E.V. Martindale, Lotniskowce od 1917 do dzisiaj. Lotniskowce lekkie i eskortowe. Superlotniskowce, Śmigłowcowe

Z książki „Lotniskowce od 1917 do dzisiaj” dowiemy się o ponad 50 najsławniejszych lotniskowcach, zarówno tych historycznych, biorących udział w trakcie II wojny światowej, aż po najnowocześniejsze jednostki japońskie i chińskie, które nie tylko dogoniły amerykańską „potęgę”, ale i rzuciły jej wyzwanie, coraz odważniej zajmując poczesne miejsce na akwenach świata.

Co w morzu piszczy

Publikacja jest okraszona blisko setką ilustracji i fotografii, które w dobry sposób oddają nie tylko cechy charakterystyczne poszczególnych jednostek, ale i stan ich ewolucji. A trzeba przyznać, że pomimo stosunkowo krótkiej historii, lotniskowce przeszły ogromne zmiany – zarówno w samej konstrukcji, jak i w wyposażeniu w broń, po ciekawe nowinki technologiczne.

Przyznam, że momentami miałem kłopoty z tym, aby to wszystko wychwycić i zrozumieć. Trzeba zauważyć, że pomimo krótkiej formy, opisywany temat wymaga nie lada wiedzy, aby poruszać się w tej dziedzinie historycznej. Będę musiał nieco poszperać, bo nie wszystko potrafię sobie wyobrazić, i zwyczajnie – nie udało mi się zrozumieć wszystkich informacji na tyle, by pojąć zastosowanie poszczególnych elementów konstrukcji, a czasem i ich funkcji.

W książce nie brakuje specyfikacji omawianych okrętów – wiecie – wyporności, wymiarów, rodzaju napędu, prędkości czy zasięgu, a nawet liczby załogi. Jednak informacje są podane w formie skrajnego minimalizmu, a ja chciałbym „liznąć” nieco więcej. Być może są to konkretne informacje dla znawców tematu, ale dla takich ludzi jak ja, czyli laików, to zdecydowanie za mało. Czasem czułem się jakbym czytał jakieś zaklęcia, których sensu nie jestem w stanie pojąć. Trochę szkoda, bo publikacja ma ogromny potencjał. I szczerze, oczekuję czegoś o zdecydowanie większej objętości. Bo temat lotniskowców jest niezwykle fascynujący!

Nieco historii

Choć pierwsze lotniskowce zaczęły powstawać w trakcie I wojny światowej, ich prawdziwa siła i znaczenie, zostały w pełni wykorzystane podczas II wojny światowej. Szybko zdano sobie bowiem sprawę, że lotniskowce będą pełnić rolę strategiczną, zwłaszcza na akwenach pełnomorskich. Dlatego państwa chcące zachować znaczenie na morzach i oceanach, musiały posiadać jak największą ich liczbę. Stare potęgi, takie jak Wielka Brytania czy Francja, posiadały nieliczne tego typu statki. Nic więc dziwnego, że Japonia, która w stosunkowo szybkim tempie wprowadzała jednostki tego typu do służby, w początkowym okresie wojny zyskała wręcz niewyobrażalne zdobycze na Pacyfiku. Nie zmieniło to jednak faktu, że Japończycy nie byli w stanie dorównać Stanom Zjednoczonym, które stały się najsilniejszym państwem na globie.

W czasie zimnej wojny lotniskowce stały się ważną częścią wzajemnego szachowania się dwóch czołowych potęg świata, czyli Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego. Ich okręty pływały niemalże po całym świecie, starając się zająć kluczowe pozycje w przypadku, jak wówczas się zdawało, nieuchronnego wybuchu światowego konfliktu. Mimo wszystko, jednak amerykańska przewaga w tym zakresie była, i nadal jest, przygniatająca. Szczerze, czytając o radzieckich lotniskowcach, miałem wrażenie, że to wytwór wtórny, bez polotu, ale może wynika to z czegoś innego. Sprawdźcie zresztą sami.

Braki i zalety

Książka jest ciekawa, ale jednak czegoś jej brakuje. Opisy poszczególnych „epok” w historii lotniskowców są nader skromne, żeby nie powiedzieć lakoniczne. Zabrakło mi opisów szerszej perspektywy, która nakreśliłaby znaczenie tych jednostek. Nie znajdziemy tutaj zbyt wielu informacji o bitwach w których lotniskowce miały swój główny udział. Midway, operacje na Morzu Koralowym, bitwa koło Wysp Salomona… W zasadzie trochę o tym jest, ale tylko odnośnie poszczególnej jednostki, która brała udział w starciu. Słowem – bardzo niewiele.

Na plus są za to sylwetki nowoczesnych lotniskowców nowych generacji, zwłaszcza japońskich (Hyūga, Izumo)  i chińskich (Liaoning, Shandong, Fujian), którymi interesuję się od jakiegoś czasu. Ciekaw jestem, jakby spisywały się w starciu z amerykańskimi lotniskowcami i wspierających ich siłami. Ale może lepiej, abyśmy nigdy się o tym nie przekonali. Wrażenie robi również lotniskowiec należący do Indii – INS Vikrant, choć jeszcze nie zyskał pełnych możliwości operacyjnych.

Z książki dowiedziałem się również, że swoje lotniskowce mają takie państwa jak Hiszpania (która wydawała mi się stosunkowo uboga – Principe de Asturias, Juan Carlos I), Włochy (Cavour, Triest), Tajlandia (dla mnie to szokujące – Chakri Naruebet), Korea Południowa (Marado), a nawet Turcja (TCG Anadolu). Tylko czekać, aż Polska wejdzie do tego zacnego grona światowych potentatów morskich!

Podsumowanie

Publikacja zawiera się na 128 stronach, a całość podzielona jest na cztery większe rozdziały, plus dwa króciutkie. Książka jest ładnie ilustrowana. Zawiera nieco schematyczne, ale rzeczowe podsumowanie poszczególnych jednostek. To świetne wprowadzenie do poruszanej tematyki. Polecam.


Wydawnictwo Alma Press

Ryszard Hałas

Comments are closed.