Sarah Freethy, Figurki z Dachau
Co jakiś czas w sieci rozpoczyna się dyskusją o tym czy kolejna powieść mająca za tło niemieckie nazistowskie obozy koncentracyjne jest bezczeszczeniem pamięci ofiar. Często biorą w nich udział miejsca pamięci. Jednak osobiście uważam, że o prostu naszych oczach dzieje się zmiana – dla wielu czytelników II wojna światowa i jej okrucieństwa są tak samo odległe jak epoka napoleońska lub ludobójstwo w Wandei.
Oczywiście są powieści tak złe, że nic ich nie może uratować i tutaj krytyka jest jak najbardziej słuszna. Wiele tytułów z dodatkiem nazwy znanego obozu koncentracyjnego jest też po prosu zagrywką marketingową. A jak jest w przypadku opowieści o największej nazistowskiej fabryce porcelany w Allach? Co z Figurkami z Dachau Sarah Freethy?
Bauhaus, Allach, Dachau i słodkie króliczki
Max Ehrlich i Bettina Vogel poznają się na jednej z szalonych imprez studentów i artystów hołdujących najnowszym trendom w sztuce i architekturze. Nie wiedzą jak bardzo brzemienne w skutkach będzie to spotkanie. Oboje również nie zdają sobie sprawy z faktu, jak wiele oboje będą musieli poświęcić, jak bardzo będą musieli odciąć się od manifestów swoich artystycznych mentorów, aby mieć choć cień szansy na przeżycie w zbliżającej się wielkimi krokami brunatnej rzeczywistości Trzeciej Rzeszy.
Z kolei Clara, córka Bettiny na początku lat 90. Będzie starała się iść tropem porcelanowych figurek w największej nazistowskiej fabryki porcelany w Allach, aby dowiedzieć się kim jest jej ojciec. Człowiek z fabryki porcelany.
To właśnie te dwie rzeczywistości: schyłek Republiki Weimarskiej i Trzecia Rzesza oraz współczesny świat na początku lat 90. stają się tłem opowieści o miłości dwojga ludzi, którzy umarli za życia. Świadkiem ich losów są wczesne prace Bettiny i Maxa hołdujące odpowiednio ekspresjonizmowi oraz Bauhausowi, a także późniejsze odpowiadające już estetyce Himmlera i jemu podobnych.
A wszystko kręci się wokół wikinga i króliczka – dwóch porcelanowych figurek, które na spodzie mają dwie runy SS i napis ALLACH. Niewinne, może kiczowate, ale mające w sobie cierpienie Bettiny, Maxa, a co najważniejsze więźniów KL Dachau, którzy znajdując się w piekle musieli tworzyć właśnie takie słodkie króliczki, szczeniaczki czy figurki żołnierzy.
Powieść z przesłaniem skrzywdzona tytułem
Zanim wybuchnie stugębny lament świętokrzyski przeplatany z chorałem piekieł na temat tytułu książki pragnę zauważyć jedną rzecz. Tytuł oryginału to The Porcelain Maker i kropka. Żadnego Dachau czy innego przejawu bestialstwa Trzeciej Rzeszy. Również w samej narracji Dachau jest tylko punktem odniesienia, groźbą, która zawisa nad głównymi bohaterami i determinuje los nienarodzonej jeszcze Clary.
Jest w tutaj nawet wątek polski: choć nie wywożono do obozów koncentracyjnych w Intelligenzaktion całych rodzin oraz była to akcja skierowana nie tylko przeciwko polskim naukowcom pochodzenia żydowskiego, to jednak cieszy, że zasygnalizowano w powieści taki problem. A co do jego poprawności i kontekstu to należałoby rzucić kamieniem nie w autorkę, ale w polskich kreatorów polityki historycznej, którzy od lat nie potrafią pokazać różnych aspektów zagłady polskiej inteligencji (Intelligenzaktion Schlesien, Sonderaktion Krakau, Aktion AB) międzynarodowemu odbiorcy.
Recenzowana pozycja niesie za sobą ogromny ładunek przesłania hołdującemu człowieczeństwu. Pokazuje również złożoność ludzkich wyborów i przestrzega przed łatwym szufladkowaniem zachowania człowieka w obliczu reżimu. Pokazuje również jak ważny jest opór wobec zła. Nawet tak symboliczny jak zrobienie nieprawomyślnej porcelanowej figurki czy pierwsza warstwa zgodnego z estetyką narodowosocjalistyczną obrazu wykonana według prawideł ekspresjonizmu.
Figurki z Dachau – czy warto?
Choć tytuł może nastawiać czytelnika w ten czy w innym sposób, to jest to piękny przykład by nie oceniać książki po okładce. Lub tytule. Nie wiem co kierowało polskim wydawcą aby aż tak zmienić tytuł powieści, ale nie zmienia to faktu, że warto po nią sięgnąć.
Wydawnictwo Marginesy
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.