Epoka tekstu, obrazu czy dźwięku?

Nasze społeczeństwo się non stop zmienia. I to fakt. Zmianie się też sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość. Zmieniło się także jej poznawanie. Coraz rzadziej chcemy czytać, coraz częściej oglądamy i słuchamy. Czy historia powinna wyjść temu naprzeciw i zaspokoić i tą potrzebę społeczeństwa? Spróbujmy razem poszukać odpowiedzi na to pytanie!


Pozwólcie, że najpierw nakreślę kontekst. Do podjęcie tego tematu i napisania takiego tekstu skłoniło mnie niedawne przeżycie. Jeśli ktoś niekoniecznie chce o tym czytać śmiało może od razu przejść do kolejnego akapitu. Otóż jakiś czas temu przypadł mi w udziale przywilej konfigurowania drukarki z modułem wi-fi. Zabrałem się do tego nie za bardzo wiedząc o co chodzi, wyposażony jedynie w podstawowa wiedzę instrukcji. I okazało się to trudniejsze niż sugerował producent. Co więc zrobi człowiek XXI wieku? Poszuka rozwiązanie w Internecie. Tak właśnie postąpiłem. Poszukałem. Jednak przeglądając kilka linków złapałam się na czymś niebywale ciekawym. Nie szukałem po prostu w przeglądarce. Na pierwszy ogień poszedł Youtube! Szukałem przede wszystkim filmiku, ewentualnie nagrania głosowego a nie tekstu z instrukcją krok po kroku. To natchnęło mnie właśnie do stworzenia tego tekstu. A więc…
W czasie tego wydarzenie uświadomiłem sobie, że dla mnie – laika komputerowego i sieciowego – znacznie bardziej przyjazną formą zdobywania nowej wiedzy z tej dziedziny jest właśnie obraz i dźwięk a nie tekst. Może i nie było to nic specjalnie odkrywczego, ale pomyślałem, że to dotyczy też wszystkich innych dziedzin wiedzy. Przecież moi uczniowie wolą kiedy na lekcji opowiadam, albo mogą obejrzeć czy posłuchać materiału na dany temat niż kiedy wysyłam im tylko tekst notatki. I to właśnie zainspirowało mnie do kontynuowanie tych rozważań.
I wtedy dotarło do mnie, że w takiej samej sytuacja jak ja konfigurujący drukarkę jest pewnie każdy kto chce się dowiedzieć czegoś historii i trafia na moje felietony lub artykuły. Też tak jak ja wtedy, dysponuje tylko podstawowa wiedzą, bo wyniósł ją ze szkoły. Też chce się dowiedzieć czegoś nowego, bo jest mu to potrzebne, aktualnie go to interesuje czy po prostu ma ochotę na nieco historii. Albo tylko zgubił się w Internetach i akurat trafił na „Historię po mojemu”. Dlaczego, więc zmuszać go by tylko czytał? Czy nie powinienem mu wyjść naprzeciw? Czy ma być w gorszej sytuacji niż historyk konfigurujący drukarkę?
To wszystko natchnęło mnie do przemyślenia swej aktywności w mediach cyfrowych. Czy aby nie powinienem dzielić się swoimi wypocinami z Wami Najdrożsi Czytelnicy także w łatwiej przyswajalnych formach? Bo nie ulega wątpliwości, że sposoby prezentacji wiedzy historycznej już dawno wyszły naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa. Choćby sam Youtube jest tego najlepszym dowodem, na którego łamach sam śledzę kilkanaście kanałów historycznych. Tam obraz miesza się dźwiękiem. Jednak praktyka dowodzi, że sam dźwięk też może być fenomenalnym medium przenoszenia wiedzy historycznej. Świadczy o tym choćby ilość podcastów na temat przeszłości i jej oceny. A może czas na mnie?
Muszę się Wam przyznać, że mój Szef, redaktor naczelny Andrzej Włusek już od dawna namawiał mnie, żebym nie tylko pisał, ale i nagrywał. Coś zawsze mnie jednak paraliżowało. Lekka wada wymowy, bardzo niefotogeniczna twarz to wszystko powodowało, że najbezpieczniej czułem się pisząc i dzieląc się tym w formie tekstu. I chyba myślałem tylko o sobie. Nie pomyślałem o Was! I zamieszanie z drukarką skutecznie pomogło mi to zmienić! Być może dojrzałem do tej decyzji, może to był impuls. W każdym razie…. Zaczynam działać!
Dlatego w tym tekście, jako jedni z pierwszych (zaraz po mojej ukochanej żonie Angelice i szefie Andrzeju) dowiadujecie się, iż już niedługo moje felietony i nie tylko także w nowej formie – jako podcasty i słuchowiska! Jeszcze dopinamy wszelkie szczególiki, załatwiamy zaplecze techniczne i powoli będziemy ruszać.
O tym gdzie mnie znaleźć i jak słuchać tego co uda mi się nagrać napiszę (sic!) Wam nieco później. A może uda mi się to już powiedzieć? Jakkolwiek będzie już wnet „Historii po mojemu” (acz nie wykluczam zmiany nazwy cyklu na potrzeby nagrań) będziecie mogli też posłuchać. Ale bez obaw – testy nadal będą ukazywały się w najlepszym portalu historycznym pod słońcem.

Ilustracja: creatice commons

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*