klamrą, to było najgorsze, bo w pewnej chwili łupnął mnie w krzyż tą klamrą. Pamiętam ten cios. Dwóch ich było i ten folksdojcz. Siedział z nimi. I wciąż mówił: „Przestańcie, ona ma dosyć”. A mnie już było zupełnie wszystko jedno. Tylko myślałam: „Boże, pomóż, żebym nic nie mówiła.
Rano zawieźli mnie do domu. Ale ja nie mogłam chodzić, nogi miałam opuchnięte i pobite, jedna krew” (s. 36-37). Który ze współczesnych mężczyzn byłby taki dzielny?
Kobiety opisywane w książce, borykały się nie tylko z problemami związanymi z wojną – głodem, brakiem opieki medycznej, konspiracją… Losy tych niezwykłych dziewczyn to również kwestia wchodzenia w dorosłość, a czasem nawet stania się głową rodziny. Świetny przykład stanowi tutaj Pani Magda Rusinek. Pozwolę sobie przytoczyć pewien fragment jej wspomnień:
„Na początku listopada mama poprosiła, żebym wygotowała jej strzykawkę, a potem zadzwoniła po jej lekarza. Po kilku minutach poczuła się źle. Zadzwoniłam po lekarza. Nie mógł przyjść, na jego ulicy była łapanka. Opowiedziałam o objawach. Kazał mi szukać jakiegoś śladu czegoś, co mama sobie wstrzyknęła. Znalazłam dużą fiolkę po insulinie. Doktor kazał natychmiast podać glukozę. Pobiegła do apteki, wstrzyknęłam dożylnie. Mama nie odzyskała przytomności. Następnego dnia w mieszkaniu zebrało się konsylium. Mama jest w śpiączce, przeszła poważny wylew. […]
Myślałam o tym, że jestem w konspiracji, że gestapo prędzej czy później mnie znajdzie, że wtedy nikt nie będzie mógł się mamą zająć. Poprosiłam lekarzy, żeby nie ratowali mamy. Wtedy właśnie skazałam ją na śmierć. Jako szesnastolatka przestałam być dzieckiem.
Czwartego dnia mamie bardzo się pogorszyło, pobiegłam po księdza. Zdążyliśmy. Zmarła 6 listopada. Sprzedałam futro ojca i kupiłam trumnę. Mamę ubrałam w najmniej potrzebne, najmniej wartościowe rzeczy. Na pewno zrobiłaby to samo” (s. 63-64).
A przecież to dopiero początek książki! Dalej znajdziecie o wiele więcej mocnych opowieści, które mrożą krew w żyłach. I tylko w głowie kołacze się pytanie – jak one to wytrzymały, zniosły? Jak one przetrwały taką gehennę? Choć czytałem sporo książek o tematyce wojennej, nadal nie potrafię sobie wytłumaczyć, skąd te wszystkie kobiety miały siłę tak dzielnie stawiać czoła tylu przeciwnościom. Chwała im i cześć!
Mały Adaś – bohater drugiego kadru
Mnie najbardziej zapadła w pamięć opowieść o pewnym Adasiu, chłopcu żydowskiego pochodzenia. Choć jego życiorys został streszczony w zasadzie na jednej kartce, nie umiałem później zasnąć. Dlaczego? Wyobraźcie sobie, że temu chłopczykowi, zagłodzonemu do granic możliwości udało się zbiec z warszawskiego getta. Matka, która poszła szukać pożywienia zostawiła go w wykopanym przez siebie dole…
I ktoś podszedł do dziecka, oblał go benzyną i podpalił. Tak bezceremonialnie. Adaś wprawdzie przeżył jeszcze kilka dni, ale mimo strasznego stanu swego ciała, prosił tylko o jedzenie. Nic więcej. Głód był tak wielki, że przyćmił ból fizyczny wynikły z poparzeń trzeciego stopnia!
Jednak mimo śmierci, jego historia się nie skończyła. Trupa małego dziecka trzeba było gdzieś pochować, ale jak? Wszędzie Niemcy, wszędzie donosiciele. Najprostszym wyjściem była podróż tramwajem… Jednak w czasie podróży wpadli do pojazdy wtargnęli naziści. Było gorzej niż źle. Ale zdarzył się cud.
Gdy ciało Adasia wypadło z paczki… Niemcy uciekli, a właśnie mieli rozstrzelać wszystkich mężczyzn, którzy znajdowali się w tramwaju! Ostatecznie ciało chłopczyka, w akcie podziękowania za ratunek, zostało godnie pochowane przez tych, których martwe dziecko ocaliło. Nigdy nie zapomnę tej historii!
Dziewczyny wojenne – podsumowanie
Książkę czyta się sprawnie, szybko, ale trzeba nieco się nad nią pochylić, by wychwycić to, co – ale tylko z pozoru – zniknęło z tekstu. Chodzi mianowicie o wielką siłę nie tylko ducha, ile raczej siłę, wiarę, a może chęć życia… Taką radość, cieszenie się z każdej chwili, jaką w życiu się przeżyło. Te wszystkie kobiety są naprawdę fascynujące. Kogoś takiego poznać byłoby dla mnie ogromnym zaszczytem.
To książka skierowana do wszystkich grup czytelniczych, bez jakichkolwiek wykluczeni. Pozycja jest naprawdę ciekawa, pisana ze swadą, empatią i ze swoistym namaszczeniem wobec kobiet, które stały się bohaterkami naszych czasów. Część z nich została nawet odznaczona medalem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Z czystym sercem polecam.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.